Tajemnica Stu Złotych – Historia z Baru Mlecznego

Już od rana czułem, że coś wisi w powietrzu. W barze mlecznym „Złota Kaczka” na Grochowie, gdzie pracuję od dwóch lat, niedziele zawsze mają swój rytm – zapach świeżych pierogów, stukot talerzy, szum rozmów i ten specyficzny spokój, który daje mi poczucie, że choćby świat się walił, tu zawsze będzie tak samo. Ale dziś, kiedy tylko przekroczyłem próg, zobaczyłem, że przy oknie siedzi już pan Andrzej – ten sam, który od pół roku zostawia mi co niedzielę napiwek: dokładnie sto złotych, zawsze złożone w kostkę, wsunięte pod serwetkę.

Zawsze mnie to zastanawiało. Przecież nie robię niczego nadzwyczajnego – podaję mu żurek, czasem pierogi ruskie, uśmiecham się, zamieniam dwa słowa. On zawsze taki sam: cichy, zamyślony, z gazetą, którą przegląda, ale nigdy nie czyta. Z początku myślałem, że to jakiś bogaty samotnik, który nie ma co robić z pieniędzmi. Ale z czasem zaczęło mnie to uwierać. Dlaczego właśnie ja? Dlaczego sto złotych, nie pięćdziesiąt, nie dwadzieścia?

Tego dnia, kiedy podszedłem do jego stolika, spojrzał na mnie inaczej niż zwykle. Jego oczy były czerwone, jakby płakał. „Dzień dobry, panie Andrzeju, jak zwykle żurek?” – zapytałem, próbując rozładować napięcie. Skinął głową, ale nie odpowiedział. Przyniosłem mu zupę, a on wyjął z kieszeni kopertę i wsunął mi ją do ręki. „Proszę przeczytać po pracy. To ważne.”

Cały dzień chodziłem jak na szpilkach. Zosia, moja koleżanka z kuchni, zauważyła, że jestem rozkojarzony. „Co się stało, Michał? Znowu ten dziwny klient?” – zapytała, śmiejąc się. „Nie wiem, Zośka. Coś jest nie tak. Dziś dał mi kopertę.”

Po zamknięciu baru usiadłem na zapleczu i otworzyłem kopertę. W środku był list i zdjęcie. Na zdjęciu młoda kobieta z dzieckiem na rękach – rozpoznałem siebie, miałem może cztery lata. Kobieta to moja mama, której nie widziałem od lat. List był krótki:

„Michał, wiem, że nie masz pojęcia, kim jestem. Przez lata obserwowałem cię z daleka. Twoja mama była dla mnie kimś bardzo ważnym. Popełniłem błąd, którego nie mogę cofnąć. Chciałem ci pomóc, choć trochę wynagrodzić to, co się stało. Jeśli chcesz znać prawdę, spotkaj się ze mną w przyszłą niedzielę po zamknięciu baru. Andrzej.”

Serce waliło mi jak młot. Przez całą noc nie mogłem zasnąć. W głowie miałem tysiące pytań. Kim był dla mojej mamy? Co się stało? Dlaczego przez tyle lat się nie odezwał? Następnego dnia zadzwoniłem do ojca. „Tato, muszę cię o coś zapytać. Znasz kogoś o imieniu Andrzej, który znał mamę?” Po drugiej stronie zapadła cisza. „Nie rozmawiaj z nim, Michał. To nie jest człowiek, z którym powinieneś mieć kontakt.”

Ale ja nie mogłem przestać myśleć o liście. Cały tydzień chodziłem jak cień. W pracy byłem nieobecny, klienci się skarżyli, a Zosia próbowała mnie pocieszać. „Może to ktoś z rodziny? Może twój ojciec coś ukrywa?” – podpowiadała. W końcu nadszedł dzień spotkania. Po zamknięciu baru Andrzej czekał na mnie na ławce przed wejściem.

„Dziękuję, że przyszedłeś” – zaczął. „Twoja mama była moją pierwszą miłością. Poznaliśmy się na studiach. Byłem wtedy głupi, nieodpowiedzialny. Zostawiłem ją, kiedy dowiedziałem się, że jest w ciąży. Bałem się, uciekłem. Potem próbowałem ją odnaleźć, ale już było za późno. Twój ojciec wychował cię jak własnego syna. Przez lata nie miałem odwagi się odezwać. Kiedy przypadkiem zobaczyłem cię w barze, wiedziałem, że muszę coś zrobić. Te pieniądze to tylko namiastka tego, co powinienem ci dać.”

Stałem jak sparaliżowany. „Chcesz powiedzieć, że jesteś moim ojcem?” – zapytałem, głos mi się łamał. „Nie wiem, Michał. Może tak, może nie. Ale wiem, że zawiodłem twoją mamę. Chciałem cię przeprosić, choć wiem, że to za mało.”

Nie wiedziałem, co powiedzieć. Wróciłem do domu i przez całą noc nie mogłem przestać myśleć o tym, co usłyszałem. Następnego dnia zadzwoniłem do ojca. „Tato, musisz mi powiedzieć prawdę. Czy Andrzej to mój ojciec?”

Ojciec milczał długo. „Michał, dla mnie zawsze byłeś synem. Twoja mama była w trudnej sytuacji, kiedy się poznaliśmy. Wiedziałem, że nie jestem twoim biologicznym ojcem, ale kochałem cię od pierwszego dnia. Andrzej… on uciekł, kiedy dowiedział się o ciąży. Nie chciałem, żebyś musiał przez to przechodzić.”

Łzy napłynęły mi do oczu. „Dlaczego mi nie powiedziałeś?”

„Chciałem cię chronić. Myślałem, że tak będzie lepiej.”

Przez kolejne dni nie mogłem się pozbierać. W pracy byłem jak automat. Andrzej przychodził co niedzielę, ale już nie zostawiał pieniędzy. Siadał przy oknie, patrzył na mnie z daleka. W końcu podszedłem do niego. „Nie wiem, czy kiedykolwiek będę w stanie ci wybaczyć. Ale dziękuję, że powiedziałeś mi prawdę.”

Andrzej skinął głową. „Nie oczekuję wybaczenia. Chciałem tylko, żebyś wiedział.”

Od tamtej pory moje życie się zmieniło. Z ojcem rozmawiamy więcej niż kiedykolwiek. Andrzej czasem wpada do baru, zamawia żurek, ale już nie zostawia napiwków. Czasem patrzę na niego i zastanawiam się, jak wyglądałoby moje życie, gdyby nie uciekł wtedy, gdy najbardziej go potrzebowałem.

Czy można wybaczyć komuś, kto porzucił cię zanim jeszcze się urodziłeś? Czy rodzina to tylko więzy krwi, czy coś więcej? Może to właśnie te pytania sprawiają, że wciąż nie potrafię zamknąć tego rozdziału. Co wy byście zrobili na moim miejscu?