Mój mąż zapomniał o nas dla rodziny swojego zmarłego brata – historia Magdy
– Znowu wychodzisz, Krzysztof? – mój głos drży, choć staram się brzmieć spokojnie. Jest sobotni poranek, dzieci jeszcze w piżamach siedzą przy stole, a ich kanapki leżą nietknięte. Krzysztof już w przedpokoju, kurtka zapięta pod szyję, kluczyki do auta w dłoni. Nawet na mnie nie patrzy.
– Tak, Magda. Przepraszam, ale Ania potrzebuje pomocy z zakupami, a chłopcy mają dzisiaj mecz. – Jego słowa są szybkie, jakby chciał mieć to już za sobą.
Przełykam ślinę. – A nasze dzieci? One też cię potrzebują. Obiecałeś dziś pójść z Michałem na pierwszą lekcję pływania.
Krzysztof wzdycha ciężko, jakby moje słowa były dla niego tylko kolejnym problemem. – Magda, przecież wiesz, jak ciężko Ani po śmierci Pawła. Została sama z dwójką dzieci. Michał może iść z tobą.
– To nie o mnie chodzi! – głos mi się łamie. – Chodzi o ciebie. O naszą rodzinę.
Michał podnosi wzrok znad talerza, jego niebieskie oczy są wielkie i niepewne. – Tato? – szepcze.
Krzysztof odwraca się na pięcie, rzuca mi krótkie spojrzenie. – Wrócę wieczorem. – Drzwi zamykają się za nim z głuchym trzaskiem.
Zostaję sama w ciszy, którą przerywa tylko cichy szloch naszej córki Zosi i monotonne stukanie deszczu o szybę. Czuję się rozdarta między współczuciem dla Ani a narastającą złością na Krzysztofa. Odkąd Paweł, młodszy brat Krzysztofa, zginął trzy miesiące temu w wypadku na S8, nic już nie jest takie samo.
Na początku rozumiałam. Ania została nagle sama z dwoma synami. Krzysztof rzucił się jej na pomoc – zakupy, naprawy, odrabianie lekcji z chłopcami. Ale teraz mam wrażenie, że znalazł sobie nowe życie, nową rodzinę – a my przestaliśmy się liczyć.
– Mamo, czy tata wróci? – Zosia pyta cicho, tuląc się do mnie.
– Tak kochanie – kłamię, przytulając ją mocno. – Tata zawsze wraca. – Ale nawet ja już w to nie wierzę.
Wieczorem siedzę sama na kanapie, gdy Krzysztof wreszcie wraca do domu. Pachnie obcym domem – innym proszkiem do prania i perfumami, których nie znam. Siada obok mnie i od razu sięga po telefon.
– Jak było u Ani? – pytam ostrożnie.
– Ciężko. Chłopcy się pokłócili, Ania była roztrzęsiona. Pomagałem jej ogarnąć papiery po Pawle.
– A tutaj? Pomyślałeś o nas? – mój głos jest ostrzejszy niż zamierzałam.
Krzysztof podnosi wzrok, jego oczy są puste i zmęczone. – Magda, co mam zrobić? Paweł nie żyje! Ania nie ma nikogo oprócz mnie.
– A my? My też cię potrzebujemy! Michał codziennie pyta, gdzie jesteś. Zosia płacze co noc. Ja… czuję się taka samotna, Krzysztof.
Milczy. Każdego dnia przepaść między nami rośnie.
Którejś nocy słyszę cichy szept z pokoju Michała. Zaglądam przez uchylone drzwi i widzę go wtulonego w pluszowego misia.
– Tata jutro przyjdzie… On nas dalej kocha… – szepcze do zabawki.
Serce mi pęka.
Tygodnie mijają. Krzysztof coraz rzadziej je z nami kolację. Przegapił występ Zosi w przedszkolu, pierwszy medal Michała na basenie, nawet moje urodziny. Wszystko kręci się wokół Ani i jej dzieci: zakupy, lekcje, naprawy w domu, nawet wspólne wyjazdy na weekendy.
Mama dzwoni z troską w głosie: – Magda, musisz zawalczyć o siebie. Tak dalej być nie może.
Ale co mam zrobić? Gdy próbuję rozmawiać z Krzysztofem, zarzuca mi egoizm. – Nie rozumiesz, jak to jest stracić brata! – krzyczy wtedy.
Może ma rację? Może jestem samolubna, że chcę mieć męża tylko dla siebie i naszych dzieci?
W końcu decyduję się pojechać do Ani. Mieszka w szeregowcu na obrzeżach Warszawy; ogród pełen dziecięcych zabawek i chwastów. Otwiera mi drzwi ze spuchniętymi oczami.
– Magda… co ty tu robisz?
Przełykam dumę. – Mogę wejść?
W środku bałagan: kubki po kawie na stole, wszędzie zabawki. Siadamy naprzeciwko siebie przy kuchennym stole.
– Aniu… wiem, że masz ciężko – zaczynam ostrożnie. – Ale Krzysztof… prawie nie ma go w domu. Moje dzieci tęsknią za ojcem.
Ania patrzy na mnie przez łzy. – Myślisz, że tego chcę? Czuję się winna za każdym razem, gdy tu jest. Ale nie daję rady sama…
Rozmawiamy długo tego popołudnia: o żałobie i samotności, o poczuciu winy i oczekiwaniach nie do udźwignięcia.
Wieczorem po powrocie do domu Krzysztof czeka na mnie w kuchni.
– Ania dzwoniła – mówi cicho.
Tylko kiwam głową.
– Dlaczego nic mi nie powiedziałaś? Dlaczego musiałaś tam jechać za moimi plecami? – nagle wybucha złością.
– Bo już do mnie nie docierasz! Bo nas zapominasz! Bo nie wiem, ile jeszcze wytrzymam! – krzyczę przez łzy.
Patrzy w swoje dłonie i milczy długo.
Następne dni są lodowate; mijamy się jak obcy pod jednym dachem.
Pewnego wieczoru siedzę sama w ogrodzie i patrzę na gwiazdy nad Warszawą. Zosia siada mi na kolanach.
– Mamo, dlaczego tata ciągle jest u cioci Ani?
Nie umiem odpowiedzieć.
Rano znajduję na stole kartkę:
„Magda,
Wiem, że was zawodzę. Nie potrafię jednak zostawić Ani i chłopców samych po śmierci Pawła. Boję się, że jeśli ich zostawię, stracę Pawła na zawsze.
Krzysztof”
Płaczę nad jego słowami – nad wszystkim, co straciliśmy.
Wieczorem siadam obok niego na łóżku.
– Krzysztof… Może powinniśmy razem poszukać pomocy. Dla ciebie i dla naszej rodziny.
On kiwa głową powoli; pierwszy raz widzę łzy w jego oczach.
Odzyskanie siebie nawzajem zajmie nam czas – jeśli to w ogóle możliwe.
Ale czasem zastanawiam się: ile można dawać z siebie zanim zupełnie się zatraci? I kto nas podtrzyma, jeśli oboje upadniemy?