Zdrada, która zmieniła wszystko. Czy można jeszcze zaufać po czymś takim?

…i wtedy go zobaczyłam. Stał tam, pod domem Magdy, naszej wspólnej znajomej z pracy. Jego srebrny Opel, ten sam, którym codziennie odwoził dzieci do szkoły i którym jeździliśmy na wakacje do Zakopanego. Serce zabiło mi szybciej, a dłonie zaczęły drżeć na kierownicy. Przez chwilę miałam nadzieję, że to tylko przypadek, że może Magda poprosiła go o pomoc z czymś ciężkim albo… Ale przecież była już prawie północ.

Zatrzymałam samochód kawałek dalej i zgasiłam światła. Siedziałam w ciemności, patrząc na znajome rejestracje i próbując zebrać myśli. „Może powinienem zadzwonić?” – przemknęło mi przez głowę, ale zaraz potem poczułam wstyd. Co ja robię? Przecież to mój mąż, ufam mu… czy jeszcze ufam?

Wtedy zobaczyłam ich sylwetki w oknie na piętrze. Najpierw tylko cienie, potem wyraźniej – on i Magda, śmiejący się do siebie, z kieliszkami w dłoniach. Światło padało na jej twarz, a on dotknął jej ramienia w sposób, którego nie dało się pomylić z przyjacielskim gestem. Poczułam, jak coś we mnie pęka.

Nie pamiętam, jak wróciłam do domu. W kuchni usiadłam przy stole i patrzyłam na zegar. Była pierwsza w nocy, a jego nadal nie było. Telefon milczał. W końcu napisałam krótką wiadomość: „Jesteś jeszcze w pracy?” Odpisał po kilku minutach: „Tak, zaraz kończę. Nie czekaj na mnie.” Kłamstwo.

Rano przy śniadaniu próbowałam zachowywać się normalnie. Dzieci rozmawiały o szkole, a on udawał zmęczonego. Patrzyłam na niego i czułam narastającą złość. W końcu nie wytrzymałam:

– Michał, gdzie byłeś wczoraj wieczorem?

Podniósł wzrok znad kawy.

– Przecież mówiłem, w pracy. Mieliśmy awarię systemu.

– Dziwne – powiedziałam cicho – bo widziałam twój samochód pod domem Magdy.

Zamarł. Przez chwilę patrzył na mnie bez słowa, potem odłożył łyżeczkę.

– To nie tak jak myślisz – zaczął.

– A jak? – przerwałam mu. – Bo wyglądało dokładnie tak, jak myślę.

Dzieci zamilkły i patrzyły to na mnie, to na niego. Michał spuścił głowę.

– Musimy porozmawiać – powiedział cicho.

Resztę dnia spędziłam w łóżku, nie mogąc zebrać myśli. W głowie miałam tysiące pytań: od kiedy? Dlaczego ona? Czy to moja wina? Czy coś przeoczyłam? Przypominałam sobie wszystkie te wieczory, kiedy wracał późno, wszystkie smsy od „koleżanek z pracy”, wszystkie jego uniki i wymówki.

Wieczorem usiadł obok mnie na łóżku.

– Przepraszam – powiedział tylko. – To zaczęło się kilka miesięcy temu. Byłem zmęczony wszystkim… Pracą, domem, naszymi kłótniami o pieniądze… Magda po prostu słuchała. Nie chciałem cię zranić.

– Ale zraniłeś – odpowiedziałam drżącym głosem. – I co teraz?

Nie miał odpowiedzi. Przez kolejne dni żyliśmy obok siebie jak obcy ludzie. Dzieci wyczuwały napięcie i zadawały pytania, na które nie umiałam odpowiedzieć. Moja mama dzwoniła codziennie, pytając czemu jestem taka przygaszona. Nie miałam siły nikomu się zwierzać.

W pracy też nie było lepiej. Magda udawała, że nic się nie stało, ale widziałam jej spojrzenia i szeptane rozmowy z koleżankami przy ekspresie do kawy. Czułam się upokorzona i zdradzona podwójnie – przez męża i przez osobę, którą uważałam za przyjaciółkę.

Pewnego wieczoru zadzwoniła do mnie siostra.

– Musisz coś z tym zrobić – powiedziała stanowczo. – Albo mu wybaczysz i spróbujecie to naprawić, albo odejdź i zacznij żyć dla siebie.

Ale jak wybaczyć coś takiego? Jak zaufać komuś, kto raz już złamał twoje serce?

Michał próbował się starać – przynosił kwiaty, gotował kolacje, zabierał dzieci na spacery żebym mogła odpocząć. Ale za każdym razem gdy patrzyłam mu w oczy widziałam tam Magdę i ich wspólne wieczory.

Któregoś dnia zebrałam się na odwagę i pojechałam do psychologa. Opowiedziałam wszystko – o zdradzie, o bólu, o tym jak bardzo czuję się niewystarczająca.

– To nie twoja wina – usłyszałam po raz pierwszy od kogoś z zewnątrz. – Zdrada zawsze jest wyborem tej drugiej osoby.

Po tej rozmowie poczułam ulgę. Zaczęłam powoli wracać do siebie – spotykać się z przyjaciółkami, chodzić na spacery po parku, czytać książki wieczorami zamiast czekać aż Michał wróci do domu.

Dziś minęły trzy miesiące od tamtej nocy pod domem Magdy. Nadal mieszkamy razem ze względu na dzieci, ale wiem już, że nie potrafię mu wybaczyć. Zbieram siły żeby odejść i zacząć nowe życie – dla siebie i dla moich dzieci.

Czasem zastanawiam się: czy można jeszcze zaufać komuś po czymś takim? Czy lepiej być samemu niż żyć w kłamstwie? Co wy byście zrobili na moim miejscu?