Kiedy teściowa staje się zagrożeniem we własnym domu: Wyznanie kobiety z Warszawy

– Nie rozumiesz, Aniu, że on potrzebuje porządnej kobiety, która zadba o dom? – głos Heleny rozbrzmiewał w kuchni jak dzwon. Stałam przy zlewie, zaciskając dłonie na talerzu tak mocno, że aż pobielały mi knykcie. Mój mąż, Tomek, siedział przy stole i udawał, że czyta gazetę. W powietrzu wisiała cisza pełna napięcia.

To był kolejny poranek, kiedy Helena – moja teściowa – zaczynała dzień od krytyki. Wprowadziła się do nas pół roku temu, po śmierci swojego męża. Z początku współczułam jej samotności. Myślałam: „To tylko na chwilę, dopóki nie stanie na nogi”. Nie wiedziałam wtedy, jak bardzo się myliłam.

– Może gdybyś nie pracowała tyle, miałabyś czas na porządki – dodała Helena, zerkając na mnie spod przymrużonych powiek.

Zacisnęłam zęby. Pracowałam jako pielęgniarka na oddziale ratunkowym w jednym z warszawskich szpitali. Zmiany po dwanaście godzin, czasem noce bez snu. W domu czekał na mnie synek, Staś, i mąż, który coraz częściej uciekał w milczenie.

– Mamo, daj spokój – mruknął Tomek bez przekonania.

– Ja tylko mówię prawdę! – oburzyła się Helena. – Kiedy ja byłam młoda, dom lśnił, a obiad zawsze był na stole. Ty nawet nie potrafisz ugotować porządnego rosołu!

Czułam, jak łzy napływają mi do oczu. Odetchnęłam głęboko i wyszłam z kuchni. W łazience oparłam się o zimne kafelki i pozwoliłam sobie na cichy płacz. Ile jeszcze wytrzymam?

Z czasem było tylko gorzej. Helena zaczęła przejmować kontrolę nad wszystkim: decydowała, co jemy na obiad, jak urządzamy mieszkanie, nawet jak wychowujemy Stasia. Kiedy wracałam zmęczona po dyżurze, znajdowałam ją w mojej sypialni – „sprzątała”, jak twierdziła. Moje rzeczy były poprzestawiane, ubrania przełożone do innych szuflad.

– To dla twojego dobra – mówiła słodkim głosem. – Ty nie masz czasu na takie rzeczy.

Tomek nie reagował. Kiedy próbowałam z nim rozmawiać, wzruszał ramionami.

– Daj jej trochę czasu. Jest jej ciężko po śmierci taty.

Ale ile czasu można czekać? Zaczęłam czuć się jak intruz we własnym domu. Nawet Staś zaczął mówić: „Babcia mówi, że mama nie umie gotować”.

Pewnego wieczoru usłyszałam rozmowę Heleny z Tomkiem przez uchylone drzwi.

– Ona cię nie szanuje – szeptała Helena. – Całe dnie poza domem, dziecko zaniedbane… Ja bym tak nie mogła.

– Mamo, proszę cię…

– Zastanów się, czy to jest kobieta dla ciebie.

Serce mi zamarło. Przez chwilę miałam ochotę wejść i wykrzyczeć jej wszystko w twarz. Ale zabrakło mi odwagi.

Zaczęłam unikać domu. Brałam dodatkowe dyżury, wracałam późno. Staś coraz częściej spał u babci w pokoju. Czułam się coraz bardziej samotna i bezradna.

W pracy koleżanka zauważyła moje podkrążone oczy.

– Anka, co się dzieje?

Nie wytrzymałam. Opowiedziałam jej wszystko.

– Musisz postawić granice – powiedziała stanowczo. – Albo ona się wyprowadzi, albo ty zwariujesz.

Wiedziałam, że ma rację. Ale jak powiedzieć Tomkowi? Bałam się jego reakcji.

Pewnej nocy wróciłam do domu wcześniej niż zwykle. W salonie siedzieli Helena i Tomek. Rozmawiali cicho, ale usłyszałam swoje imię.

– Ona mnie nienawidzi – mówiła Helena drżącym głosem. – Czuję się tu obco…

– Mamo…

– Może powinnam wrócić do siebie…

Weszłam do pokoju. Oboje zamilkli.

– Chciałabym porozmawiać – powiedziałam cicho.

Helena spojrzała na mnie z wyższością.

– O czym?

– O nas wszystkich. O tym, że tak dalej być nie może.

Tomek spuścił wzrok.

– Aniu…

– Nie jestem tu już sobą – przerwałam mu. – Czuję się jak służąca we własnym domu. Chcę mieć wpływ na to, jak żyjemy. Chcę być matką dla Stasia i żoną dla ciebie.

Helena prychnęła.

– To ja wszystko robię! Ty tylko pracujesz!

– Bo muszę! Ktoś musi utrzymać ten dom! – krzyknęłam pierwszy raz od miesięcy.

Zapadła cisza. Staś wszedł do pokoju z zapłakanymi oczami.

– Mamo…

Przytuliłam go mocno.

Tego wieczoru długo rozmawialiśmy z Tomkiem. Powiedziałam mu wszystko: o bólu, o poczuciu winy, o tym, jak bardzo czuję się niewidzialna.

– Musimy coś zmienić – powiedziałam stanowczo. – Albo ona się wyprowadzi, albo ja odejdę.

Tomek był w szoku. Ale chyba pierwszy raz zobaczył we mnie kobietę zdeterminowaną do walki o siebie i rodzinę.

Następnego dnia usiedliśmy we trójkę przy stole. Helena była obrażona i milcząca.

– Mamo – zaczął Tomek – musimy ustalić zasady wspólnego życia albo poszukać ci innego mieszkania.

Helena spojrzała na niego z niedowierzaniem.

– Wyrzucasz mnie?

– Nie wyrzucamy cię – odpowiedziałam spokojnie. – Ale musimy mieć swoje życie i swoją przestrzeń.

Po kilku tygodniach Helena znalazła mieszkanie niedaleko nas. Było jej ciężko zaakceptować tę zmianę, ale zaczęła powoli układać sobie życie na nowo. Nasza relacja nigdy nie była już taka sama – była chłodna i pełna dystansu, ale przynajmniej odzyskałam swój dom i siebie.

Z Tomkiem odbudowywaliśmy nasze małżeństwo krok po kroku. Staś znów zaczął mówić „mamo” z uśmiechem na twarzy.

Czasem patrzę w lustro i pytam siebie: ile kobiet jeszcze milczy w czterech ścianach swojego domu? Ile z nas pozwala innym przejąć kontrolę nad swoim życiem?

A Ty? Czy kiedykolwiek musiałaś walczyć o swoje miejsce w rodzinie?