Moja córka, jej włosy i my na krawędzi: Czy można poświęcić dziecko dla idei?
– Nie! Nie zrobię tego! – krzyk Lany odbił się echem od ścian naszej kuchni. Stałem w progu, z kubkiem zimnej już kawy w dłoni, kiedy usłyszałem jej płacz. Emina stała naprzeciwko niej, z zaciśniętymi ustami i maszynką do golenia w ręku.
– Lana, to tylko włosy. Zrozum, że to dla Oli. Ona nie ma wyboru, ty możesz jej pokazać, że nie jest sama – mówiła moja żona, głosem, który miał być czuły, ale brzmiał jak rozkaz.
Patrzyłem na to jak sparaliżowany. Lana miała dopiero jedenaście lat. Jej długie, kasztanowe włosy były jej dumą. Każdego ranka plotła je w warkocz, a wieczorami prosiła mnie, żebym pomógł jej rozczesać kołtuny. Teraz miała je oddać – nie z własnej woli, ale dlatego, że jej matka uznała to za słuszne.
– Emina, może… – zacząłem niepewnie.
– Nie mieszaj się! – przerwała mi ostro. – To ważne. Ola przechodzi przez piekło. Lana może jej pomóc.
Widziałem łzy na policzkach córki. Widziałem też upór w oczach żony. I czułem własną bezradność – jakby ktoś ścisnął mi serce w pięści.
Tamtego wieczoru Lana zamknęła się w swoim pokoju i nie wyszła aż do rana. Emina siedziała przy stole i patrzyła w ścianę. Ja krążyłem po mieszkaniu jak duch, nie mogąc znaleźć sobie miejsca.
Następnego dnia Lana przyszła do kuchni z opaską na głowie. Próbowała się uśmiechać, ale jej oczy były czerwone od płaczu. Emina nalała jej mleka do miski i udawała, że wszystko jest w porządku.
– Dobrze zrobiłaś – powiedziała cicho. – Ola będzie ci wdzięczna.
Lana nic nie odpowiedziała. Wyszła do szkoły bez słowa.
Przez kolejne dni atmosfera w domu była napięta jak struna. Lana przestała rozmawiać z matką. Ze mną rozmawiała tylko wtedy, gdy musiała. Wieczorami słyszałem jej cichy płacz przez drzwi pokoju.
Zacząłem się zastanawiać: czy naprawdę zrobiliśmy dobrze? Czy poświęcenie dziecka dla idei jest warte tej ceny?
Pewnego dnia wróciłem wcześniej z pracy. Zastałem Lanę siedzącą na podłodze w swoim pokoju, otoczoną zdjęciami sprzed kilku miesięcy – uśmiechnięta dziewczynka z długimi włosami, śmiejąca się do obiektywu.
– Tato… – zaczęła cicho. – Dlaczego mama mnie zmusiła?
Usiadłem obok niej i objąłem ją ramieniem.
– Chciała dobrze… Myślała, że tak będzie najlepiej dla Oli.
– Ale ja nie chciałam… Wszyscy się ze mnie śmieją w szkole. Nawet Ola powiedziała, że nie musiałam tego robić.
Poczułem gniew na Eminę – za to, że nie zapytała Lany o zdanie, za to, że postawiła ją w tej sytuacji. Ale też na siebie – za to, że nie potrafiłem jej obronić.
Wieczorem wybuchła kłótnia. Lana zamknęła się w łazience i nie chciała wyjść. Emina krzyczała na mnie:
– Ty zawsze ją rozpieszczasz! Nie rozumiesz, że trzeba czasem zrobić coś trudnego dla innych?
– Ale nie kosztem własnego dziecka! – odpowiedziałem równie głośno.
Przez kolejne tygodnie byliśmy jak trzy samotne wyspy pod jednym dachem. Lana zamknęła się w sobie jeszcze bardziej. W szkole zaczęły się docinki i wyzwiska. Nauczycielka zadzwoniła do nas:
– Państwa córka jest wycofana, smutna… Może warto porozmawiać z psychologiem?
Emina nie chciała o tym słyszeć. Twierdziła, że Lana przesadza, że dzieci są okrutne i trzeba być silnym.
Ale ja widziałem, jak moja córka gaśnie z dnia na dzień.
W końcu zebrałem się na odwagę i poszedłem do Lany wieczorem.
– Przepraszam cię, córeczko… Powinienem był cię obronić.
Spojrzała na mnie smutnymi oczami.
– Czy Ola naprawdę była szczęśliwa?
Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Ola była wdzięczna, ale też zakłopotana całą sytuacją. Jej mama dziękowała Eminie za wsparcie, ale ja widziałem w oczach dziewczynki cień smutku.
Zacząłem rozmawiać z Laną każdego wieczoru. Powoli zaczęła się otwierać. Opowiadała mi o swoich lękach, o tym, jak czuje się inna i samotna. O tym, jak bardzo tęskni za dawną sobą.
Emina coraz częściej wychodziła z domu – do pracy, na spotkania z koleżankami, byle tylko nie być z nami pod jednym dachem.
Pewnego dnia Lana przyszła do mnie z kartką papieru.
– Napiszę list do mamy – powiedziała cicho. – Chcę jej powiedzieć, co czuję.
Pomogłem jej ubrać myśli w słowa. List był pełen bólu i żalu, ale też nadziei na zrozumienie.
Emina przeczytała go wieczorem przy stole. Płakała długo i głośno. Potem przyszła do Lany i przytuliła ją mocno.
– Przepraszam… Myślałam, że robię dobrze… Chciałam cię nauczyć empatii… Ale zapomniałam zapytać cię o zdanie.
Lana płakała razem z nią.
Od tamtej pory zaczęliśmy budować naszą rodzinę od nowa – powoli i ostrożnie. Rozmawialiśmy więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Uczyliśmy się słuchać siebie nawzajem.
Ale blizna została – zarówno na głowie Lany, jak i w naszych sercach.
Czasem patrzę na moją córkę i zastanawiam się: czy można poświęcić dziecko dla idei? Czy naprawdę wiemy, co jest dla nich najlepsze? A może powinniśmy po prostu pozwolić im być sobą?