Nieproszony gość: Cień teściowej w moim domu
— Znowu przyszła bez zapowiedzi — pomyślałam, słysząc dźwięk domofonu. Była sobota, godzina dziewiąta rano. Dariusz jeszcze spał, a ja, z kubkiem kawy w dłoni, próbowałam zebrać myśli po ciężkim tygodniu. Ale ten dźwięk, ten jeden sygnał, wystarczył, by cała moja pewność siebie rozpadła się jak domek z kart.
— To na pewno mama — mruknął Dariusz przez sen, jakby czytał mi w myślach. — Otworzyć?
Nie odpowiedziałam. Wiedziałam, że jeśli nie otworzę, będzie gorzej. Jeśli otworzę — czeka mnie kolejna walka o własną przestrzeń.
Pani Halina weszła do mieszkania z miną generała na inspekcji. Zanim zdążyłam się przywitać, już rozglądała się po kuchni.
— O, znowu te brudne naczynia w zlewie. Dariuszku, ty naprawdę musisz bardziej dbać o porządek — rzuciła z przekąsem, jakby mnie tam nie było.
Zacisnęłam zęby. To zawsze było tak samo. Każda jej wizyta zaczynała się od krytyki i kończyła się moim płaczem za zamkniętymi drzwiami łazienki. Dariusz próbował być mediatorem, ale nigdy nie potrafił się jej sprzeciwić.
— Mamo, może usiądziesz? — zaproponował niepewnie.
— Usiądę, ale najpierw muszę zobaczyć, co się dzieje w waszej sypialni. Ostatnio mówiłeś, że masz problem z oknem.
Wiedziałam, że to tylko pretekst. Ona po prostu musiała mieć kontrolę nad wszystkim — nawet nad naszym łóżkiem.
Kiedy wróciła do salonu, spojrzała na mnie z góry.
— Marto, czy ty naprawdę nie umiesz gotować? Dariusz tak schudł od ślubu…
— Mamo! — przerwał jej Dariusz. — Przestań.
Ale ona tylko wzruszyła ramionami i zaczęła rozpakowywać torbę pełną słoików i domowych obiadów.
— Przyniosłam ci coś porządnego do jedzenia. Może w końcu nabierzesz sił.
Czułam się jak powietrze. Jakby mnie nie było. Jakby moje starania nic nie znaczyły. Każda jej uwaga wbijała się we mnie jak szpilka.
Po jej wyjściu długo siedziałam na kanapie w milczeniu. Dariusz próbował mnie pocieszyć.
— Wiesz, jaka ona jest… Nie przejmuj się.
Ale jak mam się nie przejmować? To mój dom! Moje życie! Czy naprawdę zawsze będę tylko dodatkiem do jej syna?
Z czasem było tylko gorzej. Pani Halina pojawiała się coraz częściej — czasem nawet dwa razy w tygodniu. Zawsze miała powód: a to przynieść świeże jajka ze wsi, a to sprawdzić kaloryfery przed zimą. Za każdym razem zostawiała po sobie ślad: krytykę, uwagi, poczucie winy.
Zaczęłam unikać własnego mieszkania. Wracałam późno z pracy, szukałam wymówek, by nie być w domu wtedy, gdy ona mogłaby przyjść. Czułam się jak intruz we własnym życiu.
Pewnego dnia nie wytrzymałam.
— Dariusz, musimy porozmawiać — powiedziałam wieczorem, kiedy siedzieliśmy przy kolacji.
Spojrzał na mnie z niepokojem.
— O co chodzi?
— O twoją mamę. Nie mogę tak żyć. Ona mnie nie akceptuje. Traktuje mnie jak służącą albo jak dziecko, które nic nie potrafi. A ty… ty nigdy jej nic nie powiesz!
Zamilkł na chwilę. Widziałam walkę na jego twarzy: lojalność wobec matki kontra miłość do mnie.
— Marta… Ona jest sama odkąd tata odszedł. Zawsze była nadopiekuńcza…
— Ale ja też jestem twoją rodziną! — przerwałam mu ze łzami w oczach. — Chcę mieć dom, w którym czuję się bezpiecznie!
Milczał długo. Potem tylko przytulił mnie mocno i obiecał, że porozmawia z mamą.
Następnego dnia wróciłam z pracy wcześniej niż zwykle. W mieszkaniu panowała cisza. Weszłam do kuchni i zobaczyłam panią Halinę stojącą przy oknie.
— Pani Halino… — zaczęłam niepewnie.
Odwróciła się powoli i spojrzała na mnie surowo.
— Wiem, co chcesz powiedzieć. Dariusz już ze mną rozmawiał.
Zaskoczyło mnie to. Przez chwilę milczałyśmy obie.
— Ja tylko chcę dla niego dobrze — powiedziała cicho po chwili. — On jest moim jedynym dzieckiem…
— Rozumiem to — odpowiedziałam równie cicho. — Ale ja też chcę być szczęśliwa z nim. Potrzebuję trochę przestrzeni…
Patrzyłyśmy na siebie długo. W jej oczach zobaczyłam coś nowego — może cień zrozumienia? A może tylko zmęczenie?
Od tamtej rozmowy minęło kilka miesięcy. Pani Halina pojawia się rzadziej i stara się nie komentować wszystkiego tak ostro jak kiedyś. Ale wiem, że ta walka nigdy się całkiem nie skończy.
Czasem zastanawiam się: czy naprawdę można znaleźć równowagę między miłością do partnera a lojalnością wobec rodziny? Czy kiedykolwiek poczuję się tu naprawdę jak u siebie? A może dom to coś więcej niż cztery ściany — może to miejsce, gdzie uczymy się walczyć o siebie nawzajem?