Znalazłam go po czterdziestu latach. Czy można cofnąć czas?

Zatrzymałam się w pół ruchu, z kubkiem herbaty w dłoni, kiedy zobaczyłam jego zdjęcie. Siwe włosy, okulary, ten sam uśmiech – lekko ironiczny, jakby zawsze wiedział coś więcej niż reszta świata. Przez chwilę nie mogłam oddychać. Serce waliło mi jak młotem, a w głowie rozbrzmiewało jedno pytanie: czy to naprawdę on?

Czterdzieści lat. Tyle minęło od tamtego dnia na dworcu w Krakowie, kiedy odwróciłam się na pięcie i odeszłam, nie oglądając się za siebie. Wtedy wydawało mi się, że to jedyne wyjście. Miałam dwadzieścia lat, głowę pełną marzeń i serce rozdarte między nim a oczekiwaniami mojej rodziny. „Nie możesz być z artystą, Aniu!” – powtarzała mama. „On cię zostawi, skończysz jak ciotka Zosia – sama i nieszczęśliwa!” Ojciec tylko milczał, ale jego wzrok mówił wszystko.

A on? Michał. Mój Michał. Malował obrazy na starych deskach, grał na gitarze w piwnicach Kazimierza i mówił rzeczy, których nikt inny nie rozumiał. Kochałam go do szaleństwa. Ale wtedy wybrałam rozsądek – studia prawnicze, narzeczonego z dobrego domu, życie według planu.

Kliknęłam w jego profil. Michał Nowacki – artysta malarz, wystawy w Warszawie, Berlinie, nawet Paryżu. Zdjęcia obrazów: kolory tak intensywne, że aż bolały oczy. I pod jednym z nich podpis: „Dla A.” Poczułam, jak łzy napływają mi do oczu.

– Mamo, wszystko w porządku? – zapytała moja córka Zosia, wchodząc do kuchni.
– Tak, kochanie – skłamałam szybko, wycierając policzki rękawem swetra.

Nie mogłam spać tej nocy. Przewracałam się z boku na bok, wracając myślami do tamtych dni. Do pierwszego pocałunku pod Wawelem, do kłótni o przyszłość, do łez na dworcu. Do listu, który zostawił mi w skrzynce – nigdy go nie otworzyłam. Bałam się prawdy.

Mój mąż Andrzej spał spokojnie obok mnie. Dobre życie – dom pod Warszawą, dorosłe dzieci, stabilna praca w kancelarii. Ale gdzieś głęboko czułam pustkę, której nie potrafiłam nazwać.

Następnego dnia długo patrzyłam na ekran komputera. W końcu napisałam krótką wiadomość: „Michał, czy to Ty? Ania z Krakowa.” Wysłałam i natychmiast pożałowałam. Co ja robię? Przecież to szaleństwo!

Odpisał po godzinie: „Ania? To naprawdę Ty? Myślałem o Tobie przez te wszystkie lata.” Poczułam się jak nastolatka – serce znów zaczęło bić szybciej.

Zaczęliśmy pisać codziennie. Najpierw ostrożnie – o sztuce, o życiu, o dzieciach (on nie miał własnych). Potem coraz śmielej – o przeszłości, o żalu, o tym, co mogło być. Michał pisał: „Nigdy Cię nie zapomniałem. Każdy mój obraz to trochę Ty.” Ja milczałam. Bałam się przyznać nawet przed sobą, jak bardzo mi go brakowało.

W końcu zaproponował spotkanie. „Przyjedź do mojej pracowni w Kazimierzu Dolnym. Chcę Ci coś pokazać.” Wahałam się długo. Andrzej zauważył moją nieobecność myślami.

– Coś się dzieje? – zapytał pewnego wieczoru.
– Nie wiem… Chyba tak – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.

Nie spałam całą noc. Nad ranem spakowałam torbę i wyszłam z domu bez słowa. Jechałam samochodem przez puste drogi Mazowsza, a w głowie miałam tylko jedno pytanie: czy można cofnąć czas?

Kazimierz Dolny przywitał mnie zapachem wilgotnej ziemi i dźwiękiem dzwonów z kościoła farnego. Michał czekał przed galerią – starszy, ale ten sam błysk w oku.

– Aniu… – wyszeptał i przytulił mnie mocno.

W środku pokazał mi cykl obrazów zatytułowany „Czekanie”. Na każdym była kobieta stojąca na peronie dworca – raz młoda i uśmiechnięta, raz starsza i zamyślona. Na ostatnim obrazie kobieta odwracała się i odchodziła w deszczu.

– To Ty – powiedział cicho Michał. – Malowałem Cię przez czterdzieści lat.

Poczułam ból i ulgę jednocześnie. Przez chwilę chciałam zostać na zawsze w tej pracowni pachnącej terpentyną i kawą zbożową. Ale wiedziałam, że muszę wrócić do swojego życia.

Po powrocie Andrzej czekał na mnie w kuchni.
– Gdzie byłaś? – zapytał spokojnie.
– Musiałam coś zamknąć w sobie – odpowiedziałam szczerze.

Nie powiedziałam mu wszystkiego. Nie wiem, czy kiedykolwiek będę umiała.

Czasem patrzę na zdjęcie Michała na ekranie komputera i zastanawiam się: czy można naprawdę zacząć od nowa po tylu latach? Czy przeszłość zawsze będzie nas doganiać?

A Wy? Czy odważylibyście się wrócić do starej miłości po czterdziestu latach? Czy lepiej zostawić przeszłość za sobą?