Wszystkie moje przyjaciółki znalazły miłość, a ja wciąż jestem samotna – historia Magdy z Bydgoszczy
Zadzwonił domofon. Była sobota, godzina 21:17. Siedziałam na kanapie w starym dresie, z kubkiem herbaty, patrząc w pusty ekran telewizora. Zanim podniosłam słuchawkę, wiedziałam już, kto to. – Magda, otwórz, to ja! – głos mojej mamy był spięty, jakby zaraz miała wybuchnąć płaczem albo krzykiem. Otworzyłam drzwi. Mama weszła bez słowa, rzuciła torebkę na podłogę i usiadła ciężko na krześle w kuchni. – Znowu jesteś sama? – zapytała z wyrzutem. – Mamo, a co mam robić? Wszyscy gdzieś wyszli, mają swoje życie… – zaczęłam, ale przerwała mi ruchem ręki.
– Gdybyś była bardziej otwarta, już dawno miałabyś kogoś porządnego! – syknęła. – Popatrz na twoją siostrę! Marta zaręczona, ślub za dwa miesiące. Nawet twoja kuzynka Anka znalazła sobie chłopaka! A ty? Trzydzieści dwa lata i NIC!
Zacisnęłam zęby. To nie była nowość. Od kilku lat słyszałam te same słowa. Najpierw od mamy, potem od babci, czasem nawet od sąsiadki spod czwórki. Każdy wiedział lepiej ode mnie, jak powinnam żyć.
Pamiętam dzień, kiedy wszystko się posypało. Miałam wtedy dwadzieścia sześć lat i byłam narzeczoną Pawła. Wydawało się, że wszystko jest na swoim miejscu: praca w szkole podstawowej jako polonistka, mieszkanie po dziadkach w centrum Bydgoszczy, plany na przyszłość. Ale Paweł pewnego dnia po prostu zniknął. Bez słowa. Zostawił tylko kartkę na lodówce: „Nie potrafię tak dalej. Przepraszam.”
Przez pierwsze tygodnie nie wychodziłam z domu. Przyjaciółki dzwoniły, próbowały wyciągnąć mnie na kawę czy do kina. Ale potem ich telefony ucichły. Zaczęły się zaręczyny, wesela, dzieci… A ja? Zostałam sama.
Minęły lata. Każda z moich dawnych przyjaciółek znalazła miłość. Kasia wyjechała do Warszawy i wyszła za mąż za informatyka. Basia zamieszkała pod Toruniem z mężem i dwójką dzieci. Nawet Ola, która zawsze powtarzała, że nie wierzy w związki, wrzuca teraz na Facebooka zdjęcia z narzeczonym spod Zakopanego.
A ja? Każde święta spędzałam przy stole jako „ta samotna”. Na rodzinnych spotkaniach babcia szeptała do ciotek: „Magda taka ładna dziewczyna, a nikt jej nie chce…”
W pracy też nie było lepiej. Koleżanki rozmawiały o dzieciach i mężach, a ja czułam się jak intruz. Nawet dyrektorka rzuciła kiedyś pół żartem: – Magda, może ty byś poprowadziła szkolny bal? Może kogoś poznasz!
Próbowałam się nie przejmować. Zapisałam się na kurs tańca – tam poznałam Michała. Przystojny, zabawny, wydawało się, że coś z tego będzie. Ale po trzech randkach napisał SMS-a: „Jesteś fajna, ale szukam kogoś bardziej spontanicznego.”
Zaczęłam się zastanawiać: co ze mną jest nie tak? Przecież nie jestem brzydka ani głupia! Mam pracę, mieszkanie, pasje… Ale im bardziej próbowałam kogoś poznać, tym bardziej czułam się niewidzialna.
W pewnym momencie nawet moja młodsza siostra Marta zaczęła mnie pouczać:
– Magda, może powinnaś zmienić styl? Może te twoje książki odstraszają facetów? – rzuciła pewnego dnia podczas rodzinnego obiadu.
– A może po prostu nie chcę być z kimkolwiek? – odpowiedziałam ostro.
– No właśnie! – wtrąciła się mama. – Masz za wysokie wymagania! Życie to nie bajka!
Czułam się jak w potrzasku. Z jednej strony presja rodziny i otoczenia, z drugiej – własna tęsknota za bliskością.
Pewnej nocy nie mogłam spać. Przewracałam się z boku na bok, aż w końcu wzięłam telefon i napisałam do Basi:
– Hej, tęsknię za naszymi rozmowami… Może spotkamy się na kawę?
Odpisała dopiero rano:
– Magda, bardzo bym chciała, ale dzieci chore, mąż w delegacji… Może za tydzień?
Za tydzień nie zadzwoniła.
Z czasem przestałam próbować.
W pracy pojawił się nowy nauczyciel historii – pan Tomasz. Starszy ode mnie o dziesięć lat, rozwiedziony. Zaczęliśmy rozmawiać na przerwach o książkach i filmach. Raz zaprosił mnie do kina.
Po seansie poszliśmy na spacer nad Brdą.
– Magda, czemu jesteś taka zamknięta? – zapytał nagle.
– Boję się… – odpowiedziałam szczerze.
– Czego?
– Że znów zostanę sama.
Tomasz uśmiechnął się smutno:
– Samotność to nie wyrok. Ale czasem trzeba dać sobie szansę.
Myślałam o tych słowach długo. Ale kiedy Tomasz zaproponował kolejne spotkanie, odmówiłam. Bałam się kolejnego rozczarowania.
W domu mama coraz częściej powtarzała:
– Magda, czas ucieka! Za chwilę będziesz stara panna!
– Mamo! Przestań! – wybuchłam pewnego wieczoru. – To moje życie!
– Twoje życie? A kto będzie przy tobie na starość?
– Może nikt! Może będę sama! Ale wolę być sama niż nieszczęśliwa!
Mama rozpłakała się i wyszła trzaskając drzwiami.
Po tej awanturze przez kilka dni nie odbierała ode mnie telefonu. W końcu przyszła do mnie z ciastem drożdżowym i powiedziała cicho:
– Martwię się o ciebie… Nie chcę żebyś była sama.
– Ja też tego nie chcę… Ale nie mogę zmusić nikogo do miłości.
Przytuliłyśmy się i obie płakałyśmy.
Czasem myślę o tym wszystkim i zastanawiam się: czy to ze mną jest coś nie tak? Czy może po prostu taki mam los?
Ostatnio coraz częściej widzę swoje odbicie w lustrze i pytam: Magda, czy ty jeszcze potrafisz kochać? Czy tylko boisz się kolejnej porażki?
Może Wy mi powiecie: czy samotność to naprawdę najgorsze co może spotkać człowieka? Czy lepiej być samemu niż żyć w kłamstwie lub toksycznym związku? Czekam na Wasze historie…