„Nie jestem już waszą darmową opiekunką” – Wyznanie babci z Warszawy

– Mamo, możesz zostać z dziećmi jeszcze dziś? – głos mojej synowej, Magdy, rozbrzmiewał w słuchawce z nutą niecierpliwości. Słyszałam już ten ton setki razy. Zanim zdążyłam odpowiedzieć, dodała: – Mamy z Piotrem ważne spotkanie w pracy, nie damy rady wrócić przed dwudziestą.

Spojrzałam na zegar. Była dopiero ósma rano. Wnuki, Zosia i Staś, biegały już po moim mieszkaniu, rozrzucając zabawki i domagając się śniadania. W myślach przeliczałam godziny: kolejny dzień od rana do wieczora, kolejny dzień bez chwili dla siebie. Ostatnio coraz częściej łapałam się na tym, że nie pamiętam, kiedy ostatni raz byłam u fryzjera czy na spacerze z koleżanką. Wszystko podporządkowałam rodzinie – a raczej ich potrzebom.

Kiedyś myślałam, że tak właśnie wygląda miłość. Że matka i babcia powinna być zawsze dostępna, gotowa pomóc. Ale od jakiegoś czasu czułam się jak… darmowa opiekunka. Nikt nie pytał, jak się czuję, czy mam plany. Liczyło się tylko to, czy mogę zostać z dziećmi.

– Mamo, słyszysz mnie? – Magda była już wyraźnie poirytowana.
– Tak, słyszę – odpowiedziałam cicho. – Ale dziś nie mogę.
– Jak to nie możesz? – jej głos podskoczył o oktawę. – Przecież zawsze możesz!

Zamilkłam na chwilę. W tej ciszy usłyszałam własne serce bijące mocniej niż zwykle. W końcu powiedziałam:
– Dziś mam swoje sprawy. Muszę odpocząć.

Po drugiej stronie zapadła cisza. Potem usłyszałam szeptane słowa do Piotra: „Twoja mama chyba się obraziła”.

Nie obraziłam się. Byłam zmęczona. Zmęczona tym, że moje życie przestało być moje.

Pamiętam dzień, kiedy urodziła się Zosia. Byłam wtedy najszczęśliwszą kobietą na świecie. Pomagałam Magdzie w szpitalu, gotowałam obiady, sprzątałam mieszkanie młodych, żeby mogli odpocząć. Potem pojawił się Staś – i obowiązków przybyło. Piotr i Magda wrócili do pracy, a ja stałam się ich „ratunkiem”.

Na początku czułam się potrzebna i ważna. Ale z czasem zaczęłam zauważać drobne rzeczy: brak podziękowań, pretensje o drobiazgi („Dlaczego Zosia ma brudną bluzkę?”, „Czemu Staś nie zjadł całej zupy?”), coraz większe wymagania.

Pewnego dnia podsłuchałam rozmowę Magdy z koleżanką przez telefon:
– Tak, moja teściowa jest zawsze pod ręką. Bez niej byśmy sobie nie poradzili! Czasem mam wrażenie, że ona nie ma własnego życia…

Zabolało mnie to bardziej niż chciałabym przyznać.

Zaczęłam się zastanawiać: czy naprawdę nie mam własnego życia? Czy jestem tylko dodatkiem do ich codzienności?

Ostatnie miesiące były dla mnie szczególnie trudne. Czułam się coraz bardziej samotna. Moje przyjaciółki miały swoje zajęcia: Basia chodziła na jogę, Jadzia zapisała się na kurs malarstwa. Ja – pilnowałam wnuków.

Pewnego wieczoru zadzwoniła do mnie Basia:
– Basiu, chodź z nami do kina! Grają ten nowy film o miłości po sześćdziesiątce.
– Nie mogę – westchnęłam. – Jutro muszę być u Piotra i Magdy od rana.
– Ale przecież to twój czas! – oburzyła się Basia.

Te słowa długo dźwięczały mi w głowie.

Następnego dnia postanowiłam porozmawiać z Piotrem i Magdą.
Usiedliśmy przy stole w ich salonie. Dzieci bawiły się w pokoju obok.
– Chciałabym z wami porozmawiać – zaczęłam niepewnie.
Piotr spojrzał na mnie zaskoczony:
– Coś się stało?
– Tak… Chciałabym trochę odpocząć od opieki nad dziećmi. Potrzebuję czasu dla siebie.
Magda skrzywiła się lekko:
– Ale przecież zawsze mówiłaś, że lubisz być z wnukami!
– Lubię – odpowiedziałam spokojnie. – Ale jestem też człowiekiem. Mam swoje potrzeby i marzenia.

Zapadła niezręczna cisza.
– To co mamy zrobić? – spytał Piotr bezradnie.
– Może czas pomyśleć o przedszkolu dla Stasia? Albo znaleźć opiekunkę na kilka dni w tygodniu?
Magda spojrzała na mnie z wyrzutem:
– Myślałam, że możemy na ciebie liczyć…

Poczułam ukłucie winy. Ale wiedziałam, że muszę być stanowcza.
– Możecie na mnie liczyć jako na babcię, nie jako na darmową opiekunkę.

Wróciłam do domu z ciężkim sercem. Przez kilka dni Piotr i Magda prawie się do mnie nie odzywali. Zosia zadzwoniła raz:
– Babciu, kiedy przyjdziesz?
– Niedługo, kochanie – odpowiedziałam łamiącym się głosem.

Zaczęłam powoli odzyskiwać siebie. Poszłam z Basią do kina, zapisałam się na zajęcia taneczne dla seniorów. Poczułam wolność i radość, której dawno nie znałam.

Po kilku tygodniach Piotr zadzwonił:
– Mamo… Przepraszam. Nie rozumieliśmy cię. Chcemy, żebyś była częścią naszego życia, ale nie chcemy cię wykorzystywać.

Popłakałam się ze wzruszenia.

Dziś widuję wnuki rzadziej, ale każda chwila z nimi jest wyjątkowa. Mam czas dla siebie i dla przyjaciółek. Nauczyłam się mówić „nie” bez poczucia winy.

Czasem patrzę w lustro i pytam samą siebie: dlaczego tak długo pozwalałam innym decydować o moim życiu? Czy każda babcia musi wybierać między miłością a własnym szczęściem? Może najwyższy czas zacząć rozmawiać o tym głośno…