Jeden dzień, który zmienił wszystko: Opowieść o samotności, rodzinnych konfliktach i nadziei
Dzwonek telefonu obudził mnie niespodziewanie. Była 3:17 nad ranem. Przez chwilę nie wiedziałam, gdzie jestem. W ciemności szukałam telefonu, przeklinając w myślach własną głupotę – jak mogłam zapomnieć wyłączyć dźwięk na noc? Ekran rozświetlił się znajomym imieniem: „Tomek”. Były mąż. Serce zabiło mi mocniej, a w gardle poczułam znajome ukłucie lęku i złości.
– Halo? – szepnęłam, starając się nie obudzić sąsiadów przez cienkie ściany starej kamienicy.
– Anka… przepraszam, że tak późno. Musiałem… musiałem z kimś pogadać – jego głos był zachrypnięty, jakby płakał albo pił całą noc.
Przez chwilę milczałam. Po rozwodzie minęły już dwa lata, a on wciąż pojawiał się w moim życiu w najmniej odpowiednich momentach. Zawsze wtedy, gdy zaczynałam wierzyć, że już się od niego uwolniłam.
– Co się stało? – zapytałam chłodno, choć w środku wszystko we mnie krzyczało.
– Zosia… nasza córka… nie odbiera ode mnie telefonu. Wiem, że jest u ciebie. Możesz jej powiedzieć, żeby do mnie zadzwoniła? – usłyszałam w jego głosie rozpacz i coś jeszcze – nutę zazdrości.
Zosia spała w drugim pokoju. Przyjechała do mnie dwa dni temu po kolejnej kłótni z ojcem. Miała 22 lata, była dorosła, a jednak wciąż tak bardzo zagubiona. Ostatnio coraz częściej czułam, że tracę z nią kontakt. Nasze rozmowy zamieniały się w kłótnie o wszystko: o studia, o jej chłopaka Michała, o to, że nie chce wracać do domu ojca.
– Porozmawiam z nią rano – odpowiedziałam cicho.
– Anka… ja naprawdę nie wiem, co robić. Ona mnie nienawidzi. Ty zawsze byłaś tą lepszą matką…
Zacisnęłam powieki. „Lepsza matka” – ile razy słyszałam to ironiczne określenie? Tomek nigdy nie potrafił pogodzić się z tym, że Zosia wybierała mnie, że ufała mi bardziej niż jemu. Ale czy naprawdę byłam lepsza? Czy tylko mniej krzyczałam?
Po rozmowie długo nie mogłam zasnąć. Wpatrywałam się w sufit, słuchając oddechu córki za ścianą. Przypomniałam sobie nasze wspólne wakacje nad morzem sprzed lat. Zosia miała wtedy siedem lat i śmiała się tak głośno, że wszyscy na plaży się odwracali. Tomek budował dla niej zamki z piasku, a ja robiłam zdjęcia. Byliśmy rodziną. Teraz byliśmy tylko trzema osobami połączonymi bólem i żalem.
Rano Zosia siedziała przy stole z kubkiem kawy i patrzyła przez okno na szare podwórko.
– Dzwonił tata – powiedziałam ostrożnie.
Wzruszyła ramionami.
– Nie chcę z nim gadać.
– Zosiu… on się martwi.
– On się zawsze martwi po fakcie! Najpierw krzyczy, potem dzwoni do ciebie i udaje ofiarę!
Usiadłam naprzeciwko niej. Czułam narastającą frustrację.
– Może powinnaś mu wybaczyć? On też cierpi po rozwodzie.
Zosia spojrzała na mnie z wyrzutem.
– A ty mu wybaczyłaś?
Zatkało mnie. Przez chwilę nie wiedziałam, co powiedzieć. Czy wybaczyłam Tomkowi zdradę? Jego wieczne pretensje? To, że zostawił mnie dla młodszej kobiety?
– Staram się… – wyszeptałam.
Zosia wstała gwałtownie i wyszła do swojego pokoju trzaskając drzwiami. Siedziałam przy stole jeszcze długo po tym, jak jej już nie było. Czułam się bezradna jak nigdy wcześniej.
W południe zadzwoniła moja matka. Zawsze wiedziała, kiedy coś jest nie tak.
– Aniu, słyszałam, że Zosia znowu u ciebie. Co się stało tym razem?
Opowiedziałam jej wszystko – o nocnym telefonie Tomka, o kłótni z Zosią, o własnej bezsilności.
– Dziecko, musisz być silna dla niej. Ona cię potrzebuje bardziej niż myślisz – powiedziała mama cicho.
Ale ja nie czułam się silna. Czułam się stara, zmęczona i samotna. Odkąd Tomek odszedł, moje życie zamieniło się w ciągłe udawanie: przed córką, przed matką, przed znajomymi z pracy. Każdego dnia zakładałam maskę silnej kobiety, choć w środku byłam krucha jak porcelana.
Po południu Zosia wyszła z domu bez słowa. Nie wiedziałam dokąd idzie ani kiedy wróci. Siedziałam na kanapie i patrzyłam na zdjęcia rodzinne stojące na półce: uśmiechnięta mała Zosia na kolanach Tomka, ja trzymająca ją za rękę podczas pierwszego dnia szkoły… Wszystko to wydawało się tak odległe i nierealne.
Wieczorem zadzwonił Tomek jeszcze raz.
– Anka… przepraszam za wszystko. Ja już nie wiem, jak do niej dotrzeć. Może gdybyśmy byli razem…
Przerwałam mu stanowczo:
– Tomek, to już przeszłość. Musimy nauczyć się żyć osobno i być rodzicami dla Zosi, nawet jeśli to trudne.
Usłyszałam jego cichy szloch po drugiej stronie słuchawki i poczułam coś dziwnego – współczucie pomieszane z żalem za tym wszystkim, co straciliśmy.
Kiedy Zosia wróciła późnym wieczorem, była blada i zapuchnięta od płaczu.
– Mamo… przepraszam – wyszeptała i wtuliła się we mnie jak wtedy, gdy była małą dziewczynką.
Objęłam ją mocno i poczułam łzy spływające mi po policzkach.
– Wszystko będzie dobrze – powiedziałam bardziej do siebie niż do niej.
Tej nocy długo rozmawiałyśmy o wszystkim: o bólu po rozwodzie rodziców, o jej lękach i moich rozczarowaniach. Po raz pierwszy od dawna poczułam nadzieję.
Czy można jeszcze odnaleźć szczęście po tylu rozczarowaniach? Czy samotność to wyrok na całe życie? Może wystarczy jeden dzień, jedna rozmowa, by wszystko zacząć od nowa…