„Natalia, możesz pomóc z dziadkiem Władkiem?” – Jak jeden telefon wywrócił moje życie do góry nogami

– Natalia, możesz pomóc z dziadkiem Władkiem? Ja już nie daję rady – głos mojego brata Michała drżał po drugiej stronie słuchawki. Była sobota rano, za oknem lał deszcz, a ja siedziałam przy kuchennym stole, wpatrując się w parującą herbatę. W jednej chwili poczułam, jakby cały świat zwęził się do tej jednej rozmowy.

– Dlaczego ja? – zapytałam cicho, choć wiedziałam, że to pytanie nie ma sensu. – Przecież ty mieszkasz bliżej.

Michał westchnął ciężko. – Mam dwójkę dzieci, pracuję na dwie zmiany… Ty…

– Ja jestem sama, więc mam czas? – przerwałam mu z goryczą. Zapadła cisza.

– Nie o to chodzi. Ale… dziadek pyta tylko o ciebie. Odkąd babcia nie żyje…

Poczułam znajome ukłucie w sercu. Babcia zmarła pół roku temu. Od tamtej pory dziadek Władek coraz bardziej zamykał się w sobie: bywał rozdrażniony, zapominał o rzeczach, czasem płakał bez powodu. Wszyscy byliśmy zagubieni w żałobie, ale on najbardziej.

– Przyjadę po południu – powiedziałam w końcu, choć wcale nie byłam tego pewna.

Kiedy weszłam do mieszkania dziadka, uderzył mnie zapach starej kapusty i wilgoci. Dziadek siedział w swoim wysiedzianym fotelu, zapatrzony w okno.

– Cześć, dziadku – rzuciłam, zdejmując płaszcz.

– O, Natalia… – mruknął bez entuzjazmu. – Znowu ktoś mnie pilnuje?

– Przyszłam ci pomóc. Jak się czujesz?

Wzruszył ramionami. – Jakby mnie już nie było. Nikogo nie obchodzę.

Zacisnęłam usta. – Przecież jestem tutaj.

Dziadek spojrzał na mnie spod krzaczastych brwi. – Ty zawsze miałaś swoje sprawy. Twoja matka też. Tylko babcia się mną przejmowała.

Te słowa bolały bardziej niż chciałam pokazać. Mama wyjechała do Niemiec lata temu i kontakt z nią był sporadyczny. Ja zostałam w Polsce, ale dla dziadka to nigdy nie było wystarczające.

Pierwsze tygodnie były koszmarem. Dziadek narzekał na wszystko: na moje gotowanie („Babcia robiła lepszy rosół”), na sprzątanie („Zawsze zostawiasz kurz pod łóżkiem”), nawet na pogodę („Za komuny tak nie lało”). Czasem miałam ochotę wyjść i już nie wracać. Ale kiedy widziałam jego drżące ręce i zagubione spojrzenie, przypominałam sobie, jak kiedyś zabierał mnie na ryby nad Wartę i opowiadał historie o wojnie.

Pewnego wieczoru usiadłam z Michałem przy kuchennym stole.

– Jak ty to znosisz? – zapytałam zrezygnowana.

Wzruszył ramionami. – Już nie znoszę. Teraz ty jesteś bohaterką.

– Bohaterką? Czuję się jak więzień własnej rodziny.

Michał spuścił wzrok. – Może powinniśmy poszukać pomocy?

Ale dziadek nie chciał słyszeć o żadnych obcych w domu. – Ukradną wszystko! – burknął, gdy tylko wspomniałam o opiece społecznej.

Dni zamieniały się w tygodnie, tygodnie w miesiące. Coś jednak zaczęło się zmieniać. Pewnego wieczoru, gdy wichura szarpała gałęziami za oknem, dziadek nagle powiedział:

– Pamiętasz, jak zabrałem cię pierwszy raz na mecz Lecha Poznań? Bałaś się tłumu.

Uśmiechnęłam się przez łzy. – A ty mówiłeś, że kibice są jak rodzina: głośni, ale zawsze razem.

Dziadek zachichotał cicho. – Trochę przesadziłem.

Zaczęliśmy rozmawiać o dawnych czasach: o babcinej szarlotce, o tym jak mama uciekła z domu po maturze i nigdy nie wróciła na dłużej. Dziadek przyznał się wtedy pierwszy raz:

– Zawsze miałem żal do twojej matki… Ale nigdy jej tego nie powiedziałem.

Któregoś dnia znalazłam go płaczącego w fotelu.

– Co się stało? – zapytałam cicho.

– Boję się umierać sam – wyszeptał.

Ujęłam jego dłoń. – Nie jesteś sam.

Od tamtej pory coś pękło między nami; przestaliśmy być dla siebie ciężarem, a zaczęliśmy być wsparciem. Zobaczyłam w nim nie tylko zgorzkniałego starca, ale człowieka pełnego żalu i strachu przed samotnością.

Ale życie nie stało się łatwiejsze. Przyjaciele przestali dzwonić; w pracy szef coraz częściej pytał mnie o spóźnienia i błędy. Czułam się rozdarta między własnym życiem a obowiązkiem wobec rodziny. Nocami płakałam w poduszkę ze zmęczenia i bezsilności.

W końcu wybuchłam przy Michale:

– Dlaczego zawsze ja muszę wszystko naprawiać? Dlaczego mama nie może wrócić? Dlaczego muszę wybierać między sobą a dziadkiem?

Michał patrzył gdzieś poza mnie. – Bo ty zawsze zostawałaś…

To brzmi jak przekleństwo i błogosławieństwo jednocześnie.

Minęły kolejne miesiące; dziadek gasł w oczach. Pewnego wieczoru usiadłam przy jego łóżku; nagle chwycił mnie za rękę.

– Natalia… wybacz mi…

Serce mi pękło.

– Za co?

– Za wszystko, czego ci nie powiedziałem. Za to, że byłem taki uparty…

Płakałam razem z nim.

Dziadek odszedł tej nocy we śnie. Byłam przy nim do końca; słuchałam jego coraz cichszego oddechu aż do ostatniego tchnienia.

Po pogrzebie siedziałam sama w pustym mieszkaniu dziadka. Cisza była ogłuszająca.

Czy było warto? Czy straciłam siebie przez te miesiące czy może właśnie siebie odnalazłam?

Może to pytanie powinniśmy sobie wszyscy zadawać: ile siebie oddajemy rodzinie? I co tak naprawdę dostajemy w zamian?