Kiedy cudze dzieci stają się twoim problemem: Wyznanie jednej ciotki
– Iwona, nie przesadzasz trochę? – głos mojego męża, Pawła, odbijał się echem w kuchni, kiedy po raz kolejny próbowałam mu wytłumaczyć, że nie chcę, by dzieci Marty znów spędzały u nas weekend.
Zacisnęłam dłonie na kubku z herbatą. – Paweł, one znowu wyśmiewały Emilię. Widziałeś, jak płakała po ich ostatniej wizycie? – mój głos drżał, a w gardle czułam gulę. – Nie mogę patrzeć, jak nasza córka zamyka się w sobie przez ich zachowanie.
Paweł westchnął ciężko. – To tylko dzieci. Przecież to rodzina. Nie możemy się od nich odwrócić.
Rodzina. To słowo brzmiało jak wyrok. Odkąd Marta, siostra Pawła, została sama z dwójką dzieci po rozwodzie, cała rodzina traktowała ją jak świętą męczennicę. Każdy jej problem stawał się naszym problemem. A jej dzieci – Kuba i Zuzia – były traktowane z pobłażliwością, której nie rozumiałam.
Emilia miała dziewięć lat i była cicha, wrażliwa. Lubiła rysować i czytać książki o zwierzętach. Kuba miał jedenaście lat i był typowym rozrabiaką – głośny, zaczepny, nie znosił sprzeciwu. Zuzia była rok młodsza od Emilii, ale przewyższała ją pewnością siebie i… bezczelnością.
Pamiętam tamten wieczór sprzed miesiąca. Siedziałam w salonie, kiedy usłyszałam płacz Emilii dochodzący z jej pokoju. Weszłam cicho i zobaczyłam ją skuloną na łóżku.
– Kochanie, co się stało? – zapytałam delikatnie.
Emilia otarła łzy rękawem bluzy. – Kuba powiedział, że jestem dziwna i że nikt mnie nie lubi… A Zuzia śmiała się ze mnie, bo nie mam TikToka.
Serce mi pękło. Przytuliłam ją mocno, czując narastającą złość na Martę i jej dzieci. Ale kiedy próbowałam porozmawiać z Martą o zachowaniu Kuby i Zuzi, usłyszałam tylko:
– Iwona, dzieci są dziećmi. Przecież nie zrobiły jej krzywdy fizycznie! Ty zawsze wszystko wyolbrzymiasz.
Zacisnęłam zęby. Czy naprawdę wyolbrzymiam? Czy może wszyscy wokół wolą udawać, że problemu nie ma?
Z czasem zaczęłam zauważać zmiany w zachowaniu Emilii. Coraz częściej zamykała się w swoim pokoju, przestała zapraszać koleżanki do domu. Kiedy pytałam, czy chce spotkać się z Kubą i Zuzią, spuszczała wzrok i mówiła cicho:
– Wolę nie…
Wtedy postanowiłam postawić sprawę jasno. Podczas rodzinnego obiadu u teściowej zebrałam się na odwagę.
– Marta, chciałabym porozmawiać o dzieciach – zaczęłam spokojnie.
Marta spojrzała na mnie podejrzliwie. – Co znowu?
– Chodzi o to, jak Kuba i Zuzia traktują Emilię. Ona bardzo to przeżywa…
Nie zdążyłam dokończyć.
– Przestań robić z moich dzieci potwory! – wybuchła Marta. – Może to twoja córka jest przewrażliwiona?
Wszyscy przy stole zamilkli. Teściowa spojrzała na mnie z wyrzutem.
– Iwonko, może rzeczywiście trochę przesadzasz? Dzieci muszą się nauczyć radzić sobie w życiu.
Poczułam się osaczona. Jakby cały świat sprzysiągł się przeciwko mnie i mojej córce.
Po powrocie do domu Paweł był milczący. Wiedziałam, że jest mu trudno wybierać między mną a siostrą. Ale ja nie mogłam już dłużej milczeć.
Zaczęłam szukać wsparcia poza rodziną. Rozmawiałam z psychologiem szkolnym Emilii. Pani Anna potwierdziła moje obawy:
– Pani Iwono, takie sytuacje mogą bardzo negatywnie wpłynąć na samoocenę dziecka. Ważne jest, by Emilia czuła wsparcie w domu.
To dodało mi odwagi. Postanowiłam ograniczyć wizyty Marty i jej dzieci w naszym domu. Paweł początkowo protestował:
– Przecież Marta nie ma nikogo poza nami! – mówił z wyrzutem.
– Ma nas wtedy, kiedy potrafi szanować nasze granice – odpowiedziałam stanowczo.
Nie było łatwo. Marta przestała się do mnie odzywać. Teściowa dzwoniła rzadziej i rozmowy były chłodne.
Ale Emilia zaczęła się otwierać. Znowu zaprosiła koleżankę na nocowanie, zaczęła rysować kolorowe obrazki i śmiać się przy śniadaniu.
Czasem jednak nachodziły mnie wątpliwości. Czy dobrze zrobiłam? Czy powinnam była bardziej walczyć o jedność rodziny? Czy może rzeczywiście przesadziłam?
Ostatnio spotkałam Martę na zakupach. Przeszła obok mnie bez słowa, a Kuba rzucił mi pogardliwe spojrzenie.
Wieczorem usiadłam przy łóżku Emilii.
– Mamo… Czy ja naprawdę jestem dziwna? – zapytała cicho.
Pocałowałam ją w czoło.
– Jesteś wyjątkowa. I zawsze będę cię chronić.
Czasem zastanawiam się: gdzie kończy się lojalność wobec rodziny, a zaczyna odpowiedzialność za własne dziecko? Czy można być dobrą ciotką i jednocześnie dobrą matką? Może wy mi powiecie…