Nigdy nie sądziłam, że będę musiała udawać martwą, by przeżyć – Moja walka z przemocą domową w polskiej rodzinie
— Anna, wstań! — wrzasnął Marek, a jego głos odbił się echem od ścian naszej kuchni. Czułam metaliczny smak krwi w ustach i wiedziałam, że jeśli się poruszę, będzie gorzej. Leżałam bez ruchu, wpatrując się w popękane kafelki podłogi. Wtedy usłyszałam, jak jego kroki oddalają się w stronę drzwi. Przez chwilę myślałam, że to już koniec. Że naprawdę umarłam.
Ale nie. Żyłam. I to był początek mojego końca — końca życia, które znałam przez trzydzieści lat.
Marek był kiedyś innym człowiekiem. Poznaliśmy się na studiach w Krakowie. Był czarujący, dowcipny, wszyscy go lubili. Ja też. Wzięliśmy ślub po dwóch latach znajomości. Miałam wtedy dwadzieścia cztery lata i wydawało mi się, że świat stoi przede mną otworem. Marek dostał pracę w urzędzie miasta, ja zaczęłam uczyć polskiego w liceum. Urodziła się nasza córka, Ola. Przez chwilę byliśmy szczęśliwi.
Pierwszy raz uderzył mnie po pięciu latach małżeństwa. Pamiętam to jak dziś — kłóciliśmy się o pieniądze. Zaczęło się od krzyków, potem poleciała szklanka, a potem jego ręka. Przeprosił mnie następnego dnia. Przyniósł kwiaty i obiecał, że to się nigdy nie powtórzy. Wierzyłam mu. Chciałam wierzyć.
Ale powtarzało się coraz częściej. Najpierw raz na kilka miesięcy, potem co tydzień. Z czasem przestałam liczyć siniaki i wymówki dla sąsiadów. „Potknęłam się o schody”, „uderzyłam się drzwiami od szafki” — ile razy można powtarzać te same kłamstwa? Ola dorastała w cieniu strachu i milczenia. Kiedy miała szesnaście lat, uciekła z domu do koleżanki i już nigdy nie wróciła na stałe.
Zostałam sama z Markiem i jego gniewem. Rodzina udawała, że nic nie widzi. Mama powtarzała: „Małżeństwo to nie bajka, trzeba wytrzymać.” Siostra mówiła: „Nie przesadzaj, Marek to dobry człowiek.” A ja coraz bardziej zamykałam się w sobie.
Tamtego wieczoru wszystko się zmieniło. Marek wrócił pijany z pracy. Znowu zaczął krzyczeć o obiedzie, o rachunkach, o tym, że jestem nikim. W pewnym momencie chwycił mnie za włosy i uderzył głową o stół. Potem już tylko ciemność i ból.
Obudziłam się na podłodze. Słyszałam jego kroki na schodach — wychodził z domu. Zrozumiałam wtedy, że jeśli teraz nie ucieknę, następnym razem naprawdę mnie zabije. Czołgałam się do łazienki, zamknęłam drzwi na klucz i zadzwoniłam do Oli.
— Mamo? — jej głos był pełen niepokoju.
— Ola… pomóż mi… — wyszeptałam.
Ola przyjechała po mnie po godzinie razem ze swoim chłopakiem, Piotrem. Zabrali mnie do siebie do Katowic. Przez pierwsze dni nie wychodziłam z łóżka. Bałam się każdego dźwięku na klatce schodowej. Piotr załatwił mi wizytę u psychologa.
— Pani Anno, musi pani zgłosić to na policję — powiedziała terapeutka.
— Nie dam rady… On mnie znajdzie… — płakałam.
Ale Ola nie odpuszczała.
— Mamo, jeśli tego nie zrobisz, on cię kiedyś zabije! — krzyczała przez łzy.
Zgłosiłyśmy sprawę na policję. Marek dostał zakaz zbliżania się do mnie i do Oli. Ale strach został we mnie na długo.
Przez kilka miesięcy mieszkałam u córki. Uczyłam się żyć od nowa — robić zakupy bez lęku, spać przy otwartym oknie, rozmawiać z ludźmi bez poczucia winy. Piotr pomógł mi znaleźć pracę w bibliotece miejskiej. Tam poznałam panią Halinę — wdowę po górniku, która stała się moją przyjaciółką.
Pewnego dnia zadzwoniła do mnie siostra.
— Anka… Marek trafił do szpitala po zawale.
— I co z tego? — odpowiedziałam chłodno.
— Może powinnaś go odwiedzić? On cię kochał… tylko nie umiał tego okazać.
Zamknęłam oczy i poczułam falę gniewu.
— Kochać? To nie jest miłość! To strach i ból!
Po tej rozmowie zerwałam kontakt z rodziną na kilka miesięcy. Musiałam nauczyć się stawiać granice — nawet wobec najbliższych.
Dziś mam swoje małe mieszkanie w Katowicach. Pracuję w bibliotece i uczę dzieci czytać bajki. Czasem patrzę w lustro i widzę kobietę inną niż ta sprzed lat — silniejszą, choć nadal pełną blizn.
Często pytam siebie: ile kobiet jeszcze musi udawać martwe, by ktoś im uwierzył? Czy naprawdę musimy cierpieć w ciszy tylko dlatego, że „tak wypada”? Może nadszedł czas, byśmy zaczęły mówić głośno o tym, co nas boli?