Trzy dni ciszy – historia, która zmieniła moje życie. Czy duma jest ważniejsza od miłości do własnego dziecka?

— Mamo, odbierz wreszcie ten telefon! — głos mojej córki, Julii, brzmiał w mojej głowie jak echo. Ale nie odbierałam. Od trzech dni. Siedziałam w kuchni, patrząc na zimną herbatę i czułam, jak narasta we mnie żal. Przecież to ona mnie zraniła. To ona powiedziała te słowa: „Zawsze wszystko musi być po twojemu!”

Zacisnęłam dłonie na kubku. W mieszkaniu panowała cisza, którą sama sobie narzuciłam. Mój mąż, Andrzej, próbował mnie przekonać, żebym zadzwoniła do Julii, ale ja uparcie powtarzałam: — To ona powinna się odezwać pierwsza. — A jeśli nie zadzwoni? — zapytał cicho. — To jej wybór — odpowiedziałam z chłodną dumą.

Trzy dni ciszy. Trzy dni bez wiadomości, bez śmiechu wnuczki, bez codziennych rozmów o wszystkim i o niczym. Z każdą godziną czułam się coraz bardziej samotna, ale nie potrafiłam się przełamać. Przecież matka nie powinna przepraszać dorosłej córki za to, że chce dla niej dobrze…

Wszystko zaczęło się w niedzielę przy obiedzie. Julia przyszła z wnuczką, Zosią. Było jak zwykle: rosół, schabowy, kompot z wiśni. Rozmawiałyśmy o pracy Julii w szkole, o tym, że Zosia zaczyna mówić pełnymi zdaniami. I wtedy Julia powiedziała: — Mamo, chcę wyjechać do Wrocławia. Dostałam tam lepszą pracę.

Poczułam, jakby ktoś wylał na mnie kubeł zimnej wody. — Do Wrocławia? A co z nami? Z Zosią? Przecież tu masz rodzinę! — wykrzyknęłam.

Julia spojrzała na mnie z wyrzutem. — Mamo, to moja decyzja. Chcę spróbować czegoś nowego.

— Ty zawsze musisz robić wszystko po swojemu! Nie liczysz się z nikim! — powiedziałam ostrzej, niż zamierzałam.

Wtedy Julia wstała od stołu i powiedziała: — Wiesz co? Może lepiej będzie, jeśli przez jakiś czas nie będziemy się widywać.

Zosia zaczęła płakać. Julia zabrała ją na ręce i wyszła bez słowa.

Od tamtej pory nie rozmawiałyśmy. Telefon dzwonił kilka razy dziennie, ale ja nie odbierałam. Andrzej patrzył na mnie z troską i smutkiem.

— Ela, przecież to twoja córka…

— Nie chcę o tym rozmawiać! — ucinałam każdą próbę rozmowy.

Ale tej trzeciej nocy nie mogłam spać. Przewracałam się z boku na bok, słysząc w głowie słowa Julii: „Może lepiej będzie, jeśli przez jakiś czas nie będziemy się widywać.”

Rano usiadłam przy stole i patrzyłam na zdjęcie Julii z dzieciństwa. Miała wtedy może siedem lat, uśmiechała się szeroko, trzymając w rękach bukiet polnych kwiatów. Pamiętam ten dzień – była taka szczęśliwa…

Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Serce zaczęło mi bić szybciej. Przez chwilę miałam nadzieję, że to Julia… Ale zaraz potem pomyślałam: „Nie otworzę. Niech zobaczy, jak to jest.”

Dzwonek rozległ się ponownie. Andrzej spojrzał na mnie pytająco.

— Idź otwórz — powiedziałam cicho.

Usłyszałam szelest kurtki i ciche kroki w przedpokoju. Po chwili drzwi się otworzyły i do mieszkania weszła Julia z Zosią na rękach.

— Cześć mamo — powiedziała cicho.

Nie mogłam wydobyć z siebie głosu. Zosia wyciągnęła do mnie rączki.

— Babciu…

Poczułam łzy napływające do oczu. Julia patrzyła na mnie z niepewnością.

— Przyszłam… bo nie chcę już tej ciszy między nami — powiedziała drżącym głosem. — Wiem, że cię zraniłam. Ale ja też potrzebuję twojego wsparcia…

Przez chwilę milczałyśmy obie. W końcu podeszłam do niej i mocno ją przytuliłam.

— Przepraszam… — wyszeptałam przez łzy.

Zosia wtuliła się we mnie i poczułam jej ciepło.

— Mamo… ja naprawdę chcę spróbować życia we Wrocławiu. Ale nie chcę cię stracić…

— Nie stracisz mnie nigdy — odpowiedziałam drżącym głosem.

Andrzej stał w drzwiach i patrzył na nas z ulgą.

Usiadłyśmy razem przy stole. Julia opowiadała o nowej pracy, o mieszkaniach we Wrocławiu, o tym, jak bardzo się boi tej zmiany. Słuchałam jej uważnie i po raz pierwszy od dawna poczułam, że naprawdę ją rozumiem.

Wieczorem zostały jeszcze chwilę dłużej. Zosia bawiła się klockami na dywanie, a ja patrzyłam na Julię i myślałam o tych trzech dniach ciszy – o tym, ile straciłyśmy przez dumę i upór.

Kiedy wychodziły, Julia uśmiechnęła się do mnie przez łzy:

— Dziękuję mamo…

Zostałam sama w kuchni i długo jeszcze siedziałam przy stole. Myślałam o tym, jak łatwo można zranić najbliższych słowami wypowiedzianymi w gniewie…

Czy naprawdę warto było milczeć przez trzy dni? Czy duma jest ważniejsza od miłości do własnego dziecka? Może czasem wystarczy jeden telefon…