Matka, która usłyszała krzyk: Co naprawdę wydarzyło się w domu mojego byłego męża?
– Mamo! – krzyk Julki rozdarł powietrze, zanim zdążyłam nacisnąć dzwonek do mieszkania Artura. Moje serce zamarło. Przez ułamek sekundy stałam jak sparaliżowana na klatce schodowej, czując, jak adrenalina rozlewa się po całym ciele. Drzwi były lekko uchylone. Weszłam bez pukania.
W przedpokoju panował chaos – buty rozrzucone, kurtka Julki leżała na podłodze. Z salonu dobiegł mnie podniesiony głos Artura:
– Przestań się tak zachowywać! Ile razy mam ci powtarzać?!
Julka płakała. Wbiegłam do pokoju i zobaczyłam ją skuloną w kącie, z czerwonymi policzkami i rozmazanym tuszem pod oczami. Artur stał nad nią z zaciśniętymi pięściami, twarz miał czerwoną ze złości.
– Co tu się dzieje?! – wrzasnęłam, stając między nimi.
Artur odwrócił się gwałtownie.
– To twoja wina! Rozpuszczasz ją jak dziadowski bicz! – syknął przez zęby.
Julka rzuciła mi się na szyję. Czułam, jak drży. Próbowałam ją uspokoić, głaszcząc po włosach, ale sama ledwo panowałam nad emocjami.
– Zabieram ją stąd – powiedziałam stanowczo.
Artur tylko prychnął i wyszedł do kuchni. Słyszałam, jak trzaska szafkami.
Wyszłyśmy na klatkę schodową. Julka szła obok mnie skulona, nie odzywała się ani słowem. Dopiero w samochodzie zaczęła cicho szlochać.
– Mamo… on mnie popchnął…
Zacisnęłam dłonie na kierownicy tak mocno, że aż zbielały mi knykcie. W głowie miałam mętlik: czy to możliwe? Artur nigdy nie podniósł na mnie ręki. Byliśmy razem osiem lat – zanim zdradził mnie z koleżanką z pracy i wszystko się rozpadło. Po rozwodzie sąd przyznał mu prawo do widzeń z Julką co drugi weekend. Zawsze powtarzał, że kocha ją nad życie.
Ale tego dnia coś się zmieniło. Zobaczyłam w jego oczach gniew, którego nigdy wcześniej nie widziałam.
Wieczorem próbowałam rozmawiać z Julką. Siedziałyśmy na łóżku w jej pokoju, otulone kocem.
– Kochanie, powiedz mi wszystko, co się stało – poprosiłam łagodnie.
Julka długo milczała. W końcu wyszeptała:
– On krzyczał… bo rozlałam sok na dywan. Powiedział, że jestem niezdarna i że przez ciebie jestem taka rozpieszczona… Potem mnie popchnął i powiedział, żebym się zamknęła.
Przytuliłam ją mocno. Czułam gniew i bezsilność. Jak mogłam nie zauważyć wcześniej sygnałów? Czy to był pierwszy raz?
Następnego dnia zadzwoniłam do mojej mamy.
– Aniu, nie przesadzaj – usłyszałam w słuchawce jej zmęczony głos. – Artur zawsze był dobrym ojcem. Może miał gorszy dzień?
– Mamo, on ją popchnął! – krzyknęłam bezsilnie.
– Dzieci czasem przesadzają…
Poczułam się jeszcze bardziej samotna. Nawet własna matka nie chciała mi uwierzyć.
Wieczorem zadzwonił Artur.
– Co ty sobie wyobrażasz? Że będziesz mi zabraniać widywać się z córką? – jego głos był zimny i opanowany.
– Nie pozwolę ci jej skrzywdzić! – odpowiedziałam drżącym głosem.
– Przesadzasz. Julka jest przewrażliwiona przez ciebie.
Rozłączyłam się bez słowa. Całą noc nie mogłam spać. W głowie kłębiły mi się myśli: czy powinnam zgłosić to na policję? A jeśli sąd uzna, że przesadzam i odbierze mi Julkę? Przecież Artur potrafił być czarujący na zawołanie…
Przez kolejne dni Julka była wycofana, nie chciała rozmawiać o ojcu. Zaczęła moczyć się w nocy – coś, co nie zdarzało jej się od lat. Zgłosiłam to wychowawczyni w szkole. Pani Ewa spojrzała na mnie ze współczuciem:
– Pani Aniu, może warto porozmawiać z psychologiem szkolnym? Dzieci po rozwodzie rodziców często przeżywają trudne emocje…
Ale ja wiedziałam, że to coś więcej niż tylko „trudne emocje”.
W końcu zebrałam się na odwagę i poszłam do prawnika. Mecenas Nowak wysłuchał mnie uważnie.
– Jeśli ma pani dowody na przemoc – zdjęcia siniaków, zeznania dziecka – możemy wystąpić o ograniczenie praw rodzicielskich – powiedział rzeczowo.
Ale dowodów nie miałam. Tylko słowa Julki i własne przeczucie.
Zaczęłam więc zbierać wszystko: notatki ze szkoły, rysunki Julki (na jednym narysowała siebie płaczącą w kącie), nagrywałam nasze rozmowy po powrocie od ojca. Czułam się jak detektyw we własnym domu.
Artur coraz częściej dzwonił i groził sądem o zniesławienie. Moja mama przestała odbierać telefony – była zmęczona moimi „histeriami”.
W pracy ledwo funkcjonowałam. Szefowa upomniała mnie za spóźnienia i błędy w raportach. Koleżanki patrzyły na mnie ze współczuciem albo unikały wzroku.
Najgorsze były weekendy, kiedy Julka miała jechać do ojca. Za każdym razem płakała i błagała:
– Mamo, nie każ mi tam wracać…
Ale sądowy nakaz był jasny. Gdy raz odmówiłam wydania Julki Arturowi, zjawiła się policja.
Czułam się jak w pułapce bez wyjścia.
Pewnego dnia Julka wróciła od ojca z siniakiem na ramieniu. Tym razem zrobiłam zdjęcia i pojechałyśmy razem do psychologa dziecięcego. Julka opowiedziała wszystko: o krzykach, wyzwiskach, popychaniu.
Ruszyła machina sądowa. Przesłuchania, opinie biegłych, wizyty kuratora… Artur grał rolę skrzywdzonego ojca przed sądem i rodziną. Moja mama stanęła po jego stronie: „Ania zawsze była przewrażliwiona” – mówiła znajomym.
W końcu sąd ograniczył Arturowi prawa rodzicielskie do nadzorowanych spotkań w obecności kuratora. Julka zaczęła powoli wracać do siebie – ale trauma została.
Często wracam myślami do tamtego dnia i pytam siebie: czy mogłam zrobić coś szybciej? Czy mogłam uratować Julkę przed tym wszystkim?
Patrzę na nią dziś – jest już nastolatką, silną i mądrą dziewczyną – ale cień tamtych wydarzeń czasem wraca w jej oczach.
Czy można naprawdę zaufać komuś tylko dlatego, że kiedyś go kochało się całym sercem? Czy matka powinna zawsze wierzyć swojemu dziecku – nawet jeśli cały świat mówi jej, że przesadza?