Strach o przyszłość mojego syna: Spadek, rodzina i ciężar decyzji

— Znowu nie śpisz? — głos Piotra rozległ się w ciemności, kiedy przewracałam się z boku na bok. — Przestań o tym myśleć, wszystko będzie dobrze.

Ale jak mam przestać? Jak mam zasnąć, kiedy świat, który znałam, rozpadł się w jednej chwili? Wczoraj byłam zwykłą kobietą, matką ośmioletniego Michała, żoną Piotra, która martwiła się o rachunki i przyszłość. Dziś jestem spadkobierczynią fortuny po mojej ciotce Wandzie, która całe życie mieszkała sama w starym domu pod Warszawą. Nagle mam pieniądze, o których nawet nie śniłam. I nagle wszystko stało się trudniejsze.

Piotr od rana był podekscytowany. — Wiesz, co możemy zrobić? — mówił przy śniadaniu, nawet nie patrząc na mnie. — Możemy w końcu kupić własne mieszkanie! Albo dom! I samochód! Michał będzie miał własny pokój, a dziewczyny będą mogły do nas częściej przyjeżdżać na weekendy.

Dziewczyny. Zosia i Lena — córki Piotra z poprzedniego małżeństwa. Dobre dzieci, ale nie moje. Zawsze czułam się wobec nich trochę obco, jakby były cieniem przeszłości, który nigdy nie znika. Piotr kocha je bezwarunkowo, a ja… staram się być sprawiedliwa. Ale czy potrafię?

— Musimy to dobrze przemyśleć — powiedziałam cicho, mieszając kawę. — To nie są tylko pieniądze. To odpowiedzialność.

Piotr spojrzał na mnie z irytacją. — Odpowiedzialność? Przecież to twoje pieniądze! Możesz zrobić z nimi, co chcesz.

Ale czy naprawdę mogę? Czy mogę myśleć tylko o sobie i Michale? Czy powinnam zadbać też o Zosię i Lenę? A co z moją matką, która od lat żyje na emeryturze i ledwo wiąże koniec z końcem?

Wieczorem zadzwoniła moja siostra, Agata. — Słyszałam o spadku — powiedziała bez zbędnych wstępów. — Mam nadzieję, że nie zapomnisz o rodzinie.

— Co masz na myśli?

— No wiesz… Mama potrzebuje nowej lodówki, a ja…

— Agata! To nie jest tak proste…

— Proste? Ty zawsze miałaś łatwiej! Teraz masz szansę pomóc wszystkim!

Rozłączyłam się z płaczem. Czy naprawdę jestem winna całej rodzinie tylko dlatego, że miałam szczęście?

Następnego dnia Piotr wrócił z pracy wcześniej niż zwykle. — Rozmawiałem z prawnikiem — oznajmił od progu. — Jeśli kupimy dom na ciebie, to będzie bezpieczniej. Ale musisz pomyśleć też o dziewczynach. Nie chcę, żeby czuły się gorsze od Michała.

Poczułam, jak ściska mnie w gardle. — A co z nami? Co z naszym synem? Przecież to on zostanie sam, jeśli coś mi się stanie!

Piotr westchnął ciężko. — Nie przesadzaj. Wszystko można podzielić sprawiedliwie.

Ale co to znaczy „sprawiedliwie”? Czy sprawiedliwość to równość? Czy powinnam podzielić wszystko na trzy części? Michał jest moim jedynym dzieckiem. Zosia i Lena mają matkę i ojca. Michał ma tylko mnie.

W nocy długo patrzyłam w sufit. Słyszałam cichy oddech Michała w sąsiednim pokoju i czułam narastający lęk. Co jeśli Piotr zacznie walczyć o pieniądze dla swoich córek? Co jeśli moja rodzina zacznie mnie szantażować emocjonalnie? A jeśli zachłanność wszystkich wokół sprawi, że stracę wszystko?

W weekend przyjechały dziewczyny. Zosia usiadła przy stole i zapytała: — Ciociu Aniu, czy teraz będziemy mieć basen?

Zaśmiałam się nerwowo. — Nie wiem, Zosiu…

Lena spojrzała na mnie poważnie: — Tata mówił, że teraz będziemy mogli jeździć na wakacje za granicę.

Poczułam ukłucie żalu. Michał patrzył na mnie szeroko otwartymi oczami. Wiedziałam, że boi się zmian tak samo jak ja.

Wieczorem Piotr zaczął rozmowę od nowa:
— Aniu, musimy ustalić zasady. Dziewczyny są moimi dziećmi tak samo jak Michał jest twoim synem.

— Ale to ja dostałam ten spadek! — wybuchłam w końcu. — To ja przez lata opiekowałam się ciotką Wandą! Ty nawet jej nie znałeś!

Piotr zamilkł na chwilę. — Chcę tylko sprawiedliwości dla wszystkich dzieci.

— A co ze mną? Co z moimi uczuciami?

— Myślisz tylko o sobie!

Wybiegłam do łazienki i zamknęłam się od środka. Łzy płynęły mi po policzkach. Czułam się osaczona przez oczekiwania wszystkich wokół: męża, jego dzieci, mojej rodziny… I przez własny strach.

Przez kolejne dni unikaliśmy rozmów o pieniądzach. Ale napięcie wisiało w powietrzu jak burza przed ulewą. Michał coraz częściej pytał: — Mamo, czy będziemy musieli się przeprowadzić? Czy będziemy razem?

Nie umiałam odpowiedzieć.

W końcu poszłam do notariusza sama. Chciałam dowiedzieć się, jak mogę zabezpieczyć przyszłość mojego syna bez krzywdzenia innych. Notariusz spojrzał na mnie ze współczuciem:
— Pani Anno, to pani decyzja. Ale proszę pamiętać: pieniądze potrafią dzielić rodziny bardziej niż bieda.

Wróciłam do domu jeszcze bardziej zagubiona niż wcześniej. Piotr czekał w kuchni.
— Przepraszam — powiedział cicho. — Nie chcę cię stracić przez pieniądze.

Usiadłam naprzeciwko niego i spojrzałam mu w oczy:
— Boję się o Michała. Boję się, że zostanie sam… Że wszyscy będą ciągnąć w swoją stronę i on zostanie z niczym.

Piotr ujął moją dłoń:
— Znajdziemy rozwiązanie razem.

Ale czy naprawdę można znaleźć rozwiązanie idealne? Czy można być sprawiedliwym dla wszystkich bez poczucia winy?

Czasem zastanawiam się: czy spadek to dar czy przekleństwo? Czy można ochronić swoje dziecko przed chciwością świata i jednocześnie nie zdradzić własnych wartości? Może nigdy nie znajdę odpowiedzi… Ale wiem jedno: każda decyzja będzie miała swoją cenę.