Cień nad rodziną: Historia o zdradzie, która rozdarła moje życie
Drzwi trzasnęły tak głośno, że aż echo odbiło się po całym bloku. Stałam na klatce schodowej, z walizką w jednej ręce i siatką z zakupami w drugiej, a serce waliło mi jak młot. Była sobota, godzina 21:30. Wróciłam z delegacji dzień wcześniej, niż planowałam – chciałam zrobić niespodziankę mężowi i córce. Zamiast tego usłyszałam śmiech dobiegający z naszego mieszkania. Śmiech kobiety.
Otworzyłam drzwi i zobaczyłam ich razem na kanapie. On – mój mąż, Artur – trzymał kieliszek wina, a obok niego siedziała nieznajoma brunetka w czerwonej sukience. Moja córka, dziesięcioletnia Ola, spała już w swoim pokoju. Przez chwilę nikt się nie odzywał. Potem Artur wstał i powiedział:
– O, Agnieszka… nie spodziewałem się cię dziś…
Brunetka zerknęła na mnie z wyższością, jakby to ona była tu gospodynią.
– Kim jest ta kobieta? – zapytałam, czując jak drży mi głos.
– To tylko koleżanka z pracy, Sylwia – odpowiedział Artur z przesadnym spokojem. – Przyszła pogadać o projekcie.
– O projekcie? W sobotę wieczorem? W czerwonej sukience? – syknęłam.
Sylwia wstała i zaczęła zbierać swoje rzeczy.
– Nie chcę robić problemów. Lepiej już pójdę – rzuciła, ale zanim wyszła, rzuciła Arturowi spojrzenie pełne obietnic.
Gdy drzwi za nią się zamknęły, poczułam, że zaraz się rozpadnę. Ale nie mogłam sobie na to pozwolić. Ola spała. Musiałam być silna.
– Artur, co to było? – spytałam cicho.
– Przesadzasz. Nic się nie stało. Sylwia jest samotna, chciała pogadać…
– Nie kłam mi w żywe oczy! – krzyknęłam, a łzy napłynęły mi do oczu.
Artur tylko wzruszył ramionami i poszedł do sypialni. Zostawił mnie samą z moimi myślami, z upokorzeniem i gniewem.
Następnego dnia próbowałam rozmawiać z nim przy śniadaniu. Ola jadła płatki i patrzyła na nas szeroko otwartymi oczami.
– Tato, dlaczego mama płacze? – zapytała nagle.
Artur spojrzał na mnie z wyrzutem:
– Widzisz, co robisz? Straszysz dziecko swoimi histeriami!
Nie odpowiedziałam. Po prostu wyszłam do łazienki i tam pozwoliłam sobie na łzy.
Przez kolejne tygodnie atmosfera w domu była napięta jak struna. Artur coraz częściej wracał późno z pracy. Często wyłączał telefon na całe wieczory. Zaczęłam podejrzewać najgorsze. Pewnego dnia znalazłam w jego kurtce paragon z hotelu pod Warszawą. Dwie osoby, kolacja przy świecach.
Zebrałam się na odwagę i pojechałam do jego matki, pani Haliny. Zawsze miałyśmy poprawne relacje, choć nigdy nie czułam się tam jak u siebie.
– Pani Halino… czy Artur mówił coś o Sylwii? – zapytałam niepewnie.
Teściowa spojrzała na mnie chłodno:
– Agnieszko, nie mieszaj mnie w wasze sprawy. Artur jest dorosły. Jeśli coś mu nie odpowiada w domu…
Zatkało mnie. Czyli wiedziała? Czyli akceptowała?
Wróciłam do domu roztrzęsiona. Wieczorem czekałam na Artura do północy. Gdy wrócił, powiedziałam:
– Musimy porozmawiać.
Westchnął ciężko:
– Znowu? O czym tu gadać? Chyba już wszystko jasne.
– Jasne? To znaczy?
– Sylwia jest dla mnie ważna. Z tobą… wszystko wygasło. Przepraszam.
Poczułam się jakby ktoś wylał na mnie wiadro lodowatej wody.
– A Ola? – spytałam drżącym głosem.
– Będę ją odwiedzał. Ale nie chcę już tego małżeństwa.
Nie spałam całą noc. Rano zadzwoniłam do mojej mamy.
– Mamo… Artur mnie zdradza. Chce odejść.
Mama milczała przez chwilę, a potem powiedziała:
– Przyjedź do nas z Olą. Nie możesz być sama w takim momencie.
Spakowałam rzeczy swoje i córki i wyprowadziłam się jeszcze tego samego dnia. Artur nawet nie próbował mnie zatrzymać.
Rozpoczęła się batalia o rozwód i opiekę nad Olą. Artur chciał mieć córkę co drugi weekend, ale Sylwia nie akceptowała dziecka z poprzedniego związku. Słyszałam od znajomych, że podczas spotkań Ola siedzi sama w pokoju, a jej ojciec zajmuje się nową partnerką.
Najgorsze były święta Bożego Narodzenia. Ola pytała:
– Mamo, dlaczego tata nie chce ze mną spędzać Wigilii?
Nie umiałam jej odpowiedzieć bez łez w oczach.
Teściowa przestała się do mnie odzywać zupełnie. Po mieście krążyły plotki – że to ja byłam zimna, że przeze mnie Artur znalazł sobie inną. Nawet moja siostra zaczęła mi wypominać:
– Może za bardzo skupiałaś się na pracy? Może powinnaś była bardziej dbać o dom?
Czułam się osamotniona jak nigdy dotąd.
Po rozwodzie musiałam zacząć wszystko od nowa. Wynajęłam małe mieszkanie na obrzeżach miasta. Pracowałam po godzinach jako księgowa w lokalnej firmie budowlanej, żeby utrzymać siebie i córkę. Ola zamknęła się w sobie, zaczęła mieć problemy w szkole.
Pewnego dnia zadzwoniła do mnie wychowawczyni:
– Pani Agnieszko, Ola płacze na lekcjach i nie chce rozmawiać z rówieśnikami…
Zawiozłam ją do psychologa dziecięcego. Usłyszałam:
– Dzieci bardzo przeżywają rozpad rodziny. Proszę być cierpliwa i okazywać jej dużo miłości.
Starałam się ze wszystkich sił być dla niej wsparciem, choć sama byłam wrakiem człowieka.
Minął rok od rozwodu. Artur ożenił się z Sylwią, ale ich małżeństwo szybko zaczęło się sypać – ona nie chciała dzieci, on tęsknił za Olą, ale nie umiał tego okazać. Pewnego dnia zadzwonił do mnie pijany:
– Agnieszka… przepraszam za wszystko…
Nie odpowiedziałam nic poza krótkim „dobranoc”.
Dziś mieszkam z Olą w małym mieszkaniu na warszawskim Ursynowie. Powoli odbudowuję siebie i swoje życie. Córka wraca do równowagi – znalazła przyjaciółkę, zaczęła chodzić na zajęcia plastyczne. Ja nauczyłam się żyć bez Artura i jego toksycznej rodziny.
Często zastanawiam się: czy można naprawdę wybaczyć taką zdradę? Czy da się jeszcze kiedyś zaufać drugiemu człowiekowi? A może najważniejsze jest to, by nauczyć się ufać samej sobie?
Co wy o tym myślicie? Czy po takim upokorzeniu można jeszcze uwierzyć w miłość?