Co powie rodzina, jeśli dowiedzą się, że w swoje urodziny wyjeżdżam? – Bunt polskiej nauczycielki przeciwko rodzinnym oczekiwaniom
– Grażyna, chyba żartujesz! – głos teściowej przeszył ciszę kuchni jak nóż. – W swoje urodziny? Zostawisz nas samych? Co powie rodzina?
Patrzyłam na nią, na jej zaciśnięte usta i zmarszczone brwi, i czułam, jak w środku wszystko się we mnie gotuje. Przez chwilę miałam ochotę rzucić ścierką i wybiec z domu, ale tylko westchnęłam ciężko.
– Mamo, to tylko jeden dzień. Chcę spędzić go inaczej. Dla siebie.
Mąż, Andrzej, siedział przy stole z gazetą, udając, że nie słyszy. Syn, Kuba, przewracał oczami, jakby już od dawna wiedział, że matka jest dziwna. Córka, Ola, była w swoim pokoju i pewnie nawet nie zauważyła tej rozmowy. Tylko teściowa nie dawała za wygraną.
– Grażynko, przecież zawsze robisz rosół! – podniosła głos. – I sernik! Jak my sobie poradzimy bez ciebie?
Poczułam, jak łzy napływają mi do oczu. Przez czterdzieści dziewięć lat byłam dla wszystkich: córką, żoną, matką, nauczycielką polskiego w liceum. Zawsze na posterunku. Zawsze gotowa pomóc, ugotować, wysłuchać. A teraz…
– Poradzicie sobie – powiedziałam cicho. – To tylko jeden dzień.
Wyszedłam do ogrodu. Pachniało mokrą ziemią i świeżo skoszoną trawą. Usiadłam na ławce i zamknęłam oczy. W głowie słyszałam głosy: „Co powie ciotka Zosia?”, „A jeśli sąsiedzi się dowiedzą?”, „Matka powinna być z rodziną”. Ile razy słyszałam te frazy? Ile razy rezygnowałam z siebie?
Pamiętam swoje trzydzieste urodziny – wtedy też miałam marzenie: pojechać nad morze sama, posłuchać szumu fal. Ale wtedy Ola miała ospę, Andrzej był po nocnej zmianie, a teściowa przyjechała z ciastem i pretensjami. „Nie wypada zostawiać rodziny” – powtarzała.
Teraz miałam pięćdziesiąt lat i czułam, że jeśli nie zrobię tego teraz, już nigdy nie znajdę w sobie odwagi.
Wieczorem Andrzej wszedł do sypialni.
– Naprawdę musisz jechać? – zapytał cicho.
– Muszę – odpowiedziałam stanowczo. – Potrzebuję tego.
– Mama się martwi…
– Mama zawsze się martwi – przerwałam mu. – Ale to moje życie.
Odwrócił się bez słowa. Wiedziałam, że jest mu trudno. On też był wychowany w przekonaniu, że kobieta powinna być zawsze dla innych.
Następnego dnia spakowałam torbę: książka Tokarczuk, notes, ciepły sweter. Pojechałam do Kazimierza Dolnego – miasta, które zawsze kojarzyło mi się z wolnością i sztuką.
W autobusie patrzyłam przez okno na szare pola i myślałam o tym, ile kobiet takich jak ja nigdy nie odważyło się powiedzieć „nie”. Ile z nas żyje cudzymi oczekiwaniami?
W pensjonacie przy rynku przywitała mnie starsza pani z uśmiechem.
– Sama pani przyjechała? – zapytała.
– Tak. Na urodziny.
– To piękne! – powiedziała szczerze. – Ja też kiedyś uciekłam na swoje pięćdziesiąte.
Zaśmiałam się pierwszy raz od tygodni.
Wieczorem usiadłam nad Wisłą z kubkiem herbaty i notesem na kolanach. Pisałam list do siebie sprzed lat:
„Droga Grażyno,
Nie bój się być sobą. Nie bój się mówić 'nie’. Życie jest tylko jedno.”
Telefon dzwonił co godzinę: najpierw teściowa z pretensjami („Jak mogłaś? Ola płacze!”), potem Andrzej („Kiedy wrócisz?”), potem Kuba („Mamo, gdzie są moje dresy?”). Odpowiadałam spokojnie: „Poradzicie sobie”.
Drugiego dnia rano poszłam na spacer po rynku. Spotkałam starszego pana sprzedającego obrazy.
– Piękny dzień na urodziny – powiedział z uśmiechem.
– Tak… pierwszy taki od dawna.
– Czasem trzeba zrobić coś dla siebie – mrugnął porozumiewawczo.
Przez chwilę poczułam się lekka jak piórko.
Wieczorem zadzwoniła Ola:
– Mamo… przepraszam za wczoraj. Po prostu tęsknię.
– Ja też tęsknię, kochanie. Ale czasem mama musi być tylko dla siebie.
– Rozumiem… Może kiedyś też tak zrobię?
Uśmiechnęłam się przez łzy.
Po powrocie do domu atmosfera była napięta jak struna. Teściowa milczała demonstracyjnie przez dwa dni. Andrzej chodził obrażony. Tylko Ola przytuliła mnie mocno:
– Dziękuję, że pokazałaś mi, że można inaczej.
Z czasem rodzina przywykła do nowej Grażyny. Zaczęli sami gotować obiady w weekendy, Andrzej częściej pytał mnie o zdanie. Teściowa jeszcze czasem wzdychała ciężko przy stole, ale już nie komentowała moich decyzji.
Czasem pytam siebie: dlaczego tak trudno nam kobietom postawić granice? Dlaczego boimy się rozczarować innych bardziej niż siebie samych? Czy kiedyś nadejdzie taki dzień, gdy nie będziemy musiały tłumaczyć się ze swoich wyborów?