Ciężar ojca: Kiedy rodzina przestaje być wsparciem, a staje się ciężarem

– Znowu nie odbierasz telefonu, Aniu! – głos ojca dudnił w słuchawce, zanim jeszcze zdążyłam powiedzieć „halo”. – Potrzebuję cię. Natychmiast.

Stałam na klatce schodowej z zakupami w jednej ręce i śpiącym Michałem w drugiej. Moje serce ścisnęło się znajomym lękiem. Wiedziałam, co to znaczy: znowu będzie chciał pieniędzy. Ostatnio coraz częściej dzwonił z prośbami, które brzmiały jak rozkazy. „Jestem twoim ojcem, należy mi się”, powtarzał. Ale czy naprawdę?

Michał miał dopiero cztery lata. Każdego ranka budziłam się z myślą, jak zapewnić mu wszystko, czego potrzebuje. Pracowałam na pół etatu w księgarni na Mokotowie, dorabiałam korektą tekstów po nocach. Ojciec nigdy nie zapytał, jak sobie radzę. Dla niego liczyło się tylko to, czy przeleję mu kolejne dwieście złotych na konto.

Zuzanna, moja młodsza siostra, mieszkała w Poznaniu. Była bardziej stanowcza ode mnie. – Anka, musisz postawić granice! – powtarzała mi przez telefon. – On nas wykorzystuje. Przecież pamiętasz, jak było w dzieciństwie.

Jak mogłabym zapomnieć? Ojciec pił. Mama odeszła, kiedy miałam dwanaście lat. Zostawiła nas z nim i jego wiecznym niezadowoleniem. Zuzanna była wtedy za mała, żeby rozumieć wszystko, ale ja pamiętam każdą kłótnię, każdy trzask drzwiami i te dni, kiedy wracał do domu późno w nocy, śmierdząc tanim piwem.

Teraz był już stary i samotny. Mówił, że nie ma nikogo poza nami. Ale czy to wystarczający powód, żeby ciągle go ratować?

Tego wieczoru długo nie mogłam zasnąć. Michał wtulił się we mnie i cicho pochrapywał. Myśli krążyły wokół słów ojca: „Należy mi się”. Czy naprawdę coś mu się należy? Przecież przez lata nie był dla mnie ojcem. Był ciężarem.

Następnego dnia zadzwoniłam do Zuzanny.
– Znowu dzwonił? – zapytała bez powitania.
– Tak. Chce pieniądze na czynsz.
– Anka, nie możesz mu dawać wszystkiego! Sama ledwo wiążesz koniec z końcem.
– Wiem… Ale mam wyrzuty sumienia. To mój ojciec.
– Nasz ojciec – poprawiła mnie gorzko. – Ale czy on kiedykolwiek był dla nas rodziną?

Zuzanna miała rację. Ale poczucie winy było silniejsze niż rozsądek. Przelewałam mu pieniądze, nawet jeśli potem musiałam pożyczać od koleżanki na przedszkole dla Michała.

Pewnego dnia Michał zachorował. Wysoka gorączka, kaszel, płacz w nocy. Byłam wykończona. Ojciec zadzwonił akurat wtedy, gdy próbowałam uspokoić synka.
– Aniu! Gdzie są moje pieniądze? Obiecałaś!
– Tato, Michał jest chory…
– Zawsze masz wymówki! – krzyczał do słuchawki. – Gdybyś była dobrą córką…

Rozłączyłam się bez słowa. Po raz pierwszy od lat nie poczułam wyrzutów sumienia. Poczułam gniew.

Wieczorem zadzwoniła Zuzanna.
– Musimy coś zrobić – powiedziała stanowczo. – On nas niszczy.
– Ale co? Przecież to nasz ojciec…
– Może czas postawić granice? Może czas pomyśleć o sobie?

Nie spałam całą noc. Przewracałam się z boku na bok, słuchając oddechu Michała i myśląc o tym, jak bardzo chciałabym być dla niego inną matką niż moja była dla mnie. Chciałam być silna, obecna, kochająca. Ale jak to zrobić, kiedy własny ojciec ciągnie mnie w dół?

Następnego dnia pojechałam do ojca. Mieszkał w starej kamienicy na Pradze. Drzwi otworzył w podkoszulku i spodniach od dresu.
– Przyniosłaś pieniądze? – zapytał bez cienia wdzięczności.
– Nie przyszłam z pieniędzmi – odpowiedziałam cicho.
Spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
– Co to ma znaczyć?
– Nie mogę ci już pomagać tak jak dotąd. Mam własne dziecko i swoje życie.
– Jesteś niewdzięczna! Po tym wszystkim…
– Po czym? – przerwałam mu drżącym głosem. – Po tych wszystkich latach milczenia? Po tym, jak zostawiłeś nas samych?

Ojciec usiadł ciężko na krześle i spuścił wzrok.
– Nie rozumiesz… Jestem sam…
– Ja też byłam sama przez wiele lat – powiedziałam cicho.

Wyszłam stamtąd z poczuciem ulgi i strachu jednocześnie. Bałam się jego gniewu, ale jeszcze bardziej bałam się tego, że znowu dam się wciągnąć w tę grę winy i obowiązku.

Wieczorem zadzwoniła Zuzanna.
– I jak poszło?
– Powiedziałam mu prawdę. Że nie mogę już być jego ratunkiem.
– Jestem z ciebie dumna – powiedziała siostra i po raz pierwszy od dawna poczułam jej wsparcie.

Minęły tygodnie. Ojciec dzwonił coraz rzadziej. Czasem zostawiał mi głuche połączenia albo krótkie wiadomości pełne pretensji. Ale ja już nie reagowałam tak jak dawniej.

Któregoś dnia Michał zapytał:
– Mamo, dlaczego dziadek jest smutny?
Zastanowiłam się chwilę.
– Bo czasem ludzie są samotni i nie wiedzą, jak poprosić o pomoc bez ranienia innych.
Michał przytulił się do mnie mocno.

Czasem myślę o tym wszystkim i pytam siebie: czy jestem złą córką? Czy można kochać rodzica i jednocześnie nie pozwolić mu siebie ranić? Może każdy z nas musi kiedyś wybrać między lojalnością wobec rodziny a troską o własne życie?

A wy? Jak byście postąpili na moim miejscu?