Baby shower, które rozbiło moje życie – jak jedno przyjęcie ujawniło zdradę mojego męża

– Anka, przestań się wygłupiać, przecież to tylko gra! – krzyknęła Magda, śmiejąc się i podając mi różowe baloniki. Ale ja nie mogłam się skupić. Siedziałam na kanapie w salonie, otoczona przez przyjaciółki, a w brzuchu czułam niepokój, który nie miał nic wspólnego z ciążą.

To miał być najpiękniejszy dzień przed narodzinami mojego synka. Magda, moja najlepsza przyjaciółka od podstawówki, zorganizowała dla mnie baby shower. Byłyśmy we cztery: Magda, Ola, Kasia i ja. Mój mąż, Tomek, miał wrócić późnym wieczorem z delegacji do Poznania. Tak przynajmniej mi powiedział.

Wszystko było jak z katalogu: pastelowe dekoracje, tort w kształcie smoczka, śmiechy i rozmowy o przyszłości. Ale ja czułam się jak aktorka w kiepskim przedstawieniu. Od kilku tygodni Tomek był inny – zamyślony, nieobecny, wiecznie zajęty. Tłumaczyłam sobie, że to stres związany z nadchodzącym ojcostwem.

– Anka, a jak wybraliście imię? – zapytała Ola.
– Michał – odpowiedziałam automatycznie.
– Piękne! – zachwyciła się Kasia.

Wtedy zadzwonił mój telefon. Numer nieznany. Odebrałam, bo coś mnie tknęło.

– Dzień dobry, czy rozmawiam z Anną Nowak? – zapytał kobiecy głos.
– Tak, słucham?
– Tu Marta Zielińska. Przepraszam, że dzwonię w sobotę, ale… musimy porozmawiać o Tomku.

Zamarłam. Dziewczyny patrzyły na mnie z niepokojem.

– Przepraszam was na chwilę – wyszeptałam i wyszłam na balkon.

– O co chodzi? – spytałam cicho.
– Pani mąż… Tomek… On jest też moim mężem. Mamy razem córkę.

Świat zawirował. Przez chwilę myślałam, że to żart albo pomyłka. Ale Marta zaczęła opowiadać szczegóły: daty, miejsca, wspólne zdjęcia na Facebooku. Wszystko się zgadzało. Tomek prowadził podwójne życie od ponad dwóch lat. W Poznaniu miał drugą rodzinę.

Nie pamiętam, jak wróciłam do salonu. Dziewczyny widziały po mojej twarzy, że coś jest nie tak.

– Anka? Co się stało? – zapytała Magda.

Rozpłakałam się. Opowiedziałam im wszystko. Magda od razu chwyciła za telefon i zadzwoniła do Tomka. Nie odbierał. Ola próbowała mnie uspokoić:

– Może to jakaś pomyłka? Może ktoś chce ci zrobić na złość?

Ale w środku już wiedziałam. Wszystkie te delegacje, nagłe wyjazdy do Poznania… To nie była praca. To była ona.

Wieczorem Tomek wrócił do domu jak gdyby nigdy nic. Siedziałam na kanapie z walizką przy drzwiach i zdjęciem jego drugiej córki w ręku.

– Anka… co się dzieje? – zapytał cicho.
– Może ty mi powiesz? Jak długo zamierzałeś mnie okłamywać?

Zbladł. Przez chwilę myślałam, że się rozpłacze.
– Przepraszam… Nie chciałem cię skrzywdzić…

Wybuchłam śmiechem przez łzy:
– Nie chciałeś? Masz dwie rodziny! Dwie kobiety! Dwoje dzieci!

Tomek próbował tłumaczyć się banałami: że kocha nas obie, że nie potrafił wybrać, że bał się samotności. Każde jego słowo wbijało mi nóż w serce.

Przez kolejne dni żyłam jak w amoku. Magda została ze mną na noc. Mama przyjechała z Radomia i płakała razem ze mną w kuchni nad herbatą:
– Córeczko, musisz być silna dla Michała…

Ale jak być silną, kiedy wszystko się rozsypało?

Tomek dzwonił codziennie. Pisał SMS-y: „Przepraszam”, „Kocham cię”, „Nie zostawię was”. Ale ja już wiedziałam, że nie chcę być drugą żoną swojego męża.

Najgorsze były rozmowy z rodziną Tomka. Jego matka zadzwoniła do mnie po tygodniu:
– Aniu, Tomek popełnił błąd, ale przecież jesteście rodziną! Dziecko potrzebuje ojca!

A ja? Czy ja nie zasługuję na prawdę? Na szacunek?

Zdecydowałam się na rozwód. Było ciężko – formalności, rozmowy z adwokatem, płacz w nocy do poduszki. Ale najtrudniejsze było wyjaśnienie wszystkiego mojemu nienarodzonemu synkowi:
– Michałku… Twój tata cię kocha, ale nie potrafił być wierny…

Magda była przy mnie cały czas. To ona pomogła mi znaleźć psychologa i przekonała mnie, żebym nie zamykała się w sobie:
– Anka, masz prawo być wściekła! Masz prawo być smutna! Ale masz też prawo być szczęśliwa bez niego!

Przez kolejne miesiące uczyłam się żyć na nowo. Samotność bolała najbardziej wieczorami, kiedy czułam ruchy Michała i wyobrażałam sobie rodzinę, której już nie będzie.

Dziś Michał ma pół roku. Jest moim całym światem. Tomek widuje go raz w miesiącu – tak ustalił sąd. Ja powoli odzyskuję siebie: wróciłam do pracy w bibliotece, spotykam się z dziewczynami na kawie.

Czasem pytam siebie: czy mogłam coś zauważyć wcześniej? Czy powinnam była walczyć o naszą rodzinę?

Ale wiem jedno: zasługuję na prawdę i szacunek. I choć moje życie rozpadło się na kawałki podczas jednego baby shower, dziś jestem silniejsza niż kiedykolwiek.

Czy wy potrafilibyście wybaczyć taką zdradę? Czy lepiej odejść i zacząć wszystko od nowa?