„Dlaczego Mu Uwierzyłaś? On Chciał Cię Tylko Wykorzystać!” – Historia Rozpadu Polskiej Rodziny
– Mamo, podpisz to. Teraz! – Paweł rzucił mi na stół plik papierów, a jego głos drżał od gniewu.
Patrzyłam na niego, na mojego syna, którego kiedyś tuliłam do snu, a teraz stał przede mną jak obcy człowiek. W jego oczach nie było już czułości – tylko chłodna determinacja.
– Paweł… – zaczęłam cicho, ale przerwał mi gwałtownym ruchem ręki.
– Nie zaczynaj znowu tych swoich sentymentów! Tata miał rację, zawsze byłaś naiwna. Gdybyś wtedy nie uwierzyła temu… – urwał, zaciskając szczękę.
Z kuchni dobiegł cichy szmer – Zosia, moja córka, próbowała udawać, że nie słyszy naszej kłótni. Ale przecież słyszała wszystko. Słyszała od lat.
Zimowy wieczór przytłaczał mnie ciężarem wspomnień. Za oknem śnieg tłumił światła ulicy, a ja czułam się jak w pułapce własnego życia. Jak to się stało, że zostałam sama z Zosią, a Paweł patrzył na mnie jak na wroga?
Mój były mąż, Andrzej, odszedł pięć lat temu. Zostawił nas dla młodszej kobiety – Magdy z jego pracy. Zawsze powtarzał, że rodzina jest najważniejsza. Kiedyś mu wierzyłam. Teraz miał nową rodzinę, nowe dziecko i nowy dom pod Warszawą. A ja? Zostałam z kredytem na mieszkanie i dwójką dzieci, które coraz bardziej oddalały się ode mnie i od siebie.
Paweł był wtedy w liceum. Przestał się odzywać, zamknął się w swoim pokoju i coraz częściej znikał na całe noce. Zosia była młodsza o sześć lat – tuliła się do mnie i pytała: „Mamo, czy tata wróci?”.
Nie wrócił.
Z czasem Paweł zaczął przychodzić tylko po pieniądze. Najpierw na studia – „Mamo, muszę mieć laptopa”, potem na samochód – „Wszyscy mają, tylko ja nie”. Pracowałam po godzinach w szkole i dorabiałam korepetycjami, żeby im niczego nie brakowało. Ale Paweł nigdy nie był zadowolony.
A teraz stał przede mną i żądał podpisania dokumentów przepisujących mieszkanie na niego.
– Paweł… To jest nasz dom. Twój i Zosi. Nie mogę…
– Ona nie potrzebuje! Zosia zawsze była twoją ulubienicą! Ja też chcę coś mieć! – krzyczał coraz głośniej.
Zosia weszła do pokoju. Miała łzy w oczach.
– Przestańcie… Proszę…
Paweł spojrzał na nią z pogardą.
– Ty się nie wtrącaj! I tak wszystko dostaniesz po mamie!
– To nieprawda! – Zosia szlochała. – Ja chcę tylko spokoju…
Patrzyłam na nich i czułam, jak serce mi pęka. Czy naprawdę tak bardzo ich zawiodłam?
Po kłótni Paweł trzasnął drzwiami i wyszedł. Zosia usiadła obok mnie na kanapie.
– Mamo… On cię skrzywdzi…
Przytuliłam ją mocno.
– Nie pozwolę na to.
Ale czy miałam jeszcze siłę walczyć?
Nocą długo nie mogłam zasnąć. W głowie słyszałam głos Andrzeja: „Dlaczego mu uwierzyłaś? On chciał cię tylko wykorzystać!”. Ale czy naprawdę byłam taka naiwna? Czy to ja byłam winna temu wszystkiemu?
Rano zadzwoniła Magda – nowa żona Andrzeja.
– Pani Anno… Proszę nie robić problemów Pawłowi. On jest młody, chce się usamodzielnić…
Zacisnęłam pięści.
– Usamodzielnić się cudzym kosztem? To nie jest usamodzielnienie.
Magda westchnęła.
– Andrzej mówi, że powinna pani być bardziej wyrozumiała.
Poczułam w gardle gulę gniewu i bezsilności.
Po południu przyszła sąsiadka, pani Teresa.
– Aniu, słyszałam… Paweł znów krzyczał? Dziecko pogubiło się po tym wszystkim…
Pokiwałam głową.
– Ja już nie wiem, co robić…
Pani Teresa uścisnęła mi dłoń.
– Musisz być twarda. Dla Zosi. Dla siebie.
Wieczorem Paweł wrócił pijany. Rzucił mi pod nogi klucze od mieszkania.
– Nie chcesz podpisać? To radź sobie sama! Ja już mam dość tej rodziny!
Wyszedł znowu i tym razem nie wrócił przez kilka dni.
Zosia zamknęła się w swoim pokoju. Siedziałam sama w kuchni i patrzyłam na stare zdjęcia: Andrzej uśmiechnięty przy choince, Paweł z Zosią na kolanach… Gdzie się podziało nasze szczęście?
W pracy byłam coraz bardziej rozkojarzona. Uczniowie patrzyli na mnie ze współczuciem – plotki szybko się rozchodzą po małym mieście. Dyrektorka zaprosiła mnie na rozmowę.
– Aniu, jeśli potrzebujesz wolnego…
– Nie mogę sobie pozwolić na wolne – odpowiedziałam gorzko.
Wieczorami pisałam do Pawła wiadomości: „Synku, wróć do domu”, „Porozmawiajmy spokojnie”. Bez odpowiedzi.
Któregoś dnia zadzwoniła do mnie matka Andrzeja.
– Aniu… Paweł był u mnie. Powiedział, że chcesz go wydziedziczyć?
– Mamo… Ja tylko chcę sprawiedliwości dla obojga dzieci.
– On jest zagubiony po rozwodzie waszym…
Zacisnęłam zęby.
– A ja? Ja też jestem zagubiona!
Rozmowa zakończyła się płaczem po obu stronach słuchawki.
Minęły tygodnie. Paweł przestał się odzywać zupełnie. Zosia zaczęła chodzić do psychologa szkolnego – sama poprosiła o pomoc. Byłam z niej dumna i jednocześnie czułam się winna za wszystko.
W końcu przyszło pismo z sądu – Paweł domaga się podziału majątku jeszcze za mojego życia. Poczułam się zdradzona jak nigdy dotąd.
Na rozprawie spojrzałam mu w oczy.
– Synku… Dlaczego mi to robisz?
Nie odpowiedział. Patrzył gdzieś ponad moją głową.
Sędzia zapytał:
– Czy jest szansa na ugodę?
Zosia ścisnęła moją dłoń pod stołem.
– Chcemy domu dla siebie – powiedziała cicho. – Ale nie kosztem mamy.
Paweł milczał długo, potem wyszedł z sali bez słowa.
Po rozprawie wróciłyśmy do pustego mieszkania. Usiedliśmy razem przy stole – ja i Zosia.
– Mamo… Może kiedyś mu przejdzie?
Westchnęłam ciężko.
– Może… Ale czy ja jeszcze potrafię mu zaufać?
Czasem myślę: gdzie popełniłam błąd? Czy można jeszcze odbudować rodzinę po tylu ranach? Czy wy też mieliście kiedyś poczucie całkowitej bezsilności wobec własnych dzieci?