Dom, który zbudowałam na ruinach przeszłości
– Nie wierzę, że tu jesteś. – Moje słowa zawisły w powietrzu jak ciężka mgła. Stał w progu, zgarbiony, z torbą przewieszoną przez ramię. Marek. Mój były mąż, którego nie widziałam od sześciu lat. Przez chwilę miałam ochotę zatrzasnąć mu drzwi przed nosem, ale coś mnie powstrzymało.
– Aniu, proszę… – Jego głos był cichy, niemal błagalny. – Nie mam dokąd pójść.
Wpatrywałam się w niego, czując jak wzbiera we mnie gniew i żal. Przez te wszystkie lata pracowałam na dwa etaty: rano w szkole jako nauczycielka polskiego, wieczorami w sklepie spożywczym. Odkładałam każdy grosz, rezygnowałam z wakacji, nowych ubrań, nawet kawy na mieście. Wszystko po to, by kiedyś mieć własny dom. Dom, który miał być moją przystanią po burzliwym rozwodzie.
Marek odszedł nagle. Zostawił mnie z długami i pustką w sercu. Przez długi czas nie mogłam spać po nocach, zastanawiając się, co zrobiłam źle. W końcu pogodziłam się z samotnością i nauczyłam się żyć dla siebie. Teraz stał przede mną człowiek, który kiedyś był całym moim światem.
– Co się stało? – zapytałam chłodno.
– Straciłem pracę… mieszkanie… Wszystko się posypało. Wiem, że nie mam prawa cię o nic prosić, ale… Aniu, błagam.
Przez chwilę milczałam. W głowie kłębiły mi się wspomnienia: jego zdrady, kłamstwa, wieczne obietnice poprawy. Ale też te dobre chwile – wspólne spacery po Plantach, śmiech przy niedzielnym śniadaniu, czułe słowa szeptane do ucha.
– Możesz zostać na jedną noc – powiedziałam w końcu. – Ale tylko jedną.
Wpuściłam go do środka. Dom był jeszcze pachnący świeżą farbą i nowością. Każdy mebel wybrany przeze mnie, każdy szczegół dopracowany z myślą o moim nowym życiu. Marek rozejrzał się niepewnie.
– Ładnie tu… – mruknął.
Nie odpowiedziałam. Zaparzyłam herbatę i podałam mu kubek. Siedzieliśmy naprzeciwko siebie przy kuchennym stole jak dwójka obcych ludzi.
– Aniu… wiem, że nie zasługuję na drugą szansę. Ale nie mam nikogo innego. Rodzina się ode mnie odwróciła, przyjaciele też. Tylko ty mi zostałaś.
Poczułam ukłucie żalu i gniewu jednocześnie.
– A ja? Kiedy ja potrzebowałam pomocy, gdzie byłeś?
Spuścił wzrok.
– Wiem… Przepraszam.
Noc minęła niespokojnie. Leżałam w łóżku i wsłuchiwałam się w ciszę domu, który miał być moją twierdzą. Czułam się jak intruz we własnym życiu.
Rano Marek siedział już w kuchni z filiżanką kawy.
– Aniu… czy mogę zostać jeszcze kilka dni? Obiecuję, że znajdę pracę i wyniosę się stąd jak tylko stanę na nogi.
Patrzyłam na niego długo. Widziałam zmęczenie na jego twarzy, siwe włosy na skroniach. Nie był już tym samym człowiekiem co kiedyś. Ale czy ja byłam tą samą Anią?
Zgodziłam się niechętnie. Każdego dnia Marek wychodził rano „szukać pracy”, a ja wracałam do pustego domu pełna niepokoju. Zaczęły pojawiać się plotki – sąsiadka Basia widziała go pod sklepem z butelką piwa, ktoś inny mówił, że widział go rozmawiającego z dawnymi kolegami spod budki z kebabem.
Pewnego wieczoru wróciłam wcześniej niż zwykle. Zastałam Marka siedzącego przed telewizorem z piwem w ręku.
– I tak szukasz pracy? – zapytałam z goryczą.
– Aniu… daj mi trochę czasu. To nie jest takie proste.
– Nic nie jest proste! – wybuchłam. – Ja przez lata harowałam jak wół! Ty nawet nie próbujesz!
Wybuchła kłótnia jakiej dawno nie przeżywałam. Wyrzuciłam mu wszystko: zdrady, długi, brak wsparcia. On krzyczał, że życie go przerosło, że każdy może upaść.
Następnego dnia Marek zniknął na kilka godzin. Gdy wrócił, był blady i roztrzęsiony.
– Aniu… muszę ci coś powiedzieć…
Usiadł naprzeciwko mnie i zaczął opowiadać o długach u ludzi, których lepiej nie spotykać po zmroku. O groźbach i strachu o własne życie.
– Potrzebuję pieniędzy…
Poczułam jakby ktoś wylał na mnie kubeł zimnej wody.
– Nie mam! Wszystko wydałam na ten dom! – krzyknęłam rozpaczliwie.
Marek spuścił głowę i wyszedł bez słowa. Przez kolejne dni żyłam w strachu – bałam się o dom, o siebie, o przyszłość. Bałam się też tego, co zrobi Marek.
Kilka dni później zadzwoniła do mnie policja. Marek został zatrzymany za próbę włamania do lombardu. Wtedy poczułam ulgę i smutek jednocześnie.
Siedziałam wieczorem przy oknie z kubkiem herbaty i patrzyłam na światła miasta za oknem. Przypomniały mi się słowa mamy: „Dom to nie tylko ściany i dach nad głową. To miejsce, gdzie czujesz się bezpieczna.”
Czy mój dom nadal był moją twierdzą? Czy można odbudować swoje życie na gruzach przeszłości?
Może każdy z nas nosi w sobie ruinę i nadzieję jednocześnie? Co byście zrobili na moim miejscu?