Ostatnie pożegnanie: Czy przebaczenie przynosi ukojenie?

– Nie wierzę, że masz czelność tu przychodzić! – wykrzyknęłam, zanim jeszcze zamknęłam za nim drzwi. Stał w progu, z tym swoim dawnym spojrzeniem – kiedyś pełnym czułości, dziś już tylko zmęczonym i nieco nieobecnym. Michał, mój były mąż, człowiek, który przez lata był moim światem, a potem zamienił go w ruinę.

Przez chwilę patrzyliśmy na siebie w milczeniu. W powietrzu wisiała cała historia naszych kłótni, łez i niewypowiedzianych żali. W końcu odezwał się cicho:

– Muszę zobaczyć się z Antkiem. Proszę cię, Marto. To dla mnie ważne.

Poczułam, jak ściska mi się gardło. Chciałam krzyczeć, że nie ma prawa, że przez lata nie interesował się synem, że jego zdrady odebrały nam wszystko – dom, poczucie bezpieczeństwa, moje zaufanie do ludzi. Ale Antek siedział w swoim pokoju, pewnie słyszał nasze podniesione głosy. Nie chciałam, żeby znów był świadkiem naszych awantur.

Zacisnęłam pięści. – Dlaczego teraz? Po tylu miesiącach ciszy? – spytałam przez zaciśnięte zęby.

Michał spuścił wzrok. – Wyjeżdżam za granicę. Może na długo. Chciałem się pożegnać… i przeprosić.

Przeprosić? To słowo zabrzmiało jak kpina. Przeprasza się za rozlaną kawę, nie za lata kłamstw i upokorzeń. Przez chwilę miałam ochotę zatrzasnąć mu drzwi przed nosem, ale wtedy zobaczyłam w jego oczach coś, czego nie widziałam od dawna – prawdziwy żal.

Weszliśmy do salonu. Michał usiadł na brzegu kanapy, jakby bał się zostawić po sobie ślad. Ja stałam przy oknie, udając, że patrzę na szare bloki za szybą. W głowie miałam mętlik: czy powinnam pozwolić mu zobaczyć się z Antkiem? Czy to nie zrani mojego syna jeszcze bardziej?

Przypomniałam sobie tamten dzień sprzed dwóch lat, kiedy odkryłam jego zdradę. Siedziałam wtedy na tej samej kanapie, trzymając w ręku telefon z wiadomościami od innej kobiety. Michał tłumaczył się, płakał, obiecywał poprawę. Ale potem wszystko wróciło do normy – jego późne powroty do domu, tajemnicze rozmowy, coraz większy dystans między nami. W końcu nie wytrzymałam i wyrzuciłam go z mieszkania.

Od tamtej pory byłam sama z Antkiem. Mój syn miał wtedy siedem lat i nagle musiał dorosnąć szybciej niż jego rówieśnicy. Próbowałam być dla niego matką i ojcem jednocześnie, ale czasem brakowało mi sił. Zwłaszcza wieczorami, kiedy zasypiał wtulony we mnie i pytał: „Mamo, dlaczego tata już nie mieszka z nami?”

Teraz Michał chciał wrócić – choćby na chwilę – do naszego życia. Bałam się tego spotkania bardziej niż czegokolwiek innego.

– Antek jest w swoim pokoju – powiedziałam w końcu cicho. – Ale jeśli go skrzywdzisz…

– Nie skrzywdzę – przerwał mi łamiącym się głosem.

Zawołałam syna. Przyszedł niepewnie, patrząc to na mnie, to na ojca. Michał uśmiechnął się blado.

– Cześć, synku.

Antek milczał przez chwilę, a potem rzucił się ojcu na szyję. Michał objął go mocno i przez moment zobaczyłam ich takimi, jakimi byli kiedyś – szczęśliwymi, beztroskimi.

Usiadłam na fotelu i obserwowałam ich rozmowę. Michał opowiadał Antkowi o swojej pracy za granicą, o tym, jak bardzo tęsknił i jak bardzo żałuje wszystkiego, co się stało. Słuchałam tego z mieszanką gniewu i smutku. Chciałam wierzyć w jego słowa, ale wiedziałam już za dużo o tym, jak łatwo można kogoś zranić.

Po godzinie Michał wstał i spojrzał na mnie pytająco. Skinęłam głową – wiedziałam, że to już koniec tego spotkania.

– Muszę już iść – powiedział do Antka. – Ale pamiętaj: zawsze będę cię kochał.

Antek przytulił się do niego jeszcze raz i wybiegł do swojego pokoju. Michał podszedł do mnie.

– Dziękuję ci… za wszystko.

Nie odpowiedziałam. Patrzyłam tylko na niego z mieszaniną ulgi i żalu. Kiedy zamknęły się za nim drzwi, poczułam się tak pusta jak nigdy wcześniej.

Wieczorem Antek zapytał:

– Mamo, czy tata wróci?

Poczułam łzy pod powiekami.

– Nie wiem, kochanie… Ale zawsze będziemy razem.

Kiedy usnął, długo siedziałam przy jego łóżku i myślałam o tym wszystkim. Czy dobrze zrobiłam? Czy powinnam była pozwolić Michałowi na to pożegnanie? A może tylko otworzyłam stare rany?

Czasem zastanawiam się: czy przebaczenie naprawdę przynosi ukojenie? Czy można zapomnieć o bólu i zacząć od nowa? Może nigdy nie znajdę odpowiedzi… Ale wiem jedno: dla mojego syna muszę być silna – nawet wtedy, gdy sama czuję się słaba.