Telefon o północy, który zmienił wszystko: Moja teściowa, policja i noc pełna łez
– Zosia, odbierz, proszę, odbierz… – szeptałam do siebie, patrząc na migający ekran telefonu. Była 00:17, a na wyświetlaczu widniało imię „Mama Marek”. Moja teściowa. Serce waliło mi jak młotem. Przecież jeszcze kilka godzin temu siedzieliśmy razem przy stole, świętując jej urodziny. Wtedy już czułam, że coś wisi w powietrzu – Marek, mój mąż, był spięty, a jego matka coraz bardziej nerwowa z każdym kieliszkiem wina.
Odebrałam. Po drugiej stronie usłyszałam roztrzęsiony głos:
– Zosiu… musisz przyjechać. Marek… on… on coś zrobił. Proszę, przyjedź z małą.
Nie zdążyłam nawet zapytać o szczegóły. Słyszałam tylko szloch i trzask odkładanej słuchawki. Spojrzałam na śpiącą w łóżeczku Hanię – naszą córeczkę, która przez cały dzień była marudna i płaczliwa. W głowie kłębiły mi się myśli: czy powinnam ją budzić? Czy to bezpieczne? Ale nie mogłam zostawić teściowej samej w środku nocy.
Wciągnęłam na siebie kurtkę, owinęłam Hanię kocykiem i wyszłam na zimny, listopadowy wiatr. Po drodze próbowałam dodzwonić się do Marka – bez skutku. W głowie pojawiały się najczarniejsze scenariusze: wypadek? Awantura? Policja?
Kiedy dotarłam pod blok teściowej, zobaczyłam radiowóz zaparkowany tuż przy wejściu. Nogi miałam jak z waty. Weszłam do klatki schodowej i od razu usłyszałam podniesione głosy. Drzwi do mieszkania były uchylone.
– Zosia! – Teściowa rzuciła mi się na szyję, łkając. – On… on pobił się z sąsiadem! Wszystko przez tę przeklętą imprezę…
W salonie siedział Marek z rozciętą wargą, a obok niego policjant spisujący zeznania. Mała Hania zaczęła płakać, przestraszona hałasem i obcymi ludźmi.
– Proszę pani, czy może pani uspokoić dziecko? – rzucił zirytowany funkcjonariusz.
– Przepraszam… – szepnęłam, próbując ukołysać Hanię na rękach.
Teściowa zaczęła tłumaczyć policjantom, że sąsiad od lat prowokuje jej syna, że to wszystko przez niego. Marek milczał, patrząc w podłogę. Czułam narastającą złość – przecież ostrzegałam go przed tą imprezą! Wiedziałam, że alkohol i stare urazy to mieszanka wybuchowa.
– Zosia, powiedz im! Powiedz, że Marek nie jest agresywny! – błagała mnie teściowa.
Ale ja nie mogłam kłamać. Widziałam już wcześniej, jak Marek traci panowanie nad sobą po alkoholu. Ile razy prosiłam go, żeby przestał pić? Ile razy słyszałam: „To tylko okazja, kochanie”? A potem zawsze kończyło się tak samo – awanturą albo cichym płaczem w poduszkę.
Policjanci zabrali sąsiada i Marka na komisariat. Teściowa została ze mną i Hanią w pustym mieszkaniu. Siedziałyśmy w milczeniu, słuchając tykania zegara i szlochu dziecka.
– Zosiu… ja już nie mam siły – wyszeptała teściowa. – On był taki dobry chłopak… Co się z nim stało?
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Sama zadawałam sobie to pytanie od miesięcy. Czy to praca? Stres? A może po prostu nigdy go nie znałam tak dobrze, jak myślałam?
Nad ranem wrócił Marek – zmęczony, zrezygnowany. Bez słowa położył się na kanapie. Teściowa próbowała go przytulić, ale odepchnął ją szorstko.
– Zostaw mnie! – krzyknął.
Hania znów zaczęła płakać. Wzięłam ją na ręce i wyszłam na balkon, żeby zaczerpnąć powietrza. Patrzyłam na ciemne okna sąsiadów i zastanawiałam się: ile jeszcze takich nocy przede mną? Ile razy będę musiała wybierać między lojalnością wobec męża a bezpieczeństwem własnego dziecka?
Gdy wróciłam do środka, teściowa siedziała skulona przy stole.
– Zosiu… przepraszam cię za wszystko. Za Marka… za tę noc…
Poczułam łzy napływające do oczu. Chciałam jej powiedzieć, że to nie jej wina. Że każdy z nas nosi swoje demony i czasem one wygrywają.
Ale nie powiedziałam nic. Po prostu usiadłam obok niej i objęłam ją ramieniem.
Dziś minął tydzień od tamtej nocy. Marek unika rozmów, teściowa dzwoni codziennie z pytaniem o Hanię. Ja coraz częściej myślę o tym, czy potrafię jeszcze zaufać człowiekowi, którego kiedyś kochałam bezgranicznie.
Czy można naprawić rodzinę po takiej nocy? Czy lepiej odejść i chronić siebie oraz dziecko? Może czasem największą odwagą jest powiedzieć „dość”? Nie wiem… Ale wiem jedno: tej nocy już nigdy nie zapomnę.