„Przyjaciel, który zdradził: Co usłyszałem, gdy zapomniał się rozłączyć”
– Anka, serio, musimy znowu jechać do tych wieśniaków? – głos Michała brzmiał ostro i pełen irytacji. Stałem w kuchni, z telefonem w dłoni, a serce waliło mi jak młot. Przed chwilą skończyliśmy rozmowę – przynajmniej tak mi się wydawało. Chciałem zaprosić Michała i jego żonę na grilla do naszego domku pod Warszawą. Byliśmy przyjaciółmi od liceum, razem przeżyliśmy niejedną burzę. Ale teraz… nie mogłem uwierzyć w to, co słyszę.
– Przecież oni są tacy… nudni. Zawsze te same rozmowy o dzieciach i kredytach. A ta ich córka… no błagam cię, Anka, przecież ona nawet nie potrafi się normalnie zachować przy stole! – Michał kontynuował, nieświadomy, że jego telefon wciąż jest połączony.
Poczułem, jakby ktoś wylał na mnie kubeł lodowatej wody. Moja żona, Kasia, weszła do kuchni z uśmiechem na twarzy.
– I co? Przyjadą? – zapytała radośnie.
Nie potrafiłem odpowiedzieć. W głowie miałem tylko słowa Michała. „Wieśniacy”, „nudni”, „ich córka”…
– Halo? – usłyszałem jeszcze głos Anki. – Michał, wyłącz ten telefon, bo jeszcze usłyszą!
Wtedy połączenie się urwało. Stałem przez chwilę w bezruchu, próbując zrozumieć, co się właśnie wydarzyło. Przez lata uważałem Michała za brata. Pomagałem mu, gdy miał problemy w pracy, pożyczałem pieniądze, kiedy remontowali mieszkanie. Nasze dzieci bawiły się razem na placu zabaw. A teraz…
– Co się stało? – Kasia spojrzała na mnie z niepokojem.
– Nic… – wymamrotałem i odwróciłem wzrok. Nie chciałem jej martwić. Przynajmniej jeszcze nie teraz.
Cały wieczór chodziłem jak struty. W głowie powtarzały mi się słowa Michała jak mantra. Czy naprawdę tak nas postrzegał? Czy przez te wszystkie lata udawał przyjaźń?
Następnego dnia zadzwonił.
– Cześć, stary! – zaczął jak gdyby nigdy nic. – Słuchaj, Anka mówiła, że coś się stało z połączeniem…
Nie wytrzymałem.
– Michał, słyszałem wszystko – powiedziałem cicho.
Po drugiej stronie zapadła cisza.
– Słuchaj… to nie tak… – zaczął się tłumaczyć. – Byłem zmęczony po pracy, Anka mnie denerwowała… Nie chciałem tego mówić…
– Ale powiedziałeś – przerwałem mu. – I chyba właśnie tak myślisz.
Nie odpowiedział od razu. Usłyszałem tylko jego ciężki oddech.
– Może czasem przesadzam… Ale przecież wiesz, że cię szanuję…
– Szanujesz? – powtórzyłem z goryczą. – Wiesz co? Chyba muszę to przemyśleć.
Rozłączyłem się pierwszy raz od lat bez pożegnania. Kasia patrzyła na mnie pytająco.
– Michał powiedział coś przykrego? – zapytała cicho.
Opowiedziałem jej wszystko. Widziałem łzy w jej oczach.
– Myślałam, że jesteśmy dla nich ważni… – wyszeptała.
Przez kolejne dni atmosfera w domu była ciężka. Córka pytała, czy Ola i jej rodzice przyjadą na grilla. Nie wiedziałem, co odpowiedzieć.
W pracy byłem rozkojarzony. Zastanawiałem się, ile jeszcze osób wokół mnie udaje przyjaźń? Czy naprawdę jestem taki nudny? Czy nasza rodzina jest aż tak inna?
Po tygodniu dostałem SMS-a od Michała: „Przepraszam. Chcę pogadać”.
Spotkaliśmy się w parku, gdzie kiedyś razem biegaliśmy po lekcjach.
– Stary, zawaliłem – zaczął bez ogródek. – Wiem, że cię zraniłem. Ale czasem mam wrażenie, że nasze życia się rozjechały… Ty masz rodzinę, dom pod Warszawą… Ja ciągle gonię za czymś i chyba zazdroszczę ci tej stabilizacji.
Patrzyłem na niego długo w milczeniu.
– To nie powód, żeby obrażać moją rodzinę – powiedziałem spokojnie.
Michał spuścił wzrok.
– Masz rację. Nie wiem, czy potrafię to naprawić…
Wróciłem do domu z ciężkim sercem. Kasia czekała na mnie w kuchni.
– I co? – zapytała cicho.
– Przeprosił… Ale nie wiem, czy potrafię mu wybaczyć – odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
Wieczorem długo leżałem bezsennie, patrząc w sufit. Przypominały mi się wszystkie wspólne chwile: pierwsze piwo po maturze, wspólne wakacje nad Bałtykiem, narodziny naszych dzieci… Czy to wszystko było kłamstwem?
Następnego dnia Kasia zaproponowała:
– Może powinniśmy porozmawiać z Olą? Powiedzieć jej prawdę?
Pokręciłem głową.
– Jest jeszcze za mała. Nie chcę jej mieszać w dorosłe sprawy.
Przez kolejne tygodnie unikaliśmy kontaktu z Michałem i Anką. Ola dopytywała o swoją przyjaciółkę coraz rzadziej. W końcu przestała pytać.
Czasami spotykaliśmy się przypadkiem na osiedlu. Krótkie „cześć”, wymuszone uśmiechy i szybkie odejście w swoją stronę.
Zastanawiam się czasem: czy warto było tyle inwestować w tę przyjaźń? Czy można odbudować zaufanie po takim ciosie? A może lepiej nauczyć się odpuszczać i iść dalej?
Może każdy z nas nosi maski i czasem lepiej nie wiedzieć wszystkiego o innych? Jak wy byście postąpili na moim miejscu?