Bukiet od byłego teścia

Wszystko zaczęło się dziś rano, kiedy dźwięk domofonu wyrwał mnie z zamyślenia. Otworzyłam drzwi, a kurier wręczył mi bukiet białych lilii – moich ulubionych. Zanim zdążyłam zapytać, od kogo są, już go nie było. Zadrżałam, widząc karteczkę: „Uroczej Małgorzacie”. Tylko jedna osoba w moim życiu tak do mnie mówiła – mój były teść, pan Stanisław.

Od rozwodu z Pawłem minęły dwa lata, ale wspomnienia wciąż były żywe. Nie chodziło nawet o uczucia do byłego męża – te wygasły szybciej, niż się spodziewałam. Najbardziej bolało to, jak potraktowała mnie jego rodzina. Zwłaszcza matka Pawła, pani Teresa, która nigdy nie zaakceptowała mnie jako synowej. „Małgorzata, ty nie pasujesz do naszej rodziny. Jesteś zbyt… zwyczajna” – powiedziała mi kiedyś podczas rodzinnego obiadu, patrząc na mnie z góry przez swoje okulary w złotej oprawie.

Ale Stanisław był inny. Zawsze miał dla mnie ciepłe słowo, potrafił rozśmieszyć nawet w najgorszy dzień. Po rozwodzie przestał się odzywać – pewnie nie chciał stawać po żadnej stronie. A teraz ten bukiet… Czyżby chciał się ze mną spotkać? A może to tylko gest pożegnania?

Nie mogłam się powstrzymać i zadzwoniłam do niego. Odebrał po kilku sygnałach. „Małgosiu… wiedziałem, że zadzwonisz” – usłyszałam jego ciepły głos. „Musimy porozmawiać. To ważne. Przyjdź dziś wieczorem do kawiarni na rogu.”

Cały dzień chodziłam jak struta. W pracy nie mogłam się skupić, koleżanka z biura, Anka, zauważyła moją nieobecność myślami. „Coś się stało?” – zapytała z troską. „Dostałam kwiaty od… byłego teścia” – odpowiedziałam cicho. Anka uniosła brwi: „To dziwne. Może coś się stało Pawłowi?” Przeszył mnie dreszcz.

Wieczorem ubrałam się starannie – nie chciałam wyglądać na zbyt przejętą, ale też nie mogłam pozwolić sobie na bylejakość. Kawiarnia była prawie pusta. Stanisław siedział przy oknie, popijając herbatę. Wyglądał starzej niż go zapamiętałam – siwe włosy i zmęczone oczy zdradzały, że życie go nie oszczędzało.

„Dziękuję za kwiaty” – zaczęłam niepewnie, siadając naprzeciwko niego.

Uśmiechnął się smutno. „Chciałem ci podziękować za wszystko, co zrobiłaś dla Pawła… i dla naszej rodziny. Wiem, że Teresa była dla ciebie okrutna. Nie potrafiłem wtedy stanąć po twojej stronie. Bałem się konfliktu w domu. Ale teraz… teraz już nie ma znaczenia. Teresa odeszła pół roku temu.”

Zatkało mnie. „Nie wiedziałam… Przykro mi.” W jego oczach pojawiły się łzy.

„Była uparta do końca. Nawet na łożu śmierci nie chciała cię widzieć. Ale ja… ja żałuję, że pozwoliłem jej rządzić naszym życiem.” Przez chwilę milczeliśmy.

„Dlaczego teraz?” – zapytałam cicho.

Westchnął ciężko. „Bo czuję się winny. Bo wiem, że Pawłowi też nie jest łatwo. On… on żałuje rozwodu, Małgosiu. Ale jest zbyt dumny, żeby ci to powiedzieć.” Spojrzał na mnie badawczo.

Poczułam narastający gniew i smutek jednocześnie. „To już nie ma znaczenia. Pawła nie ma w moim życiu od dawna. Każdy z nas poszedł swoją drogą.” Ale czy naprawdę? Czy nie tęskniłam czasem za tym spokojem, który dawała mi ich rodzina – nawet jeśli była pełna konfliktów?

Stanisław wyjął z kieszeni kopertę i podał mi ją drżącą ręką.

„Co to?”

„List od Pawła. Napisał go kilka miesięcy temu, ale nie miał odwagi ci go wysłać.” Przez chwilę patrzyłam na kopertę jak na coś obcego.

W domu długo wahałam się, zanim ją otworzyłam. W środku było kilka kartek zapisanych drobnym pismem:

„Małgosiu,
Nie wiem, czy kiedykolwiek będziesz chciała to przeczytać. Wiem, że zawiodłem cię na wielu frontach – jako mąż, przyjaciel i człowiek. Pozwoliłem matce decydować o naszym życiu i nigdy cię przed nią nie obroniłem. Teraz widzę, jak bardzo cię to zraniło.
Nie proszę o wybaczenie ani o drugą szansę. Chcę tylko, żebyś wiedziała, że żałuję każdego dnia bez ciebie i że zawsze będziesz dla mnie kimś wyjątkowym.
Paweł”

Łzy spływały mi po policzkach, gdy czytałam te słowa. Przez chwilę poczułam ulgę – ktoś w końcu przyznał się do winy i docenił mój ból.

Następnego dnia zadzwonił Paweł.

„Małgosiu… dostałaś mój list?”

Milczałam przez chwilę.

„Dostałam. Dziękuję za szczerość.” Słyszałam jego ciężki oddech po drugiej stronie słuchawki.

„Nie chcę niczego naprawiać na siłę… Chciałem tylko powiedzieć przepraszam.” Było w tym coś prawdziwego – pierwszy raz od lat usłyszałam w jego głosie skruchę.

„Może kiedyś uda nam się porozmawiać jak dawniej? Bez pretensji?” – zapytałam cicho.

„Chciałbym tego bardzo.” Rozłączyliśmy się bez dalszych słów.

Przez kolejne dni myślałam o wszystkim: o latach spędzonych z Pawłem, o rodzinnych świętach pełnych napięcia i o tym jednym człowieku – Stanisławie – który próbował naprawić błędy całej rodziny jednym bukietem lilii.

Czy można wybaczyć przeszłość? Czy warto próbować odbudować relacje po tylu latach bólu? A może lepiej zostawić wszystko za sobą i zacząć nowy rozdział? Co wy byście zrobili na moim miejscu?