Zerwane Kajdany: Moja Walka o Wolność od Toksycznego Związku z Krzyśkiem
— Znowu tyle tego nakupiłaś? — Krzysiek stał oparty o framugę drzwi, z papierosem w ustach i wzrokiem pełnym pretensji. Krople potu spływały mi po czole, a ręce drżały od ciężaru siatek. W głowie kłębiły się myśli: „Czemu zawsze muszę wszystko robić sama? Czemu on nawet nie ruszy się, żeby pomóc?”
Odstawiłam zakupy na blat, starając się nie patrzeć mu w oczy. Wiedziałam, że jeśli zacznę dyskutować, zaraz wybuchnie awantura. Krzysiek był mistrzem w przerzucaniu winy na innych. — Może byś chociaż raz pomógł? — wyrwało mi się cicho.
— Ja? Przecież cały dzień załatwiałem sprawy! — rzucił z oburzeniem, choć wiedziałam, że większość dnia przesiedział przed komputerem, grając w gry. Jego „sprawy” to były kolejne wymówki, by nie szukać pracy na poważnie. Od miesięcy żyliśmy z mojej pensji i jego dorywczych fuch, które ledwo starczały na raty kredytu, który wziął na nowy telewizor.
W kuchni unosił się zapach świeżych warzyw i… rozczarowania. Przypomniałam sobie, jak kiedyś śmialiśmy się razem, gotując kolację przy winie. Teraz nawet wspólne posiłki były rzadkością. Krzysiek coraz częściej zamykał się w swoim świecie, a ja czułam się coraz bardziej samotna.
Wieczorem usiadłam na łóżku z kubkiem herbaty. W tle słyszałam dźwięki strzelaniny z jego gry. Próbowałam czytać książkę, ale nie mogłam się skupić. Myśli wracały do tej samej kwestii: „Czy to jest życie, o jakim marzyłam?”
Następnego dnia zadzwoniła mama. — Magda, kochanie, jak się trzymasz? — Jej głos był ciepły, ale wyczuwałam troskę.
— Dobrze… — skłamałam. Nie chciałam martwić rodziców. Oni nigdy nie przepadali za Krzyśkiem. Mówili, że jest leniwy i nieodpowiedzialny. Ja wtedy widziałam w nim buntownika z duszą artysty.
— Jeśli będziesz czegoś potrzebować, pamiętaj, że zawsze możesz wrócić do domu — dodała mama.
Po rozmowie długo patrzyłam w lustro. Zobaczyłam zmęczoną kobietę z podkrążonymi oczami i smutkiem wypisanym na twarzy. Gdzie podziała się ta radosna Magda sprzed kilku lat?
Kolejne tygodnie były coraz trudniejsze. Krzysiek coraz częściej podnosił głos, a ja coraz częściej płakałam po nocach. Pewnego wieczoru wróciłam do domu później niż zwykle. W drzwiach czekał na mnie Krzysiek.
— Gdzie byłaś tak długo? — zapytał podejrzliwie.
— Miałam nadgodziny w pracy…
— Jasne! Pewnie znowu plotkowałaś z tą swoją Kaśką! — krzyczał coraz głośniej.
Nie wytrzymałam. — Dość! Mam dość twoich oskarżeń i lenistwa! — krzyknęłam przez łzy.
Wtedy pierwszy raz zobaczyłam w jego oczach strach. Może dotarło do niego, że naprawdę mogę odejść?
Następnego dnia spakowałam kilka rzeczy do walizki. Krzysiek spał jeszcze po nocnej sesji przed komputerem. Napisałam mu krótką wiadomość: „Muszę odpocząć od tego wszystkiego. Nie szukaj mnie.”
Pojechałam do rodziców do Piotrkowa Trybunalskiego. Mama przytuliła mnie mocno, a tata tylko pokiwał głową ze zrozumieniem.
Pierwsze dni były trudne. Czułam ulgę, ale też ogromny lęk przed przyszłością. Czy dam sobie radę sama? Czy znajdę w sobie siłę, by zacząć od nowa?
Każdego dnia uczyłam się na nowo oddychać pełną piersią. Zaczęłam biegać po lesie, zapisałam się na kurs angielskiego i powoli odzyskiwałam siebie.
Krzysiek dzwonił codziennie przez pierwsze dwa tygodnie. Najpierw błagał o powrót, potem groził, że sobie nie poradzi beze mnie. Nie odebrałam ani razu.
Pewnego wieczoru siedziałam z mamą przy herbacie.
— Wiesz, Magda… jesteśmy z ciebie dumni — powiedziała cicho.
Łzy popłynęły mi po policzkach. Po raz pierwszy od dawna poczułam się wolna.
Dziś wiem, że decyzja o odejściu była najtrudniejszą i najważniejszą w moim życiu. Czasem jeszcze budzę się w nocy z lękiem, ale już nie boję się przyszłości.
Czy naprawdę trzeba aż tyle bólu, by zrozumieć własną wartość? Ile kobiet tkwi jeszcze w takich relacjach jak ja? Może moja historia pomoże komuś podjąć pierwszy krok ku wolności.