Wesele Marzeń, Które Stało Się Koszmarem: Jak Pieniądze i Duma Podzieliły Naszą Rodzinę

– Mamo, musisz to zrozumieć! – krzyknęła Ania, trzaskając drzwiami swojego pokoju. Stałam w korytarzu, ściskając w dłoni kubek z zimną już herbatą. W powietrzu wisiała cisza, którą przerywały tylko jej szlochy zza ściany. Jeszcze kilka tygodni temu wyobrażałam sobie, jak będziemy razem wybierać suknię ślubną, śmiać się i płakać ze wzruszenia. Teraz łzy płynęły tylko z bezsilności.

Wszystko zaczęło się niewinnie. Ania wróciła do domu z szerokim uśmiechem i pierścionkiem na palcu. – Mamo, Michał mi się oświadczył! – wykrzyknęła, a ja rzuciłam się jej na szyję. Przez chwilę byłam najszczęśliwszą matką na świecie. Michał był miły, spokojny, trochę nieśmiały – taki chłopak, jakiego każda matka życzyłaby swojej córce. Nie miał bogatych rodziców, ale przecież to nie pieniądze są najważniejsze… Tak wtedy myślałam.

Pierwsze schody pojawiły się już przy ustalaniu daty ślubu. – Wesele musi być w dużej sali – powiedziała moja teściowa, pani Helena, z miną nieznoszącą sprzeciwu. – U nas w rodzinie zawsze były duże wesela. – Ale przecież Michał dopiero co dostał pracę, a my nie mamy oszczędności – próbowałam tłumaczyć. – To nie wypada! – rzuciła Helena, patrząc na mnie z góry. – Co ludzie powiedzą?

Ania siedziała wtedy cicho, ściskając dłoń Michała pod stołem. Widziałam jej niepewność i strach w oczach. Chciałam ją przytulić i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze, ale sama zaczynałam w to wątpić.

Zaczęły się rozmowy o pieniądzach. Kto za co płaci? Ile gości? Czy orkiestra czy DJ? Michał milczał, a Ania próbowała wszystkich pogodzić. – Mamo, może zrobimy mniejsze wesele? – pytała mnie wieczorami. – Kochanie, ja chcę dla ciebie wszystkiego co najlepsze – odpowiadałam, choć wiedziałam, że nasze możliwości są ograniczone.

Pewnego dnia Michał przyszedł do nas sam. – Pani Zofio, chciałem porozmawiać… Nie stać mnie na takie wesele, jakiego oczekuje moja mama. Może powinniśmy zrobić coś skromniejszego? – spojrzał na mnie z nadzieją. Poczułam ukłucie żalu i wstydu. Przecież to nie jego wina, że nie ma pieniędzy. Ale czy powinnam pozwolić, żeby moja córka miała gorsze wesele niż kuzynki?

– Michał, rozumiem cię… Ale musimy to wszystko przemyśleć – odpowiedziałam wymijająco.

Od tego dnia atmosfera w domu zgęstniała jak śmietana zostawiona na słońcu. Każda rozmowa kończyła się kłótnią lub obrażonym milczeniem. Ania coraz częściej zamykała się w swoim pokoju. Michał przestał przychodzić tak często jak dawniej.

Pewnego wieczoru usłyszałam rozmowę Ani z ojcem:
– Tato, czy naprawdę musimy robić takie wielkie wesele?
– Aniu, twoja mama chce dobrze… Ale może powinniście pomyśleć o sobie, a nie o tym, co powiedzą inni.
– Ale babcia Helena już wszystkim rozpowiedziała, że będzie sala na dwieście osób!
– Ludzie zawsze gadają…

Siedziałam wtedy w kuchni i czułam się jak intruz we własnym domu. Zaczęłam się zastanawiać: dla kogo właściwie jest to wesele? Dla Ani? Dla Michała? Czy może dla nas wszystkich, żebyśmy mogli pokazać się przed rodziną i sąsiadami?

Kiedy przyszło do podpisania umowy z salą weselną, okazało się, że zadatek jest dwa razy wyższy niż zakładaliśmy. Michał blady jak ściana wyjął kartę kredytową i powiedział: – Zapłacę połowę…
– Nie pozwolę ci się zadłużać! – krzyknęła Ania.
– To ja zapłacę resztę! – rzuciłam impulsywnie, choć wiedziałam, że będziemy musieli pożyczyć pieniądze od mojej siostry.

Od tej pory wszystko szło już tylko gorzej. Helena zaczęła rozpowiadać po rodzinie Michała, że „u Zofii bieda aż piszczy” i „Ania chce złapać bogatego chłopaka”. Moja siostra wypominała mi każdy grosz pożyczki. Mąż coraz częściej wychodził z domu pod pretekstem pracy w ogródku.

Ania była cieniem samej siebie. Przestała jeść, schudła kilka kilogramów w miesiąc. Pewnego dnia znalazłam ją płaczącą na łóżku:
– Mamo… Ja już nie chcę tego wesela…
– Kochanie…
– To wszystko przez pieniądze! Przez dumę! Przez to, że wszyscy chcą być lepsi od innych!

Przytuliłam ją mocno i po raz pierwszy od dawna poczułam łzy na własnych policzkach.

W końcu nadszedł dzień ślubu. Sala była piękna, goście dopisali, orkiestra grała do rana. Ale nikt nie był szczęśliwy tak naprawdę. Michał patrzył na Anię z troską i smutkiem. Ja siedziałam przy stole i czułam pustkę.

Po weselu Ania wyjechała z Michałem do Wrocławia. Od tamtej pory widujemy się rzadko. Nasza rodzina już nigdy nie była taka sama.

Często wracam myślami do tamtych dni i pytam siebie: czy naprawdę warto było poświęcić szczęście dziecka dla kilku godzin pokazowego wesela? Czy duma i pieniądze są ważniejsze niż miłość i spokój?

A Wy? Czy też daliście się kiedyś złapać w pułapkę cudzych oczekiwań?