Miłość na wagę: Opowieść o babci, która dzieliła wnuki

– Dlaczego Kuba znowu dostał prezent, a Jaś nie? – zapytałam, starając się utrzymać spokojny ton, choć w środku aż się gotowałam. Siedzieliśmy przy stole w salonie mojej teściowej, a ona z uśmiechem wręczała nową kolejkę elektryczną mojemu starszemu synowi. Jaś patrzył na to wszystko wielkimi oczami, ściskając w dłoni tylko czekoladowego batonika.

To nie był pierwszy raz. Od kilku miesięcy widziałam, jak teściowa – pani Halina – coraz wyraźniej faworyzuje Kubę. Zawsze miała dla niego czas, zabierała go na spacery, kupowała drogie zabawki. Jaś był jakby niewidzialny. Z początku myślałam, że przesadzam. Może Kuba jest starszy i łatwiej jej z nim rozmawiać? Może Jaś jest jeszcze za mały? Ale z każdym kolejnym weekendem widziałam coraz wyraźniej: to nie była kwestia wieku czy charakteru. To była jawna niesprawiedliwość.

Mój mąż, Tomek, początkowo nie chciał w to wierzyć. – Przecież mama kocha obu chłopców – powtarzał. – Może Jaś po prostu mniej się garnie do niej? Ale widziałam, jak Jaś coraz częściej chowa się za mną, kiedy przyjeżdżamy do babci. Jak jego oczy gasną, gdy Kuba dostaje kolejną pochwałę albo prezent. Jak zaczyna pytać: „Mamo, czy ja też jestem fajny?”

Pewnego dnia nie wytrzymałam. Po obiedzie poprosiłam teściową na bok.
– Pani Halino, czy mogę z panią porozmawiać?
Spojrzała na mnie z lekkim zniecierpliwieniem.
– Oczywiście, Magdo. Co się stało?
– Zauważyłam, że Kuba dostaje od pani dużo więcej uwagi niż Jaś. On to widzi. To go boli.
Teściowa wzruszyła ramionami.
– Kuba jest starszy, rozumie więcej. Poza tym jest taki grzeczny! Jaś ciągle marudzi i płacze.
– Ale on ma dopiero cztery lata! – odpowiedziałam drżącym głosem. – On potrzebuje miłości tak samo jak Kuba.
– Nie przesadzaj – ucięła rozmowę. – Każde dziecko jest inne.

Wróciłam do domu z ciężkim sercem. Przez całą noc przewracałam się z boku na bok. Czy powinnam była być bardziej stanowcza? Czy może rzeczywiście przesadzam? Ale rano zobaczyłam Jasia siedzącego w kącie pokoju, układającego samotnie klocki. Wtedy podjęłam decyzję: muszę coś zrobić.

Zaczęłam rozmawiać z Tomkiem coraz częściej i otwarciej. W końcu zgodził się pojechać ze mną do jego mamy i porozmawiać razem. Przy stole usiedliśmy we trójkę. Tomek zaczął:
– Mamo, Magda ma rację. Ja też widzę, że Kuba dostaje od ciebie więcej uwagi niż Jaś. To nie jest fair.
Teściowa spojrzała na nas zaskoczona.
– Przecież kocham ich obu! Ale Kuba jest taki podobny do mojego ojca…
– Ale to nie znaczy, że Jaś zasługuje na mniej miłości – powiedziałam cicho.
Przez chwilę panowała cisza. Widziałam, jak teściowa walczy ze sobą. W końcu powiedziała:
– Może rzeczywiście powinnam bardziej się postarać…

Myślałam, że coś się zmieni. Przez kilka tygodni było lepiej – teściowa próbowała angażować Jasia w rozmowy, przynosiła mu drobne upominki. Ale potem wszystko wróciło do starego schematu. Kuba był jej oczkiem w głowie, a Jaś znów stał się niewidzialny.

Zaczęły się kłótnie między mną a Tomkiem. On czuł się rozdarty między mną a swoją matką. Ja czułam się bezsilna i samotna. Najgorsze było jednak patrzeć na cierpienie własnego dziecka.

Pewnego wieczoru usiadłam przy łóżku Jasia.
– Mamo, dlaczego babcia mnie nie lubi? – zapytał cicho.
Łzy napłynęły mi do oczu.
– Babcia cię kocha, tylko czasem nie umie tego pokazać – odpowiedziałam, choć sama nie byłam pewna tych słów.

Zaczęłam szukać pomocy u znajomych i w internecie. Okazało się, że nie jestem sama – wiele rodzin zmaga się z podobnym problemem. Jedna z przyjaciółek poradziła mi: „Ogranicz kontakty z teściową na jakiś czas. Pokaż jej, że twoje dzieci zasługują na szacunek.”

To była trudna decyzja, ale postanowiłam spróbować. Przez kilka tygodni nie odwiedzaliśmy babci Haliny. Tęskniła za Kubą – dzwoniła codziennie, pytała o niego, ale o Jasia prawie nie wspominała.

W końcu zadzwoniła do mnie:
– Magdo, dlaczego mnie unikasz?
– Bo nie chcę patrzeć, jak moje dziecko cierpi przez pani zachowanie – odpowiedziałam szczerze.
Po drugiej stronie zapadła cisza.

Kilka dni później przyszła do nas niespodziewanie. Przyniosła dwa identyczne pluszaki dla chłopców i usiadła z nimi na dywanie.
– Chciałabym was lepiej poznać – powiedziała do Jasia.
Widziałam w jej oczach wysiłek i skruchę. To był pierwszy krok.

Nie wiem, czy kiedykolwiek będzie idealnie. Czasem mam wrażenie, że walczę z wiatrakami. Ale wiem jedno: muszę być głosem mojego dziecka i walczyć o jego szczęście.

Czy można nauczyć kogoś sprawiedliwości i miłości? Czy rodzina zawsze będzie miejscem bezwarunkowej akceptacji? Czasem zastanawiam się, ile jeszcze siły będę musiała znaleźć w sobie…