Ostatni powrót do domu: Historia Magdy i Pawła

Drzwi trzasnęły z hukiem, aż zadrżały szyby w oknach. Stałam w kuchni, z nożem w ręku, krojąc cebulę na bigos, kiedy usłyszałam ten dźwięk. Paweł wrócił późno, znacznie później niż zwykle. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, rzucił klucze na stół i bez słowa przeszedł do salonu.

— Gdzie byłeś? — zapytałam, starając się, by mój głos nie drżał.

— U Wojtka — odpowiedział krótko, nawet na mnie nie patrząc.

Wiedziałam, że kłamie. Znałam go od piętnastu lat i widziałam to w jego oczach. Ale nie miałam już siły na kolejną kłótnię. Ostatnie miesiące były pasmem nieporozumień, cichych dni i coraz dłuższych wieczorów spędzanych osobno.

Usiadłam naprzeciwko niego przy stole. Bigos parował na talerzach, ale żadne z nas nie miało apetytu. Paweł mieszał widelcem w jedzeniu, jakby szukał w nim odpowiedzi na pytania, których nie chciał zadać.

— Nie smakuje ci? — zapytałam cicho.

Wzruszył ramionami.

— Wszystko jest w porządku — mruknął.

Ale nic nie było w porządku. W powietrzu wisiała cisza tak gęsta, że można ją było kroić nożem. Przypomniałam sobie nasze początki — studenckie imprezy w Krakowie, wspólne marzenia o domku pod miastem, dzieciach biegających po ogrodzie. Teraz mieliśmy tylko siebie i tę ciszę.

Nagle zadzwonił telefon Pawła. Spojrzał na wyświetlacz i szybko wyciszył dźwięk.

— Kto to? — zapytałam, choć już znałam odpowiedź.

— Praca — rzucił nerwowo.

Wiedziałam, że to nieprawda. Ostatnio coraz częściej wychodził wieczorami pod pretekstem nadgodzin. Zaczęłam podejrzewać, że ma kogoś innego. Może to była tylko moja wyobraźnia, może zazdrość… Ale kobieca intuicja rzadko się myli.

Tego wieczoru nie wytrzymałam. Zanim zdążyłam się powstrzymać, słowa same wypłynęły z moich ust:

— Paweł… czy ty mnie zdradzasz?

Zamarł. Przez chwilę patrzył na mnie z niedowierzaniem, potem spuścił wzrok.

— Magda…

— Powiedz prawdę — przerwałam mu drżącym głosem.

Milczał dłuższą chwilę. W końcu skinął głową.

— Przepraszam… Nie chciałem… To się po prostu stało.

Poczułam, jak świat wali mi się na głowę. Przez chwilę miałam ochotę rzucić w niego talerzem, krzyczeć, płakać… Ale nie zrobiłam nic. Siedziałam tylko i patrzyłam na niego z niedowierzaniem.

— Kim ona jest? — spytałam cicho.

— To nie ma znaczenia…

— Dla mnie ma! — wybuchłam.

Paweł spuścił głowę. Widziałam łzy w jego oczach — pierwszy raz od lat.

— To koleżanka z pracy… Anka. To był błąd…

Nie chciałam słuchać tłumaczeń. Wstałam od stołu i wybiegłam z mieszkania. Na klatce schodowej spotkałam sąsiadkę, panią Halinę. Spojrzała na mnie z troską:

— Wszystko w porządku, Magdo?

Pokręciłam głową i pobiegłam dalej. Musiałam się przewietrzyć, ochłonąć…

Przez całą noc chodziłam po osiedlu. Przypominały mi się wszystkie nasze wspólne chwile: pierwsza randka nad Wisłą, narodziny syna Kacpra, wspólne wakacje nad Bałtykiem… Czy to wszystko miało się teraz rozpaść przez jedną zdradę?

Wróciłam do domu nad ranem. Paweł siedział na kanapie, nie spał całą noc. Wyglądał na starszego o dziesięć lat.

— Magda… Przepraszam cię. Kocham cię…

Nie odpowiedziałam. Weszłam do sypialni i zamknęłam drzwi.

Przez kolejne dni żyliśmy obok siebie jak obcy ludzie. Kacper zauważył napiętą atmosferę i coraz częściej zamykał się w swoim pokoju. Moja mama dzwoniła codziennie:

— Co się dzieje? Słychać wasze kłótnie przez ścianę!

Nie miałam siły jej tłumaczyć. W pracy też nie mogłam się skupić — szefowa zwróciła mi uwagę:

— Magda, co się z tobą dzieje? Zawsze byłaś taka sumienna…

W końcu postanowiłam powiedzieć Pawłowi prawdę:

— Nie potrafię ci wybaczyć — powiedziałam pewnego wieczoru. — Musisz się wyprowadzić.

Nie protestował. Spakował walizkę i wyszedł bez słowa.

Nastały najtrudniejsze tygodnie mojego życia. Samotność bolała bardziej niż zdrada. Kacper płakał po nocach i pytał:

— Mamo, kiedy tata wróci?

Nie umiałam mu odpowiedzieć.

Pewnego dnia zadzwoniła do mnie Anka — ta sama kobieta, przez którą rozpadło się moje małżeństwo.

— Magda… Przepraszam cię — powiedziała cicho do słuchawki. — Nie chciałam tego wszystkiego…

Chciałam ją znienawidzić, ale usłyszałam w jej głosie szczerość i żal.

— To nie tylko twoja wina — odpowiedziałam po chwili milczenia. — Paweł też podjął decyzję.

Rozłączyłyśmy się bez słowa więcej.

Minęły miesiące. Nauczyłam się żyć sama — dla siebie i dla Kacpra. Odkrywałam na nowo małe radości: spacer po Plantach, kawę z przyjaciółką w centrum Krakowa, czytanie książek wieczorami przy lampce wina.

Paweł czasem dzwonił, pytał o Kacpra, proponował spotkania we troje. Zgodziłam się raz — dla syna. Siedzieliśmy razem na ławce w parku, patrząc jak Kacper bawi się na placu zabaw.

— Magda… Może spróbujemy jeszcze raz? Dla niego?

Spojrzałam mu prosto w oczy:

— Nie potrafię już ci zaufać… Ale możemy być dobrymi rodzicami dla Kacpra.

Uśmiechnął się smutno i skinął głową.

Dziś wiem jedno: życie nigdy nie jest czarno-białe. Każdy z nas popełnia błędy, ale najważniejsze to umieć wybaczyć — przede wszystkim sobie samemu.

Czasem zastanawiam się: czy gdybym wtedy postąpiła inaczej, nasze życie wyglądałoby dziś lepiej? A może wszystko musiało się rozpaść, żebym mogła odnaleźć siebie?