Testament, który rozsypał moje życie: Kiedy miłość ukrywa sekrety
Gdy tylko notariusz wyczytał w testamencie imię Anny Malinowskiej, obcy, lodowaty dreszcz przeszedł mi przez plecy. Siedziałam wtedy w ciemnej, dusznej kancelarii z moją córką Pauliną i teściową, a światło niskiej żarówki padało na zmęczoną twarz notariusza. Głęboko wierzyłam, że ja, Elżbieta Nowak, wiem o swoim mężu wszystko. Przez piętnaście lat byliśmy razem – kłóciliśmy się, godziłyśmy, przechodziliśmy przez różne kryzysy, ale zawsze wierzyłam, że nie ma rzeczy, która mogłaby nas rozsadzić od środka. A potem pojawia się jedno imię.