Gdy Bóg pojawia się bez pukania

Gdy Bóg pojawia się bez pukania

Tamtej zimowej nocy zostałam sama z dwuletnim Kacprem, a jedno moje „niech się pobawi” uruchomiło lawinę, której nie dało się już zatrzymać. W kilka minut mój dom w małym miasteczku pod Poznaniem zamienił się w miejsce, gdzie strach mieszał się z wiarą, a ja musiałam zdecydować, komu ufam: sobie, ludziom czy Temu, o którym mówi się szeptem. Do dziś nie wiem, czy to była próba, cud, czy zwykła ludzka bezradność — wiem tylko, że od tamtej nocy inaczej słyszę ciszę.