Dzień, w którym zrozumiałam, że mój syn mnie nie słyszy
— Ivan, proszę cię, zostaw ten telefon i pomóż mi nakryć do stołu! — mój głos drżał bardziej niż zwykle. W kuchni pachniało pieczonym kurczakiem i świeżym koperkiem, a mimo to atmosfera była gęsta jak śmietana w zupie ogórkowej. Mój mąż, Marek, siedział już przy stole, przeglądając gazetę, jakby próbował się schować za szeleszczącymi stronami przed napięciem, które wisiało w powietrzu.
Ivan nawet nie podniósł wzroku. Jego palce tańczyły po ekranie telefonu z wprawą pianisty. — Zaraz, mamo — mruknął, nie odrywając się od ekranu. Poczułam znajome ukłucie w sercu — to samo, które pojawiało się za każdym razem, gdy próbowałam do niego dotrzeć, a on był jakby za szybą.
— Teraz, Ivan! — podniosłam głos. — Ile razy mam powtarzać? To nie jest hotel!
W końcu westchnął teatralnie i z ociąganiem odłożył telefon na blat. Przyszedł do stołu, rzucając sztućce z takim impetem, że jeden widelec spadł na podłogę. — Po co tyle krzyku? — burknął.
Marek spojrzał na mnie znad gazety. — Może byśmy zjedli spokojnie? — zaproponował cicho.
— Spokojnie? — powtórzyłam z goryczą. — Jak mam być spokojna, skoro nikt mnie tu nie słucha?
Ivan przewrócił oczami. — Przecież słyszę cię cały czas. Tylko… czasem przesadzasz.
To słowo — „przesadzasz” — uderzyło mnie mocniej niż jakakolwiek obelga. Poczułam, jak łzy napływają mi do oczu. Odwróciłam się szybko, udając, że muszę coś sprawdzić przy kuchence.
W głowie kłębiły mi się myśli: Gdzie popełniłam błąd? Czy to ja jestem zbyt wymagająca? Czy on naprawdę mnie nie słyszy?
Kolacja przebiegła w milczeniu. Tylko dźwięk sztućców i ciche westchnienia Marka przerywały ciszę. Po wszystkim Ivan wrócił do swojego pokoju bez słowa.
Zostałam sama w kuchni z górą brudnych naczyń i jeszcze większą górą żalu. Marek podszedł do mnie i delikatnie położył rękę na moim ramieniu.
— Może za bardzo naciskasz? On ma teraz trudny wiek…
— A może po prostu nie chce mnie słyszeć? — wyszeptałam.
Noc była niespokojna. Przewracałam się z boku na bok, analizując każdą rozmowę z Ivanem z ostatnich miesięcy. Przypomniałam sobie jego dziecięcy śmiech, kiedy razem piekliśmy pierniki na Boże Narodzenie. Gdzie się podział ten chłopiec?
Następnego dnia postanowiłam spróbować inaczej. Zamiast krzyczeć czy narzekać, zapukałam do jego pokoju.
— Ivan, masz chwilę?
Spojrzał na mnie podejrzliwie znad komputera. — Co jest?
Usiadłam na brzegu łóżka. — Chciałam cię przeprosić za wczoraj. Może rzeczywiście za bardzo naciskam… Ale martwię się o ciebie. Chciałabym, żebyśmy się lepiej rozumieli.
Ivan spuścił wzrok. Przez chwilę milczał, a potem powiedział cicho:
— Ty też mnie czasem nie słyszysz, mamo.
Zatkało mnie. — Jak to?
— Kiedy mówię ci, że mam dużo nauki albo że jestem zmęczony… Ty i tak każesz mi robić coś innego. Czasem mam wrażenie, że liczą się tylko twoje zasady.
Poczułam ukłucie wstydu. Może rzeczywiście byłam zbyt skupiona na własnych oczekiwaniach?
— Wiesz… — zaczęłam ostrożnie — …może oboje musimy nauczyć się słuchać siebie nawzajem.
Uśmiechnął się lekko. — Może tak.
Tego wieczoru spróbowałam inaczej. Zamiast rozkazywać, zapytałam:
— Ivan, pomożesz mi dziś przy kolacji? Jeśli masz czas oczywiście.
Spojrzał na mnie zaskoczony, ale po chwili wstał i bez słowa zaczął kroić warzywa. Przez chwilę pracowaliśmy razem w ciszy, która tym razem była pełna porozumienia.
Marek wszedł do kuchni i uśmiechnął się szeroko.
— Widzę postępy! — zażartował.
Ivan spojrzał na mnie i powiedział:
— Może po prostu musimy częściej ze sobą gadać, a nie tylko się przekrzykiwać.
Przy kolacji atmosfera była zupełnie inna. Były żarty, śmiech i nawet Marek opowiedział historię ze swojej pracy, która rozbawiła nas wszystkich do łez.
Ale wiem, że to dopiero początek drogi. Czasem wciąż wracają stare schematy: ja podnoszę głos, Ivan zamyka się w sobie… Ale teraz przynajmniej wiemy, gdzie leży problem i próbujemy go rozwiązać razem.
Często zastanawiam się: czy naprawdę potrafimy słuchać swoich dzieci? Czy potrafimy przyznać się do błędów i zmienić swoje podejście? Może najważniejsza lekcja wychowania to ta, którą sami musimy odrobić jako rodzice?