Między Przyjaźnią a Tajemnicą: Letni Poranek, Który Zmienił Wszystko
Silnik samochodu mruczał uspokajająco, a wnętrze pachniało skórą i odświeżaczem powietrza. Szara nawierzchnia z równymi białymi liniami pędziła naprzeciw i znikała pod kołami. Słońce dopiero wschodziło, zapowiadając ciepły letni dzień. Kinga odchyliła głowę na zagłówek i przymknęła oczy.
– Prześpij się. Zostało jeszcze z dwadzieścia minut – powiedział Marek do żony, nie odrywając wzroku od drogi.
– Wolałabym spać w domu – odpowiedziałam cicho, bardziej do siebie niż do niego. Ostatnie tygodnie były dla mnie ciężkie. Marek tego nie zauważał albo nie chciał zauważać. Może dlatego, że sam był zajęty swoją pracą, a może dlatego, że nie chciał pytać o rzeczy, których odpowiedzi mogłyby go zranić.
Jechaliśmy na spotkanie z naszymi przyjaciółmi – Magdą i Pawłem. Co roku spędzaliśmy razem jeden weekend w domku nad jeziorem pod Olsztynem. Zawsze czekałam na te chwile, ale tym razem czułam w środku niepokój. Może dlatego, że ostatnia rozmowa z Magdą była dziwna. Unikała mnie przez kilka tygodni, a kiedy w końcu zadzwoniła, jej głos był napięty. „Musimy pogadać,” powiedziała wtedy krótko.
Marek zerknął na mnie kątem oka.
– Wszystko w porządku?
– Tak – skłamałam, bo przecież nie mogłam mu powiedzieć prawdy. Nie mogłam powiedzieć, że boję się tego spotkania, bo coś czuję w powietrzu. Coś, co może rozbić naszą przyjaźń i nasze małżeństwo.
Zatrzymaliśmy się przed domkiem. Paweł już czekał na podjeździe, machając ręką i uśmiechając się szeroko. Magda stała obok niego, ale jej uśmiech był wymuszony.
– No nareszcie! – krzyknął Paweł. – Myślałem, że się rozmyśliliście!
Wysiadłam z samochodu, czując jak nogi mam jak z waty. Magda podeszła do mnie i przytuliła mnie mocno, za mocno.
– Musimy pogadać – szepnęła mi do ucha.
Wiedziałam już wtedy, że coś jest nie tak.
Wieczorem siedzieliśmy wszyscy przy ognisku. Paweł opowiadał jakieś żarty, Marek śmiał się głośno, a Magda milczała. Wpatrywała się w płomienie i co chwilę zerkała na mnie. W końcu wstała.
– Kinga, pomożesz mi w kuchni?
Poszłam za nią bez słowa. W kuchni panowała cisza. Magda zaczęła nerwowo przekładać talerze.
– Co się dzieje? – zapytałam cicho.
Odwróciła się do mnie gwałtownie.
– Muszę ci coś powiedzieć. Coś ważnego.
Serce zaczęło mi bić szybciej.
– Paweł… Paweł mnie zdradził – wyszeptała, a jej oczy zaszkliły się łzami.
Zamarłam. Nie wiedziałam co powiedzieć. Przez chwilę miałam ochotę ją przytulić, ale coś mnie powstrzymało.
– Od kiedy? – zapytałam tylko.
– Od kilku miesięcy. Z jakąś dziewczyną z pracy. Myślałam, że to minie… Ale on… on chyba chce odejść.
Patrzyłam na nią i czułam narastający gniew. Nie na Pawła, nie na Magdę – tylko na siebie. Bo ja też miałam swój sekret. Tajemnicę, która mogła wszystko zniszczyć.
Magda spojrzała mi prosto w oczy.
– Kinga… Ja wiem o tobie i Marku.
Zamarłam. Przez chwilę miałam wrażenie, że świat się zatrzymał.
– O czym ty mówisz? – próbowałam udawać niewiniątko, ale głos mi zadrżał.
– Wiem, że Marek cię zdradził rok temu. Wiem też, że próbowałaś mu wybaczyć, ale nigdy mu tego nie powiedziałaś wprost. Udajesz przed nim i przed sobą, że wszystko jest dobrze… Ale ja widzę jak cierpisz.
Łzy napłynęły mi do oczu. Chciałam zaprzeczyć, ale nie mogłam wydusić z siebie słowa.
– Dlaczego mi nie powiedziałaś? – zapytała cicho Magda.
– Bałam się… Bałam się, że jeśli powiem to głośno, to stanie się prawdą – wyszeptałam.
Magda przytuliła mnie mocno.
– Może czas przestać udawać? Może czas zacząć żyć naprawdę?
Siedziałyśmy tak przez chwilę w ciszy. Wiedziałam już wtedy, że ten weekend zmieni wszystko. Że muszę podjąć decyzję – czy chcę dalej żyć w kłamstwie i udawać szczęśliwą żonę, czy mam odwagę zawalczyć o siebie.
Kiedy wróciłyśmy do ogniska, Paweł i Marek rozmawiali o czymś szeptem. Zobaczyli nas i nagle ucichli. Poczułam ciężar ich spojrzeń na sobie.
Noc była długa i bezsenna. Leżałam obok Marka i słuchałam jego spokojnego oddechu. Chciałam go obudzić i powiedzieć mu wszystko – o bólu, o zdradzie, o tym jak bardzo jestem samotna nawet będąc obok niego. Ale zabrakło mi odwagi.
Rano Magda spakowała walizkę i wyjechała wcześniej niż planowała. Paweł został sam nad jeziorem, patrząc tępo w wodę. Marek udawał, że nic się nie stało.
W drodze powrotnej milczeliśmy przez większość czasu. W końcu Marek zapytał:
– Wszystko w porządku?
Spojrzałam na niego długo.
– Nie wiem – odpowiedziałam szczerze po raz pierwszy od dawna.
Czy można odbudować zaufanie po zdradzie? Czy warto walczyć o coś, co już dawno się rozpadło? Czasem jedno spotkanie wystarczy, by zobaczyć prawdę o sobie samym – pytanie tylko, czy mamy odwagę ją zaakceptować.