Zostawił ją dla „miłości życia”, a został sam: Jak Lena przetrwała i znalazła prawdziwe szczęście

— Lenko, pamiętasz, obiecaliśmy sobie zawsze być wobec siebie szczerzy?.. Muszę ci powiedzieć prawdę: zakochałem się. W innej. Wybacz mi, ale odchodzę. To ta jedyna, z którą chcę się zestarzeć. Jest wyjątkowa, taka… jak kosmos. Te uczucia – prawdziwe, ogromne, jak wszechświat…

Gdy Marek mówił to, jego oczy świeciły błogością, jakby oszalał. A ja stałam w kuchni, z rękami zanurzonymi w pianie, bo właśnie zmywałam naczynia po kolacji. Czułam, jakby ktoś wylał na mnie wiadro lodowatej wody. Przez chwilę nie mogłam oddychać. Chciałam krzyczeć, płakać, rzucić czymś w ścianę – ale stałam nieruchomo, patrząc na niego, jakby był kimś obcym.

— Marek… — wyszeptałam tylko. — Po tylu latach? Po tym wszystkim?

— Przepraszam, Lena. Wiem, że to okrutne. Ale nie mogę żyć w kłamstwie. Zasługujesz na kogoś, kto cię naprawdę kocha.

Nie pamiętam już, co odpowiedziałam. Chyba nic. Po prostu wyszedł z mieszkania, zostawiając mnie samą z ciszą, która dźwięczała w uszach głośniej niż jakikolwiek krzyk.

Przez pierwsze dni żyłam jak w transie. Nie jadłam, nie spałam. W pracy ledwo funkcjonowałam – koleżanki patrzyły na mnie ze współczuciem, a ja czułam się jak przezroczysta. Mama dzwoniła codziennie, ale nie miałam siły odbierać. Nawet kotka Misia unikała mnie, jakby wyczuwała mój ból.

Najgorsze były wieczory. Siadałam na kanapie i patrzyłam w pustkę. Przypominałam sobie nasze wspólne chwile: wakacje nad morzem, święta u jego rodziców, wieczory z winem i filmami… Wszystko wydawało się nagle kłamstwem. Zastanawiałam się: kiedy zaczął mnie zdradzać? Czy już wtedy, gdy mówił, że musi zostać dłużej w pracy? Czy wtedy, gdy coraz częściej milczał przy kolacji?

Pewnego dnia zadzwoniła do mnie jego matka.

— Lenka… — zaczęła niepewnie — Marek mówił mi… Ja nie wiem, co on sobie myśli! Ty zawsze byłaś dla nas jak córka…

Nie wytrzymałam i rozpłakałam się do słuchawki. Przez chwilę obie milczałyśmy, a potem ona zaczęła mnie pocieszać – choć sama była rozbita.

— On jeszcze pożałuje… — powiedziała cicho.

Ale wtedy nie wierzyłam w żadne „pożałuje”. Byłam pewna, że to ja przegrałam wszystko.

Minęły tygodnie. Zaczęły się plotki – ktoś widział Marka z nową dziewczyną w kawiarni na rynku. Ktoś inny mówił, że ona jest młodsza ode mnie o dziesięć lat i pracuje jako graficzka. Każda taka wiadomość bolała jak nóż w serce.

W pracy szefowa zaproponowała mi urlop – „żebyś mogła dojść do siebie”. Ale ja nie chciałam siedzieć w domu i myśleć. Zaczęłam więc pracować więcej niż zwykle. Po godzinach chodziłam na długie spacery po parku albo biegałam po osiedlu do upadłego.

Pewnego wieczoru zadzwoniła do mnie Anka – przyjaciółka jeszcze z liceum.

— Lena! Wychodzimy dziś na miasto. Nie przyjmuję odmowy!

Nie miałam ochoty na ludzi ani rozmowy, ale dałam się namówić. Siedziałyśmy w małym pubie na Kazimierzu, piłyśmy cydr i śmiałyśmy się z głupich żartów Anki.

— Wiesz co? — powiedziała nagle — Ty jeszcze pokażesz temu dupkowi! Jesteś piękna, mądra i silna! On nie był ciebie wart.

Uśmiechnęłam się pierwszy raz od tygodni.

Z czasem zaczęłam wracać do życia. Zapisałam się na jogę. Kupiłam sobie nową sukienkę – czerwoną, choć zawsze bałam się takich kolorów. Zaczęłam spotykać się ze znajomymi częściej niż kiedyś.

Któregoś dnia spotkałam Marka przypadkiem na ulicy. Był sam. Wyglądał na zmęczonego i starszego niż pamiętałam.

— Lena… — zaczął niepewnie — Możemy porozmawiać?

Zatrzymałam się i spojrzałam mu prosto w oczy.

— O czym?

— Chciałem tylko… przeprosić. Wiem, że cię skrzywdziłem. Myślałem, że znalazłem miłość życia… Ale to wszystko było złudzeniem. Ona odeszła ode mnie po kilku miesiącach.

Poczułam dziwną ulgę – nie dlatego, że cierpiał, ale dlatego, że już nic do niego nie czułam.

— Marek… Życzę ci dobrze. Ale ja już idę dalej.

Odwróciłam się i poszłam przed siebie z podniesioną głową.

Kilka miesięcy później poznałam Michała – sąsiada z bloku obok. Pomógł mi kiedyś z zakupami i tak zaczęliśmy rozmawiać. Był ciepły, spokojny i miał poczucie humoru. Nie zakochałam się od razu – bałam się zaufać komukolwiek po tym wszystkim – ale powoli pozwalałam sobie na bliskość.

Dziś wiem jedno: szczęście nie zależy od drugiego człowieka. Znalazłam je w sobie – w codziennych drobiazgach, w przyjaźni, w pracy i w tym, że potrafię znów śmiać się bez powodu.

Czasem patrzę w lustro i pytam siebie: czy musiałam przejść przez to piekło, żeby odnaleźć siebie? Czy każdy upadek jest początkiem czegoś lepszego? Może właśnie wtedy rodzi się prawdziwa siła…