Jestem u kresu… Ale ty przyszedłeś. Historia o przebaczeniu, rodzinnych ranach i drugiej szansie.

Jestem u kresu… Ale ty przyszedłeś.

Wpatruję się w ścianę, na której cień starego zegara rozciąga się jak blizna przez całe mieszkanie. W powietrzu unosi się zapach leków i starej kawy. Słyszę, jak na klatce schodowej ktoś trzaska drzwiami. Moje serce wali jak oszalałe – czy to on? Czy to wreszcie on?

Nie mam już siły. Od tygodni leżę w tym łóżku, zmagając się z bólem, który nie daje spać. Lekarze mówią: „rak trzustki, stadium czwarte”. Wiem, co to znaczy. Wiem, że nie zostało mi wiele czasu. Ale najbardziej boli mnie nie ciało – tylko dusza. Bo umieram sama.

Nazywam się Elżbieta Nowicka. Mam pięćdziesiąt osiem lat i przez większość życia byłam silna. Pracowałam jako nauczycielka polskiego w liceum w małym mieście pod Poznaniem. Wychowałam syna – Pawła – sama, bo jego ojciec, Andrzej, zostawił nas, gdy Paweł miał trzy lata. Zawsze powtarzałam sobie: „Dla syna musisz być twarda”. I byłam. Ale teraz…

Dzwonek do drzwi rozdziera ciszę.

– Mamo? To ja…

Głos Pawła brzmi niepewnie, jakby bał się wejść do środka. Słyszę szelest kurtki, potem jego kroki na panelach. Wchodzi do pokoju i przez chwilę patrzy na mnie z progu. Jest dorosły, wysoki, zarośnięty – zupełnie niepodobny do chłopca, którego pamiętam.

– Cześć, Pawełku – mówię cicho.

– Cześć, mamo…

Siada na krześle obok łóżka. Przez chwilę milczymy. On patrzy w okno, ja na jego dłonie – nerwowo ściska palce.

– Długo cię nie było – rzucam w końcu.

– Przepraszam… Dużo pracy…

Wiem, że kłamie. Od śmierci babci nie rozmawialiśmy prawie wcale. Pokłóciliśmy się o spadek po niej – on chciał sprzedać dom na wsi, ja nie mogłam się z tym pogodzić. Powiedział mi wtedy rzeczy, których nie zapomnę nigdy.

– Mamo…

– Tak?

– Anka powiedziała mi o twojej chorobie dopiero dwa tygodnie temu. Dlaczego nie zadzwoniłaś?

– Myślałam, że nie chcesz mnie widzieć.

Patrzy na mnie długo. Widzę w jego oczach łzy.

– Przepraszam za tamto wszystko… Za te słowa…

Chciałabym powiedzieć: „Nic się nie stało”, ale przecież stało się wszystko. Przez te lata byłam sama – on wyjechał do Warszawy, założył rodzinę, rzadko dzwonił. Ja zostałam tu – z pustym mieszkaniem i żalem.

– Paweł…

– Tak?

– Czy możesz zostać dzisiaj ze mną?

Przytakuje bez słowa. Przez chwilę siedzimy w ciszy. Potem zaczyna opowiadać o swoim życiu: o pracy w korporacji, o tym, że Anka jest w ciąży, że boi się być ojcem.

– Boję się, mamo… Że będę taki jak tata.

Patrzę na niego i widzę w nim siebie sprzed lat – pełną lęku i gniewu.

– Nie będziesz – mówię stanowczo. – Jesteś lepszy niż myślisz.

Nagle drzwi do mieszkania otwierają się gwałtownie. Do pokoju wpada moja siostra – Teresa.

– Elka! Co tu się dzieje? Paweł?! Ty tu?

Między mną a Teresą od lat jest napięcie. Po śmierci mamy pokłóciłyśmy się o wszystko: o dom, o opiekę nad nią, o stare żale z dzieciństwa.

– Przyszłam zobaczyć się z mamą – mówi Paweł chłodno.

– A gdzie byłeś przez ostatnie lata? – Teresa podchodzi do łóżka i patrzy mi prosto w oczy. – Elka, dlaczego mi nie powiedziałaś, że jest aż tak źle?

Nie odpowiadam. Nie mam już siły na rodzinne wojny.

– Może zostawicie mnie samą na chwilę? – proszę cicho.

Oboje wychodzą do kuchni. Słyszę ich podniesione głosy:

– To twoja wina! Gdybyś był bliżej…
– A ty? Zawsze tylko krytykujesz!
– Przynajmniej tu jestem!
– Lepiej późno niż wcale!

Zaciskam powieki i próbuję nie płakać. Zawsze marzyłam o rodzinie, która będzie się wspierać. Zawsze byłam tą silną – dla wszystkich. Teraz jestem tylko ciężarem.

Po chwili wracają oboje. Teresa siada po drugiej stronie łóżka.

– Elka… Przepraszam za wszystko – mówi nagle i łapie mnie za rękę. – Za te wszystkie kłótnie… Za to, że cię zostawiłam samą z mamą…

Patrzę na nią zdziwiona. Nigdy nie słyszałam od niej takich słów.

Paweł też spuszcza głowę.

– Ja też przepraszam…

Cisza staje się ciężka jak ołów.

Wtedy dzwoni telefon Teresy. Odbiera:

– Tak? Co?!
Jej twarz blednie.
– To szpital… Tata miał zawał…

Patrzę na nią z niedowierzaniem.

– Tata? Myślałam, że wyjechał do Niemiec i ma nas gdzieś!

Teresa kiwa głową ze łzami w oczach:
– Zadzwonili z Poznania… Jest na OIOM-ie…
Paweł patrzy na mnie pytająco:
– Mamo?
Czuję jakby ktoś ścisnął mi serce lodowatą ręką.
– Jedźcie do niego – mówię cicho.
Paweł protestuje:
– Nie zostawię cię samej!
Ale wiem, że muszą jechać. Muszą zamknąć swoje sprawy z nim tak samo jak ja próbuję zamknąć swoje z nimi.
Zostaję sama w mieszkaniu.
Patrzę przez okno na szare bloki i ludzi wracających z pracy. Myślę o tym wszystkim, co straciłam przez dumę i żal: rodzinę, miłość syna, siostrę…
Po godzinie wracają oboje – zmęczeni i zapłakani.
Teresa mówi:
– Tata przeżyje… Chciał cię zobaczyć.
Czuję ukłucie bólu i żalu jednocześnie.
– Nie wiem czy potrafię mu wybaczyć…
Paweł siada przy mnie i bierze mnie za rękę:
– Mamo… On też jest tylko człowiekiem.
Patrzę na syna i widzę w nim nadzieję na coś nowego.
Tego wieczoru pierwszy raz od lat zasypiam spokojnie – z poczuciem, że może jeszcze nie wszystko stracone.
Kilka tygodni później spotykamy się wszyscy przy moim łóżku: ja, Paweł z Anką (która już ma widoczny brzuch), Teresa i nawet Andrzej – mój były mąż – blady po zawale.
Nikt nie mówi o przeszłości. Rozmawiamy o przyszłości dziecka Pawła, o imionach dla wnuczki (ja obstaję przy Zosi), o tym jak bardzo wszyscy się boimy i jak bardzo siebie potrzebujemy.
W końcu Andrzej podchodzi do mnie i mówi:
– Elżbieta… Przepraszam cię za wszystko.
Patrzę mu prosto w oczy:
– Ja też ci wybaczam.
Wszyscy płaczemy – ale to są dobre łzy.
Nie wiem ile mi jeszcze zostało czasu. Może miesiąc, może rok. Ale wiem jedno: nawet u kresu można dostać drugą szansę od losu – jeśli tylko pozwolimy sobie na przebaczenie i odwagę by kochać mimo wszystko.
Czy naprawdę musimy czekać aż będzie za późno? Czy potrafilibyście wybaczyć swoim bliskim zanim zabraknie czasu?