„Mamo, nie mogę już dłużej” – Spowiedź zmęczonej kobiety z blokowiska

– Mamo, nie mogę już dłużej – powiedziałam przez łzy, stojąc na klatce schodowej naszego bloku na warszawskim Bródnie. Była sobota, godzina 7:30 rano. W ręku ściskałam klucze, a pod drzwiami stały dwie torby: jedna z ubraniami moich dzieci, druga z moimi rzeczami. Słyszałam zza drzwi głos męża, który krzyczał do syna, żeby się pospieszył, bo „znowu się spóźnimy przez twoją matkę!”.

Mam na imię Agnieszka. Mam trzydzieści sześć lat, dwójkę dzieci – Zosię i Michała – i męża, który od lat nie patrzy mi w oczy inaczej niż z wyrzutem. Nasze mieszkanie to typowy PRL-owski blok: trzy pokoje, kuchnia z oknem na podwórko, łazienka z wiecznie cieknącym kranem. Kiedyś myślałam, że to będzie nasz azyl. Teraz czuję się w nim jak więzień.

Wszystko zaczęło się psuć powoli. Najpierw były drobne pretensje – że obiad nie taki, że dzieci za głośno, że rachunki za wysokie. Potem przyszły ciche dni i coraz częstsze wyjazdy Pawła „do pracy”. Zostawałam sama z dziećmi i codziennością: przedszkole, szkoła, praca w sklepie spożywczym na dwie zmiany. Wieczorami padałam na łóżko i płakałam w poduszkę, żeby nikt nie słyszał.

Moja mama powtarzała: „Agnieszka, takie jest życie. Każda kobieta musi swoje wycierpieć.” Ale ja nie chciałam cierpieć. Chciałam być szczęśliwa. Chciałam, żeby ktoś mnie przytulił i powiedział: „Jestem z ciebie dumny.”

Pamiętam ten dzień bardzo dokładnie. Michał rozlał mleko na dywan. Paweł wrócił z pracy i zobaczył plamę.
– Ty naprawdę nie potrafisz ogarnąć nawet dzieci? – rzucił przez zaciśnięte zęby.
– Przepraszam…
– Przepraszasz? To już nawet nie jest śmieszne.
Zosia zaczęła płakać. Michał schował się pod stół. Ja stałam jak sparaliżowana.

Następnego dnia zadzwoniłam do mojej siostry, Magdy.
– Magda… ja już nie daję rady.
– Aga, przyjedź do mnie na kilka dni. Odpoczniesz.
– Nie mogę zostawić dzieci…
– Przyjedź z nimi. Albo sama. Musisz coś zrobić dla siebie.

Nie spałam całą noc. Rano spakowałam torby. Dzieci patrzyły na mnie zdziwione.
– Mamusiu, gdzie jedziemy?
– Do cioci Magdy – skłamałam.
Paweł spał jeszcze po nocnej zmianie. Zostawiłam mu kartkę na stole: „Muszę odpocząć. Nie wiem, kiedy wrócę.”

Wyszłam z bloku i poczułam pierwszy raz od lat powiew wolności. Dzieci oddałam mamie pod opiekę – nie chciałam ich ciągnąć w nieznane. Pojechałam do Magdy na Ursynów. W autobusie płakałam całą drogę.

Magda przyjęła mnie bez pytań.
– Chcesz kawy? – zapytała cicho.
– Chcę tylko się położyć.
Przykryła mnie kocem i wyszła z pokoju.

Leżałam godzinami i patrzyłam w sufit. Próbowałam sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz ktoś zapytał mnie: „Jak się czujesz?” albo „Czego potrzebujesz?” Zawsze byłam tylko matką, żoną, córką – nigdy sobą.

Wieczorem zadzwonił Paweł.
– Gdzie jesteś? Co to ma znaczyć?
– Muszę odpocząć.
– A dzieci? Myślisz tylko o sobie!
– Myślę o sobie pierwszy raz od dziesięciu lat.
Rozłączył się bez słowa.

Mama dzwoniła co godzinę.
– Agnieszka, wracaj do domu. Dzieci tęsknią.
– Mamo… ja też tęsknię za sobą.

Magda próbowała mnie pocieszać:
– Aga, musisz postawić granice. Inaczej się wykończysz.
Ale ja nie umiałam stawiać granic. Całe życie uczono mnie poświęcać się dla innych.

Trzeciego dnia Paweł przyszedł do Magdy.
– Wracaj do domu – powiedział bez czułości.
– Nie wrócę, dopóki nie porozmawiamy szczerze.
– O czym tu gadać? Wszystko jest na twojej głowie, bo taka jest rola kobiety!
Poczułam wtedy wściekłość tak wielką, że aż się rozpłakałam.
– To nie jest moja rola! To jest nasze życie! Albo się zmienisz, albo…
Nie dokończyłam zdania. Paweł wyszedł trzaskając drzwiami.

Zostałam u Magdy jeszcze tydzień. Codziennie dzwoniły dzieci:
– Mamusiu, kiedy wrócisz?
Za każdym razem łamało mi się serce.

W końcu wróciłam do domu – ale już inna. Powiedziałam Pawłowi jasno:
– Albo idziemy razem na terapię, albo się rozstajemy.
Zgodził się niechętnie. Na pierwszej sesji terapeuta zapytał:
– Czego pani potrzebuje?
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Po tylu latach nie umiałam już mówić o sobie.

Minęły dwa miesiące. Paweł stara się bardziej – czasem ugotuje obiad, czasem zabierze dzieci na spacer. Ale wiem, że to dopiero początek drogi. Najważniejsze jednak, że pierwszy raz od dawna czuję się ważna – dla siebie samej.

Czasem patrzę w lustro i pytam siebie: ile kobiet jeszcze musi uciec z własnego domu, żeby ktoś nas wreszcie usłyszał? Czy naprawdę musimy być silne zawsze i wszędzie? A może czasem wystarczy po prostu powiedzieć: „Nie mogę już dłużej”?