Ślub mojej siostry rozdzielił naszą rodzinę. Babcina przeprowadzka wszystko zmieniła – czy można jeszcze poskładać to, co się rozpadło?

– Znowu się spóźniłaś, Marto! – głos mamy przeszył ciszę jak nóż. Stałam w progu kuchni, z plecakiem na ramieniu, a w powietrzu wisiał zapach przypalonej jajecznicy i napięcie, które czułam od miesięcy.

– Przepraszam, autobus nie przyjechał na czas – wymamrotałam, patrząc na babcię siedzącą przy stole. Jej dłonie drżały, a oczy miała spuszczone. Od kiedy Ania wyszła za mąż i wyprowadziła się do Michała, wszystko się zmieniło. Zostałam ja, rodzice i babcia – która po śmierci dziadka musiała się do nas przeprowadzić. Nasze mieszkanie na warszawskim Bródnie nagle stało się za małe na tyle emocji.

Mama rzuciła ściereczkę na blat. – Zawsze masz wymówkę. Nie możesz być choć raz punktualna? Babcia potrzebuje pomocy, a ty tylko myślisz o sobie.

Zacisnęłam usta. Chciałam powiedzieć, że mam 22 lata i też mam prawo do własnego życia, ale słowa ugrzęzły mi w gardle. Spojrzałam na babcię. Odkąd zamieszkała z nami, mama była coraz bardziej spięta. Tata wracał późno z pracy, żeby unikać domowych awantur. A ja… ja czułam się jak cień.

Wieczorem usiadłam przy oknie w swoim pokoju. Za szybą światła miasta migotały jak obietnica innego życia. W telefonie miałam wiadomość od Ani: „Jak tam w domu? Babcia daje radę?”

Odpisałam: „Jakoś jest. Mama znowu się denerwuje.”

Ania zadzwoniła po chwili.

– Martuś, nie przejmuj się tak. Mama zawsze była nerwowa.

– Ale teraz jest gorzej. Odkąd babcia z nami mieszka… wszystko się psuje. Ty masz Michała, swoje życie…

– Ej, nie mów tak! – przerwała mi siostra. – Przecież możesz do mnie przyjechać na weekend. Pogadamy, odpoczniesz.

Westchnęłam. – Nie mogę zostawić mamy samej z babcią. Ona już ledwo daje radę.

– Może powinniście pomyśleć o opiekunce? Albo…

– Mama nigdy się na to nie zgodzi – przerwałam jej z goryczą.

Po rozmowie długo nie mogłam zasnąć. W głowie kłębiły mi się myśli: czy jestem złą córką, bo marzę o tym, żeby wyjechać? Czy jestem złą wnuczką, bo czasem mam dość babci i jej opowieści o wojnie, o tym jak kiedyś wszystko było lepsze?

Kilka dni później wróciłam do domu wcześniej niż zwykle. W przedpokoju usłyszałam podniesione głosy.

– Nie będę jadła tej zupy! – krzyczała babcia. – Za słona! Ty nigdy nie potrafiłaś gotować!

– To ugotuj sobie sama! – odpowiedziała mama drżącym głosem.

Weszłam do kuchni i zobaczyłam mamę z czerwoną twarzą i babcię ze łzami w oczach.

– Co się tu dzieje? – zapytałam cicho.

Mama odwróciła się do mnie: – Nic! Po prostu twoja babcia uważa, że wszystko robię źle!

Babcia spojrzała na mnie błagalnie: – Martusiu, powiedz mamie, żeby mnie nie zmuszała do jedzenia tej paskudnej zupy…

Poczułam, jak narasta we mnie bezsilność. Chciałam uciec, wybiec z domu i nigdy nie wracać. Ale zostałam. Zawsze zostawałam.

Wieczorem tata wrócił późno. Siedziałam z nim w kuchni przy herbacie.

– Tata… czemu to wszystko tak się popsuło?

Westchnął ciężko i spojrzał na mnie zmęczonym wzrokiem.

– Wiesz, Marto… czasem życie po prostu takie jest. Każdy coś traci, każdy coś musi poświęcić.

– Ale czemu zawsze ja?

Nie odpowiedział. Tylko poklepał mnie po ramieniu.

W kolejnych tygodniach było coraz gorzej. Mama coraz częściej płakała po nocach, babcia zamykała się w swoim pokoju i rozmawiała sama ze sobą, a ja czułam się jak niewidzialna służąca: zakupy, sprzątanie, pilnowanie leków babci.

Pewnego dnia dostałam maila z uczelni: przyjęli mnie na wymianę do Barcelony! To było moje marzenie od lat – wyjechać choć na chwilę, poczuć wolność, zobaczyć świat poza Bródnem.

Ale kiedy powiedziałam o tym rodzicom, mama rozpłakała się:

– Jak możesz nas zostawić? Jak możesz zostawić swoją starą babcię?

Tata milczał. Babcia tylko spojrzała na mnie smutno.

Przez kilka dni chodziłam jak struta. Ania dzwoniła codziennie:

– Musisz myśleć też o sobie! Nie możesz żyć tylko dla innych!

Ale czy naprawdę mogę? Czy mogę zostawić mamę samą z babcią? Czy mogę być szczęśliwa, kiedy oni tu cierpią?

W końcu zebrałam się na odwagę i poszłam do mamy wieczorem.

– Mamo… ja muszę wyjechać. Jeśli teraz tego nie zrobię, nigdy nie będę szczęśliwa.

Mama spojrzała na mnie przez łzy:

– A my? Co z nami?

Objęłam ją mocno.

– Kocham was. Ale muszę spróbować żyć po swojemu.

Tego wieczoru długo płakałyśmy razem. Babcia przyszła do nas i pogłaskała mnie po głowie:

– Idź, dziecko. Ja już swoje przeżyłam. Ty musisz żyć dla siebie.

Wyjechałam miesiąc później. W Barcelonie codziennie myślę o domu – o mamie, która musi nauczyć się prosić o pomoc; o babci, która powoli gaśnie; o Ani, która próbuje nas wszystkich pogodzić przez telefon.

Czasem pytam siebie: czy można być szczęśliwym bez poczucia winy? Czy lojalność wobec rodziny zawsze musi oznaczać rezygnację z własnych marzeń?

A wy… co byście zrobili na moim miejscu?