Gdy Matce Została Tylko Siostrzenica: Opowieść Elżbiety Kowalskiej

– Znowu dzwonisz, mamo? – głos Pawła był zniecierpliwiony, jakby każda moja próba rozmowy była dla niego ciężarem. – Przecież mówiłem, że mam teraz dużo pracy.

Zacisnęłam dłoń na słuchawce. Chciałam tylko zapytać, czy wnuczka wyzdrowiała po grypie. Nic więcej. Ale słowa ugrzęzły mi w gardle. – Przepraszam, nie będę przeszkadzać – wyszeptałam i rozłączyłam się, zanim usłyszał drżenie mojego głosu.

Siedziałam w kuchni, patrząc na stare zdjęcia rozłożone na stole. Mój mąż, Andrzej, uśmiechał się z nich szeroko. Zawsze powtarzał, że rodzina to największy skarb. Po jego śmierci wszystko się zmieniło. Synowie – Paweł i Tomek – zaczęli żyć własnym życiem. Najpierw tłumaczyli się pracą, potem dziećmi, a w końcu przestali dzwonić w ogóle. Wnuki widywałam tylko od święta. Czułam się jak cień w ich życiu.

Kolano bolało coraz bardziej, ale nie chciałam nikomu zawracać głowy. Kiedyś byłam dla nich wszystkim – gotowałam obiady, opiekowałam się wnukami, pomagałam finansowo. Teraz byłam tylko numerem w telefonie, który można zignorować.

Pewnego popołudnia usłyszałam dzwonek do drzwi. Zdziwiłam się – nikt nie zapowiadał wizyty. Otworzyłam i zobaczyłam Magdę, córkę mojej zmarłej siostry. Miała łzy w oczach i wyglądała na wyczerpaną.

– Ciociu… – zaczęła niepewnie. – Czy mogę wejść?

Wpuściłam ją do środka. Usiadłyśmy przy stole, a ona zaczęła opowiadać o swoim życiu. Jej matka zmarła kilka miesięcy temu, ojciec wyjechał za granicę i przestał się odzywać. Magda została sama z małym synkiem i długami po rodzicach.

– Nie mam już nikogo… – szepnęła, patrząc na mnie błagalnie.

Poczułam ukłucie w sercu. Przypomniały mi się czasy, gdy moja siostra pomagała mi po narodzinach Pawła. Teraz jej córka potrzebowała mnie tak samo, jak ja kiedyś potrzebowałam jej matki.

– Zostań u mnie tyle, ile trzeba – powiedziałam bez wahania.

Przez kolejne tygodnie nasze życie zaczęło nabierać sensu. Mały Michaś rozświetlił mój dom śmiechem i dziecięcą energią. Magda pomagała mi w domu, gotowałyśmy razem obiady, rozmawiałyśmy do późna w nocy. Po raz pierwszy od lat czułam się potrzebna.

Ale nie wszystkim to się podobało.

Pewnego dnia zadzwonił Tomek. – Słyszałem od sąsiadki, że ktoś u ciebie mieszka. Kto to jest?

Wyjaśniłam mu sytuację. Zamilkł na chwilę, po czym powiedział chłodno:

– Mamo, to nie jest dobry pomysł. Nie znasz tej dziewczyny dobrze. Poza tym… powinnaś myśleć o sobie.

Zabolało mnie to. Czy naprawdę tak mało dla nich znaczę? Czy nie widzą, jak bardzo jestem samotna?

Kilka dni później Paweł przyszedł z żoną. Byli spięci, unikali wzroku Magdy.

– Mamo, musimy porozmawiać – zaczęła synowa. – To nie jest twoja odpowiedzialność. Masz swoje lata, powinnaś odpoczywać.

– A kto pomoże Magdzie? – zapytałam cicho.

– To nie nasz problem – odpowiedział Paweł bez cienia współczucia.

Wtedy pierwszy raz od lat podniosłam głos:

– A ja przez całe życie byłam dla was! Dla was gotowa byłam zrobić wszystko! Teraz wy nie macie dla mnie nawet chwili!

Zapadła cisza. Synowie spojrzeli na mnie zaskoczeni, jakby zobaczyli mnie po raz pierwszy od lat.

Po ich wyjściu długo płakałam. Magda przytuliła mnie mocno.

– Ciociu, jesteś dla mnie jak mama…

Te słowa ogrzały moje serce bardziej niż cokolwiek innego przez ostatnie lata.

Z czasem relacje z synami jeszcze bardziej się ochłodziły. Przestali dzwonić zupełnie. W święta wysyłali tylko krótkie SMS-y: „Wesołych Świąt”. Ale ja już nie czekałam na ich telefony z takim bólem jak kiedyś.

Z Magdą i Michałem stworzyłyśmy własną rodzinę. Razem gotowałyśmy pierogi na Wigilię, razem chodziłyśmy na spacery do parku, razem płakałyśmy i śmiałyśmy się przy starych filmach.

Czasem patrzę na zdjęcia moich synów i wnuków i zastanawiam się, gdzie popełniłam błąd. Czy za bardzo ich rozpieszczałam? Czy za mało wymagałam wdzięczności? Może po prostu świat się zmienił i starsi ludzie są dziś niewidzialni?

Ale potem widzę uśmiech Magdy i Michała i wiem, że jeszcze mogę być komuś potrzebna.

Czy rodzina to tylko więzy krwi? A może to ci, którzy zostają przy nas wtedy, gdy wszyscy inni odchodzą? Czasem myślę: czy warto było poświęcać wszystko dla dzieci? Czy może powinnam wcześniej zadbać o siebie? Może ktoś z was zna odpowiedź…