„Bezczelna jesteś! Ty nie masz dzieci, a ja jestem matką!” – Jak moja szwagierka zrujnowała mi urodziny, by nie oddać długu
– Ty naprawdę jesteś bezczelna! – wrzasnęła Anka, moja szwagierka, tak głośno, że nawet sąsiadka z dołu musiała to usłyszeć. Stałam w kuchni, trzymając w ręku nóż do tortu, a wokół mnie cisza – ta najgorsza, pełna napięcia, kiedy wszyscy czekają na dalszy ciąg. – Ty nie masz dzieci, a ja jestem matką! Ty nie rozumiesz, ile to kosztuje! – dodała, patrząc na mnie z pogardą.
To miały być moje trzydzieste piąte urodziny. Zaprosiłam rodzinę, bo zawsze wierzyłam, że choćby nie wiem co, rodzina jest najważniejsza. Mój brat Tomek z Anką i ich dwójką dzieci, mama, tata, ciocia Basia z wujkiem Jurkiem. Nawet babcia Zosia przyszła, choć ledwo chodzi. Wszystko przygotowałam sama – ciasta, sałatki, nawet domowy pasztet według przepisu mamy. Chciałam poczuć się kochana i doceniona.
Ale od początku coś wisiało w powietrzu. Anka była spięta, rzucała krótkie odpowiedzi, a Tomek unikał mojego wzroku. Próbowałam nie zwracać na to uwagi – przecież to moje święto. Kiedy przyszło do składania życzeń i wręczania prezentów, Anka tylko wręczyła mi kopertę bez słowa. Otworzyłam ją później w kuchni – była pusta. Poczułam ukłucie żalu, ale pomyślałam: może zapomniała włożyć pieniądze? Może się spieszyła?
Po obiedzie zebrałam się na odwagę. – Aniu, mogłabyś mi oddać te dwa tysiące? Wiesz, te, które pożyczyłam wam na samochód? Minęły już cztery miesiące…
Wtedy wybuchła. Najpierw cicho: – Teraz? Przy wszystkich? – A potem już głośno: – Przecież wiesz, że mamy dzieci! Ty nie masz pojęcia, ile to kosztuje! Ty tylko sobie żyjesz sama dla siebie! Bezczelna jesteś!
Wszyscy zamarli. Mama spojrzała na mnie z wyrzutem, jakbym to ja zrobiła coś złego. Tata spuścił wzrok. Tomek milczał. Dzieci Anki zaczęły płakać.
– Aniu… – zaczęłam cicho. – Umawiałyśmy się…
– Umawiałyśmy się? A ty myślisz, że ja mam skarbonkę? Ty nie masz dzieci, nie rozumiesz! – krzyczała dalej.
Poczułam się jak intruz we własnym domu. Jakby to ja była winna temu, że nie mam dzieci. Że mam odwagę upomnieć się o swoje pieniądze.
Ciocia Basia próbowała załagodzić sytuację: – Dziewczyny, spokojnie… To nie miejsce ani czas…
Ale Anka już się nakręciła:
– Wszyscy zawsze myślą tylko o sobie! Ja muszę wszystko sama! A ona jeszcze mnie upokarza!
Spojrzałam na Tomka. Mój brat patrzył gdzieś w bok, jakby chciał zniknąć.
– Tomek… – powiedziałam cicho. – Może ty…
– Nie teraz, Magda – rzucił krótko.
Wtedy babcia Zosia podniosła głos:
– Kiedyś rodzina była rodziną! Pomagaliśmy sobie! A teraz tylko kłótnie o pieniądze!
Poczułam łzy pod powiekami. To miały być moje urodziny. Chciałam tylko odzyskać swoje pieniądze i spędzić ten dzień z bliskimi.
Anka wybiegła do łazienki trzaskając drzwiami. Dzieci płakały coraz głośniej. Mama podeszła do mnie i szepnęła:
– Mogłaś poczekać do jutra…
A ja? Stałam tam jak skamieniała. Czy naprawdę zrobiłam coś złego?
Po chwili wszyscy zaczęli się zbierać do wyjścia. Nikt nie spojrzał mi w oczy. Nawet Tomek tylko rzucił: – Zadzwonię jutro.
Zostałam sama w kuchni z niedojedzonym tortem i stertą brudnych talerzy. Przez okno widziałam, jak Anka prowadzi dzieci do samochodu i jeszcze raz odwraca się w moją stronę z tym swoim pogardliwym spojrzeniem.
Usiadłam przy stole i rozpłakałam się jak dziecko.
Przez całą noc przewracałam się z boku na bok. W głowie słyszałam tylko jej słowa: „Ty nie masz dzieci… Ty nie rozumiesz…” Czy naprawdę bycie matką daje prawo do wszystkiego? Do brania i nieoddawania? Do upokarzania innych?
Następnego dnia zadzwonił Tomek:
– Magda… Przepraszam za wczoraj. Anka ma teraz ciężki czas…
– A ja? Ja nie mam prawa mieć ciężkiego czasu? – zapytałam przez łzy.
– Oddamy ci te pieniądze… kiedyś…
Rozłączyłam się bez słowa.
Od tamtej pory nasze relacje są chłodne. Mama udaje, że nic się nie stało. Tata milczy. Ciocia Basia czasem dzwoni i pyta, czy już mi przeszło.
A ja? Zaczęłam się zastanawiać: czy w tej rodzinie naprawdę ważniejszy jest pieniądz niż miłość i wsparcie? Czy kobiety powinny być dla siebie wsparciem czy konkurencją?
Czy naprawdę jestem bezczelna tylko dlatego, że upomniałam się o swoje?
Czy wy też kiedyś poczuliście się obcy we własnej rodzinie?