Między matką a córką: Czy można pokochać kogoś, kto nigdy nie zaakceptował twojego istnienia?

– Znowu się spóźniłaś, Martyna! – głos mamy przeszył ciszę kuchni niczym zimny nóż. Stałam w progu, z plecakiem na ramieniu, mokre włosy przyklejały mi się do policzków po biegu przez deszcz. – Przecież mówiłam, że obiad jest o piętnastej!

– Przepraszam, autobus się spóźnił – wymamrotałam, patrząc w podłogę. Wiedziałam, że to nie ma znaczenia. U mamy nigdy nie było miejsca na przypadek ani słabość.

– Zawsze masz wymówki. Gdybyś była bardziej odpowiedzialna, jak twoja siostra…

Te słowa słyszałam od dziecka. Moja starsza siostra, Agata, była wzorem: cicha, posłuszna, z czerwonym paskiem na świadectwie. Ja byłam tą drugą – zbyt głośną, zbyt upartą, z marzeniami niepasującymi do naszej rodziny z małego miasta pod Lublinem.

Pamiętam, jak miałam dziesięć lat i przyniosłam do domu rysunek przedstawiający mnie jako astronautkę. Mama spojrzała na kartkę i powiedziała tylko:

– Lepiej byś się nauczyła gotować albo sprzątać. To ci się w życiu przyda.

Od tamtej pory coraz częściej czułam się jak intruz. W liceum zaczęłam zamykać się w swoim pokoju, słuchać muzyki i pisać pamiętnik. Mama pukała do drzwi tylko wtedy, gdy chciała sprawdzić, czy odrobiłam lekcje albo czy pomogłam w domu. Nigdy nie zapytała, jak się czuję.

Najgorsze przyszło w trzeciej klasie liceum. Zakochałam się w chłopaku z równoległej klasy – Pawle. Był inny niż wszyscy: czytał książki, grał na gitarze i mówił o marzeniach. Kiedy powiedziałam mamie, że chcę iść na studia do Warszawy, spojrzała na mnie z pogardą:

– Po co ci ta Warszawa? Tu masz dom, rodzinę. Chcesz być jak te dziewczyny z telewizji? Zgubisz się tam.

Wtedy po raz pierwszy odważyłam się jej sprzeciwić:

– Mamo, ja chcę czegoś więcej. Chcę żyć po swojemu.

Wybuchła awantura. Krzyczała, że jestem niewdzięczna, że ją ranię. Agata stała w kącie i milczała. Ojciec wyszedł z domu.

Przez kolejne miesiące atmosfera była nie do zniesienia. Mama przestała ze mną rozmawiać. Czułam się jak powietrze – niewidzialna i zbędna. Paweł był moją jedyną podporą. To on namówił mnie, żebym mimo wszystko złożyła papiery na studia w Warszawie.

Kiedy dostałam list z uczelni, trzymałam go w rękach i płakałam ze szczęścia. Mama nawet nie spojrzała na kopertę.

– Rób co chcesz – rzuciła tylko przez zaciśnięte zęby.

Wyjechałam z domu z jednym plecakiem i sercem pełnym lęku. W Warszawie wszystko było nowe: ludzie, ulice, możliwości. Ale każdego wieczoru wracały do mnie słowa mamy: „Zgubisz się tam”. Przez długi czas bałam się odezwać do niej przez telefon. Dzwoniłam tylko do Agaty.

Minęły dwa lata. Studiowałam psychologię, pracowałam w kawiarni i wynajmowałam pokój na Ursynowie. Paweł został w Lublinie – nasz związek nie przetrwał odległości i presji mojej rodziny. Czasem myślałam o powrocie do domu, ale wiedziałam, że tam czeka mnie tylko cisza i rozczarowanie.

Wszystko zmieniło się pewnego listopadowego wieczoru. Zadzwoniła Agata:

– Martyna… Mama jest w szpitalu. Miała udar.

Poczułam lodowaty strach. Wsiadłam w pierwszy pociąg do Lublina. W szpitalu zobaczyłam mamę – taką kruchą i bezbronną jak nigdy wcześniej. Leżała pod kroplówką, patrzyła na mnie nieobecnym wzrokiem.

Przez kolejne dni siedziałam przy jej łóżku. Próbowałam rozmawiać:

– Mamo… jestem tutaj.

Odpowiadała ciszą lub pojedynczymi słowami. Czasem płakała bezgłośnie.

Agata była zmęczona i rozgoryczona:

– Zawsze miałaś łatwiej – rzuciła któregoś dnia. – Ty mogłaś wyjechać i żyć po swojemu. Ja zostałam tu dla niej.

Zrozumiałam wtedy, że każda z nas nosi swój ciężar.

Po miesiącu mama wróciła do domu. Potrzebowała opieki – ja wróciłam do Warszawy z poczuciem winy i pustki. Przez kolejne tygodnie dzwoniłyśmy do siebie rzadko. Rozmowy były krótkie i pełne niezręczności.

Któregoś dnia zadzwoniła sama:

– Martyna… przepraszam.

Zaniemówiłam. Po raz pierwszy usłyszałam od niej te słowa.

– Za co? – zapytałam cicho.

– Za to… że nie umiałam cię kochać tak, jak chciałaś.

Płakałyśmy razem przez telefon.

Dziś minęło już kilka lat od tamtych wydarzeń. Mama jest słaba, ale żyje. Nasza relacja nadal jest trudna – czasem rozmawiamy godzinami, czasem milczymy tygodniami. Ale wiem jedno: walka o siebie była najtrudniejszą i najważniejszą walką mojego życia.

Często pytam siebie: czy można pokochać matkę, która nigdy cię nie zaakceptowała? Czy wybaczenie to akt odwagi czy słabości? Może Wy znacie odpowiedź…