„Tato, oddaj mieszkanie – swoje już przeżyłeś”. Po tych słowach córki świat mi się zawalił

– Tato, oddaj mieszkanie. Swoje już przeżyłeś – usłyszałem od córki w piątkowy wieczór, kiedy jeszcze nie zdążyłem nawet zdjąć kapci po powrocie z przychodni. Stała w przedpokoju z ramionami skrzyżowanymi na piersi, a jej oczy były zimne jak lód. Mój świat zatrząsł się w posadach. Nazywam się Zbigniew Majewski. Mam 71 lat i właśnie w tej chwili poczułem się starcem bardziej niż kiedykolwiek.

Nie tak wyobrażałem sobie starość. Kiedyś myślałem, że będę miał wnuki na kolanach, a dzieci będą wpadać na niedzielny rosół. Tymczasem od śmierci żony minęły dwa lata, a ja coraz częściej słyszę tylko echo własnych kroków w trzypokojowym mieszkaniu na warszawskim Ursynowie. Syn wyjechał do Anglii – kontakt sporadyczny, głównie przez WhatsAppa. Córka, Agnieszka, mieszka w Piasecznie z mężem i dwójką dzieci. Odwiedza mnie rzadko, zwykle kiedy czegoś potrzebuje.

Tego dnia przyszła z konkretnym celem. Nawet nie zdjęła płaszcza.

– Tata, musimy poważnie porozmawiać – zaczęła, siadając sztywno na kanapie. – Z Michałem mamy coraz trudniej. Kredyt nas dusi, dzieci rosną, a tu wszystko drożeje. Ty siedzisz sam w dużym mieszkaniu…

– Agnieszko…

– Nie przerywaj mi! – podniosła głos. – To nie ma sensu. Sprzedaj to mieszkanie, kup sobie kawalerkę gdzieś bliżej nas albo dom spokojnej starości. Nam oddaj resztę pieniędzy. Przecież i tak kiedyś to będzie nasze.

Poczułem, jakby ktoś wyciągnął mi dywan spod nóg. Przez chwilę nie mogłem złapać tchu.

– To jest mój dom… Tu żyłem z twoją mamą ponad czterdzieści lat…

– Ale już jej nie ma! – przerwała mi ostro. – Ty też nie będziesz żył wiecznie. My naprawdę potrzebujemy pomocy.

Zacisnąłem pięści tak mocno, że aż zbielały mi knykcie.

– A co ze mną? Ze wspomnieniami? Z tym wszystkim, co tu przeżyliśmy?

Wzruszyła ramionami.

– Tato, nie bądź egoistą. My mamy dzieci, kredyt, życie przed sobą.

Wstała gwałtownie i zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, rzuciła przez ramię:

– Zastanów się nad tym. – I trzasnęła drzwiami tak mocno, że aż obrazek z Matką Boską spadł ze ściany.

Usiadłem ciężko na fotelu i poczułem łzy pod powiekami. Przez godzinę siedziałem w ciszy, patrząc na stare zdjęcia: ja z żoną na Mazurach, dzieci na sankach pod blokiem, święta przy stole… Wszystko to miało nagle przestać istnieć?

Wieczorem zadzwoniłem do syna.

– Cześć, Paweł…

– Cześć tato! Co tam?

– Była Agnieszka… Chce żebym sprzedał mieszkanie i oddał jej pieniądze.

Po drugiej stronie zapadła cisza.

– Wiesz… Ja też bym się nie obraził na trochę wsparcia – powiedział w końcu syn cicho. – W Londynie wszystko drogie jak cholera. Ale… to twoje mieszkanie. Rób jak uważasz.

Zawahałem się.

– Chciałbym po prostu… żebyście czasem przyjechali. Pogadali ze mną. Nie tylko wtedy, gdy trzeba coś załatwić.

Paweł westchnął.

– Tato, życie jest jakie jest. Każdy ma swoje sprawy…

Odłożyłem słuchawkę z ciężkim sercem. Przez kolejne dni chodziłem jak cień po mieszkaniu. Sąsiadka pani Teresa zaprosiła mnie na herbatę.

– Panie Zbyszku, pan taki smutny ostatnio…

Opowiedziałem jej wszystko. Pokiwała głową ze współczuciem.

– Dzieci teraz tylko patrzą na metry i pieniądze. Mój syn też już pytał kiedy mu przepiszę mieszkanie…

Wróciłem do domu jeszcze bardziej przygnębiony. Zacząłem rozważać: może rzeczywiście jestem egoistą? Może powinienem pomóc dzieciom? Ale czy to znaczy, że muszę wyrzec się wszystkiego?

Kilka dni później Agnieszka zadzwoniła ponownie.

– I co postanowiłeś?

– Nie sprzedam mieszkania – powiedziałem stanowczo. – To mój dom.

Usłyszałem tylko trzy słowa:

– Jesteś samolubny dziad! – i znów trzaśnięcie słuchawki.

Od tamtej pory nie odezwała się ani razu. Paweł przestał dzwonić regularnie. W święta siedziałem sam przy stole z jednym talerzem i pustką w sercu tak wielką, że aż bolało fizycznie.

Czasem myślę: może rzeczywiście jestem już tylko przeszkodą? Może dla nich liczą się tylko pieniądze i metry kwadratowe? Ale czy rodzina to naprawdę tylko majątek do podziału?

Patrzę na stare zdjęcia i pytam siebie: czy warto było poświęcać wszystko dla dzieci? Czy starość w Polsce musi być taka samotna? Co wy o tym sądzicie?