Nie jestem ojcem? Historia, która rozdarła moją rodzinę
– Co ty robisz, Michał? – zapytała Ania, patrząc na mnie z niepokojem, gdy pakowałem próbki do koperty. Jej głos drżał, a w oczach widziałem cień strachu. – To tylko formalność – odpowiedziałem, starając się ukryć własne zdenerwowanie. – Po prostu chcę mieć pewność.
Nie spałem już od tygodni. Każda kłótnia, każde spojrzenie dzieci na mnie wywoływało we mnie niepokój. Może to głupie, może to przez te wszystkie historie w telewizji, ale coś we mnie pękło. Od jakiegoś czasu czułem się obcy we własnym domu. Może to przez to, że nasz syn Bartek ma zupełnie inne oczy niż ja? Może przez te plotki sąsiadek? Sam już nie wiem. W końcu zebrałem się na odwagę i zamówiłem test DNA.
Czekałem na wyniki jak skazaniec na wyrok. Kiedy przyszły, świat zawirował mi przed oczami. „Nie jesteś biologicznym ojcem Bartka ani Julki” – przeczytałem na zimnym papierze. Przez chwilę miałem wrażenie, że to jakiś żart. Że laboratorium się pomyliło. Ale przecież próbki pobierałem sam, wszystko było zgodnie z instrukcją.
– Aniu… musimy porozmawiać – powiedziałem wieczorem, trzymając w ręku wydruk z laboratorium. Patrzyła na mnie z przerażeniem. – Co to jest? – spytała cicho. – Wyniki testu DNA. Nie jestem ojcem naszych dzieci.
Wybuchła płaczem. Próbowała coś tłumaczyć, krzyczała, że to niemożliwe, że kocha mnie i nigdy mnie nie zdradziła. Ale ja już nie słuchałem. W głowie miałem tylko jedno: zostałem oszukany przez kobietę, której ufałem najbardziej na świecie.
Zaczął się koszmar. Przestałem rozmawiać z Anią. Dzieci patrzyły na mnie z niezrozumieniem, a ja nie potrafiłem im odpowiedzieć na żadne pytanie. W pracy byłem cieniem samego siebie. W końcu zdecydowałem się na rozwód i walkę o opiekę nad dziećmi. Chciałem wiedzieć prawdę – kto jest ich ojcem? Czy Ania miała romans?
Sprawa trafiła do sądu. Adwokaci zadawali pytania, których nigdy nie chciałem usłyszeć: „Czy był pan obecny przy narodzinach dzieci?”, „Czy podejrzewał pan żonę o zdradę?”. Ania przysięgała na wszystko, że nigdy mnie nie zdradziła. Jej rodzina stanęła za nią murem, moja rodzina patrzyła na mnie jak na wariata.
Dzieci zaczęły mieć problemy w szkole. Julka przestała się uczyć, Bartek zamknął się w sobie. Każdego dnia widziałem, jak moja rodzina rozpada się na moich oczach.
W końcu sąd zlecił powtórzenie testów DNA pod nadzorem lekarza. Wynik był taki sam: nie jestem biologicznym ojcem Bartka ani Julki.
Zacząłem szukać odpowiedzi gdzie indziej. Trafiłem do genetyka, który po wysłuchaniu mojej historii zaproponował wykonanie dodatkowych badań. Okazało się, że mam rzadką przypadłość – chimeryzm genetyczny. Część moich komórek ma inny materiał genetyczny niż reszta mojego ciała. To dlatego testy DNA pobrane ze śliny nie zgadzały się z DNA dzieci – ale testy wykonane z próbki krwi już potwierdziły moje ojcostwo.
Pamiętam dzień, kiedy dostałem ten wynik. Siedziałem sam w samochodzie pod laboratorium i płakałem jak dziecko. Wszystko to było niepotrzebne: rozwód, sąd, łzy dzieci i Ani.
Wróciłem do domu z drżącymi rękami. Ania otworzyła drzwi i spojrzała na mnie z nadzieją i strachem jednocześnie.
– Michał…?
– To ja jestem ich ojcem – wyszeptałem i po raz pierwszy od miesięcy poczułem ulgę.
Ale czy można cofnąć czas? Czy można naprawić coś, co zostało tak brutalnie zniszczone przez brak zaufania i pochopne decyzje?
Dziś próbujemy odbudować naszą rodzinę. Dzieci powoli wracają do siebie, Ania stara się wybaczyć mi brak wiary w nią. Ja sam codziennie zadaję sobie pytanie: czy gdybym bardziej ufał swoim bliskim, czy uniknąłbym tego wszystkiego?
Może czasami lepiej zaufać sercu niż papierom? Czy wy bylibyście w stanie wybaczyć komuś taką pomyłkę? Czy można odbudować rodzinę po takim dramacie?