Zdrada, która zmieniła wszystko: Historia jednej nocy i dwóch złamanych serc
„Potrzebuję twojej rady” – powiedziała Marta, wchodząc do mojego mieszkania z butelką wina i tym swoim uśmiechem, który zawsze zwiastował kłopoty. Zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć, już zdejmowała płaszcz, rzucając go niedbale na fotel. Był piątkowy wieczór, a ja miałam nadzieję na spokojny wieczór z książką i herbatą. Ale Marta nigdy nie przychodziła bez powodu.
Usiadła na kanapie, podciągnęła nogi pod siebie i spojrzała na mnie tym swoim spojrzeniem – niby rozbawionym, niby zatroskanym. „Muszę ci coś powiedzieć, ale obiecaj, że mnie nie ocenisz” – zaczęła, nalewając nam wina. Przewróciłam oczami, bo znałam już ten ton. Zawsze wtedy chodziło o faceta. Ale nie spodziewałam się, że tym razem chodzi o mojego faceta.
„Poznałam kogoś” – powiedziała cicho. „Jest niesamowity. Wiesz, jak to jest, kiedy czujesz motyle w brzuchu? Ale jest problem… On jest zajęty.”
Zamrugałam, próbując nie okazać irytacji. Ile razy już słyszałam podobne historie? Marta zawsze pchała się w kłopoty. „Aha… i co zamierzasz?” – zapytałam, udając zainteresowanie.
„Nie wiem… On mówi, że kocha swoją dziewczynę, ale nie może przestać o mnie myśleć. Spotykamy się po kryjomu. Czuję się okropnie, ale… nie potrafię przestać.”
Wtedy jeszcze nie wiedziałam. Jeszcze nie łączyłam faktów. Dopiero gdy zaczęła opisywać szczegóły – jego sposób mówienia, śmiech, nawet to, jak pachnie – poczułam zimny dreszcz na plecach. To był Adam. Mój Adam.
Zamarłam. Przez chwilę miałam nadzieję, że to tylko zbieg okoliczności. Ale ona mówiła dalej, coraz bardziej rozemocjonowana, nie zauważając mojej bladości.
„On ma taki śmieszny nawyk – zawsze zostawia kubek po kawie na parapecie w kuchni. I uwielbia te twoje naleśniki z serem…”
Nie mogłam już dłużej słuchać. „Marto… o kim ty mówisz?” – przerwałam jej drżącym głosem.
Spojrzała na mnie zdziwiona. „No… o Adamie.”
Cisza rozciągnęła się między nami jak przepaść. Poczułam, jakby ktoś uderzył mnie pięścią w brzuch.
„Adamie? Moim Adamie?”
Marta zbladła. Przez chwilę patrzyłyśmy na siebie w milczeniu. W jej oczach pojawił się strach.
„Nie wiedziałam… Myślałam… On powiedział, że jesteście tylko współlokatorami…”
Zacisnęłam pięści tak mocno, że paznokcie wbijały mi się w dłonie. Próbowałam oddychać spokojnie, ale serce waliło mi jak oszalałe.
„Marto… jesteśmy razem od trzech lat. Myślałam, że jesteś moją przyjaciółką.”
Łzy napłynęły mi do oczu. Marta zaczęła coś bełkotać – przepraszać, tłumaczyć się, płakać. Ale ja już jej nie słuchałam. Wszystko we mnie krzyczało.
Wybiegłam z pokoju i zamknęłam się w łazience. Siedziałam na zimnych kafelkach i płakałam tak długo, aż zabrakło mi łez. W głowie miałam tylko jedno pytanie: jak mogli mi to zrobić? Adam – mój partner, z którym planowałam przyszłość. Marta – moja najbliższa przyjaciółka od liceum.
Kiedy wyszłam z łazienki, Marta już nie było. Zostawiła otwartą butelkę wina i swój płaszcz na fotelu. Przez chwilę miałam ochotę wyrzucić wszystko przez okno.
Następnego dnia Adam wrócił do domu jak gdyby nigdy nic. Patrzyłam na niego inaczej – jak na obcego człowieka.
„Coś się stało?” – zapytał z troską w głosie.
„Wiesz dobrze, co się stało” – odpowiedziałam zimno.
Zbladł. Próbował zaprzeczać, tłumaczyć się, przekonywać mnie, że to był tylko błąd, chwila słabości. Że to nic nie znaczyło.
„Nic nie znaczyło?” – powtórzyłam z goryczą. „Zdradziłeś mnie z moją najlepszą przyjaciółką! Jak mogłeś?”
Adam płakał. Ja też płakałam. Krzyczałam na niego wszystko to, co przez lata tłumiłam w sobie – wszystkie żale, rozczarowania i lęki.
Przez kolejne dni żyliśmy obok siebie jak dwa cienie. Nie jadłam, nie spałam. Marta dzwoniła i pisała setki wiadomości – przepraszała, błagała o rozmowę. Nie potrafiłam jej wybaczyć.
Mama zadzwoniła po tygodniu: „Coś się dzieje? Jesteś jakaś inna przez telefon.”
Nie chciałam jej martwić, ale pękłam i wszystko jej opowiedziałam. Mama milczała długo po drugiej stronie słuchawki.
„Córeczko… czasem ludzie zawodzą najbardziej ci bliscy. Ale pamiętaj – to nie twoja wina.”
Te słowa trochę mnie podniosły na duchu. Ale ból pozostał.
W pracy byłam cieniem samej siebie. Koleżanki pytały: „Co się stało?” Udawałam, że wszystko jest w porządku.
Wieczorami siedziałam sama w pustym mieszkaniu i zastanawiałam się: gdzie popełniłam błąd? Czy mogłam coś zrobić inaczej? Dlaczego nie zauważyłam wcześniej?
Minęły tygodnie zanim zebrałam się na odwagę i spotkałam z Martą twarzą w twarz.
Siedziałyśmy naprzeciwko siebie w kawiarni pełnej ludzi, a ja czułam się jakbyśmy były tam zupełnie same.
„Przepraszam” – powiedziała cicho Marta. „Wiem, że cię zraniłam. Nie zasługuję na twoją przyjaźń.”
Patrzyłam na nią długo w milczeniu.
„Nie wiem czy kiedykolwiek ci wybaczę” – odpowiedziałam szczerze. „Ale chcę spróbować żyć dalej.”
Wyszłam z kawiarni lżejsza o ten ciężar gniewu i żalu.
Adam wyprowadził się miesiąc później. Zostawił mi list na stole: „Przepraszam za wszystko.”
Dziś jestem sama – ale silniejsza niż kiedykolwiek wcześniej.
Czasem patrzę w lustro i pytam siebie: czy można jeszcze komuś zaufać? Czy zdrada zawsze zostawia ślad na sercu? Może właśnie po to są takie historie – żeby nauczyć nas czegoś o sobie samych?