Łzy Syna: Serce Michała w Dniu Ojca
– Michał, wstawaj, już siódma! – głos mamy przebił się przez mgłę snu, ale nie miałem siły się ruszyć. Leżałem na łóżku, wpatrując się w sufit, jakbym mógł tam znaleźć odpowiedzi na wszystkie pytania, które od roku nie dawały mi spokoju. Dziś mija dokładnie rok, odkąd tata odszedł. Rok, odkąd ostatni raz usłyszałem jego głos, poczułem jego dłoń na ramieniu, zobaczyłem ten uśmiech, który zawsze rozjaśniał nawet najciemniejsze dni.
Wstałem powoli, jakby każdy ruch ważył tonę. W kuchni mama krzątała się przy stole, udając, że wszystko jest w porządku. Ale widziałem, jak jej ręce drżą, jak unika mojego wzroku. – Michał, zjesz coś? – spytała cicho. Pokręciłem głową. – Nie jestem głodny. – Wiem, że to trudny dzień, ale musimy żyć dalej – powiedziała, a w jej głosie zabrzmiała nuta desperacji. Chciałem jej powiedzieć, że rozumiem, że też próbuję, ale słowa ugrzęzły mi w gardle.
Wyszedłem na balkon, zapaliłem papierosa, choć tata zawsze powtarzał, że to głupi nawyk. „Michał, nie marnuj zdrowia na takie bzdury” – słyszałem jego głos w głowie. Przymknąłem oczy, pozwalając, by wspomnienia zalały mnie falą. Pamiętam, jak razem jeździliśmy na ryby nad Wisłę, jak uczył mnie zmieniać opony w starym polonezie, jak śmialiśmy się z głupich żartów podczas niedzielnych obiadów. A potem wszystko się skończyło. Jeden telefon, jeden wyrok: zawał. Nie zdążyłem się pożegnać. Nie zdążyłem powiedzieć, jak bardzo go kocham.
W pracy nie mogłem się skupić. Koleżanka z biura, Kasia, spojrzała na mnie z troską. – Wszystko w porządku? – spytała. – Dziś rocznica – odpowiedziałem krótko. Skinęła głową, nie drążyła. Wszyscy wiedzieli, że lepiej nie pytać. Przez cały dzień czułem się jak cień samego siebie. Nawet szef, pan Zbigniew, nie zwrócił uwagi, że spóźniłem się pół godziny. Wszyscy byli dla mnie dziś łagodniejsi, jakby bali się, że się rozpadnę na kawałki.
Po pracy wróciłem do domu, ale nie mogłem usiedzieć w miejscu. Mama siedziała w salonie, wpatrzona w zdjęcie taty. – Chciałby, żebyśmy byli silni – powiedziała, nie odrywając wzroku od fotografii. – Ale ja nie jestem silny, mamo – wyszeptałem. – Ja też nie – odpowiedziała, a jej głos zadrżał. Usiadłem obok niej, objąłem ją ramieniem. Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy, tylko tykanie zegara przypominało, że czas płynie dalej, choć dla nas zatrzymał się rok temu.
Wieczorem zadzwonił mój młodszy brat, Tomek. – Michał, przyjedź do mnie na chwilę, proszę – powiedział, a w jego głosie wyczułem coś dziwnego. – Co się stało? – spytałem z niepokojem. – Po prostu przyjedź. Muszę ci coś pokazać. – Westchnąłem, ale wsiadłem w samochód i pojechałem do niego na drugi koniec miasta.
Tomek czekał na mnie przed blokiem, nerwowo przestępując z nogi na nogę. – Chodź – powiedział, prowadząc mnie do swojego mieszkania. W środku na stole leżała stara, zakurzona kaseta magnetofonowa. – Znalazłem to w rzeczach taty – powiedział cicho. – Myślisz, że to coś ważnego? – spytałem, patrząc na niego z niedowierzaniem. – Nie wiem, ale… posłuchajmy.
Włączyliśmy stary magnetofon, który Tomek wygrzebał z piwnicy. Przez chwilę słychać było tylko szumy, aż nagle rozległ się głos taty. – Cześć, chłopaki. Jeśli to słuchacie, to znaczy, że mnie już nie ma… – Zamarłem. Łzy napłynęły mi do oczu. Tata mówił dalej, spokojnie, z tym swoim charakterystycznym ciepłem w głosie. – Chciałem wam powiedzieć, że jestem z was dumny. Michał, wiem, że czasem się kłóciliśmy, ale zawsze wierzyłem w ciebie. Tomek, dbaj o mamę i brata. Kocham was. Nie bójcie się żyć, nie bójcie się kochać. Życie jest krótkie, nie marnujcie go na żal i gniew. –
Siedzieliśmy w ciszy, słuchając tych słów, które były jak balsam na nasze zranione serca. Płakałem, nie wstydząc się łez. Tomek objął mnie ramieniem. – Myślisz, że naprawdę był z nas dumny? – spytał szeptem. – Wiem, że był – odpowiedziałem, czując, jak ciężar z moich barków powoli znika.
Wróciłem do domu późno w nocy. Mama czekała na mnie w kuchni. – Byłeś u Tomka? – spytała. Skinąłem głową. – Znalazł coś… coś od taty. – Opowiedziałem jej o kasecie. Słuchała w milczeniu, a potem przytuliła mnie mocno. – On zawsze wiedział, co powiedzieć, żeby nam pomóc – wyszeptała.
Leżąc w łóżku, długo nie mogłem zasnąć. Słowa taty wciąż brzmiały mi w uszach. Może to właśnie jest sposób, by pogodzić się ze stratą – nie zapominać, ale żyć dalej, z jego głosem w sercu. Może nie muszę być silny cały czas. Może wystarczy, że będę sobą.
Czy wy też czasem czujecie, że nie zdążyliście powiedzieć wszystkiego tym, których już nie ma? Jak radzicie sobie z pustką po kimś bliskim?