Nieproszony gość: Małżeństwo na krawędzi

— Znowu zostawiłaś swoje rzeczy w łazience! — krzyknęłam, czując, jak złość narasta we mnie jak fala, której nie potrafię już powstrzymać. Stałam w drzwiach, patrząc na rozrzucone kosmetyki, mokry ręcznik na podłodze i szczoteczkę do zębów leżącą na umywalce. Z kuchni dobiegł mnie głos Pawła, mojego męża: — Daj spokój, Ola, to tylko ręcznik. — Tylko ręcznik? — powtórzyłam z niedowierzaniem, czując, jak łzy napływają mi do oczu. — To nie chodzi o ręcznik, Paweł. To chodzi o wszystko!

Dwa lata temu byłam przekonana, że miłość wystarczy. Paweł był po rozwodzie, miał córkę z poprzedniego małżeństwa, ale zapewniał mnie, że wszystko jest pod kontrolą. Zgodziłam się na jego świat, na kompromisy, na bycie tą „drugą żoną”. Przez pierwsze miesiące było cudownie. Mieszkaliśmy w naszym małym mieszkaniu na warszawskim Mokotowie, cieszyliśmy się sobą, planowaliśmy wspólne życie. Jego córka, Zosia, odwiedzała nas tylko w weekendy. Była cicha, zamknięta w sobie, ale nie sprawiała problemów. Myślałam, że tak już zostanie.

Wszystko zmieniło się pewnego listopadowego wieczoru. Paweł odebrał telefon od swojej byłej żony. Płakała. Powiedziała, że musi wyjechać do Niemiec do pracy, bo straciła mieszkanie. Zosia nie miała gdzie mieszkać. — To tylko na chwilę, Ola, obiecuję — zapewniał mnie Paweł, patrząc na mnie błagalnie. — Ona nie ma nikogo. Musimy jej pomóc. — A co ze mną? — zapytałam cicho, ale on już tego nie słyszał. W jego oczach widziałam tylko strach i poczucie obowiązku.

Zosia wprowadziła się do nas dwa dni później. Miała wtedy szesnaście lat. Przyniosła ze sobą walizkę, gitarę i mnóstwo złych emocji. Od początku czułam, że jestem intruzem we własnym domu. Zosia nie rozmawiała ze mną, unikała mnie, a kiedy już musiała coś powiedzieć, rzucała krótkie, oschłe odpowiedzi. Paweł próbował łagodzić sytuację, ale był rozdarty. Pracował do późna, a ja zostawałam z Zosią sama. Każdy dzień był walką o przestrzeń, o ciszę, o odrobinę normalności.

Pewnego wieczoru, kiedy Paweł wrócił późno z pracy, usiadłam z nim w kuchni. — Ja tak nie wytrzymam — powiedziałam, patrząc mu prosto w oczy. — Ona mnie nienawidzi. — To nieprawda, Ola. Ona po prostu przeżywa trudny czas. Musisz być cierpliwa. — A kto jest cierpliwy dla mnie? — zapytałam, ale odpowiedziała mi tylko cisza.

Zosia coraz częściej zamykała się w swoim pokoju. Słyszałam, jak gra na gitarze, śpiewa cicho pod nosem. Czasem płakała. Próbowałam do niej dotrzeć, zaproponowałam wspólne gotowanie, wyjście do kina. Odpowiadała: — Nie mam ochoty. — Albo: — Nie musisz się starać, i tak cię nie polubię. Bolało. Bardziej niż chciałam przyznać.

W pracy zaczęłam popełniać błędy. Szefowa zwróciła mi uwagę, że jestem rozkojarzona. Koleżanki pytały, co się dzieje, ale nie potrafiłam im odpowiedzieć. W domu czułam się coraz bardziej obca. Paweł był zmęczony, coraz częściej unikał rozmów. Zosia zaczęła wracać późno, nie mówiła, gdzie była. Pewnego wieczoru nie wróciła wcale. Siedziałam na kanapie, patrząc na drzwi, a Paweł dzwonił do jej znajomych, do byłej żony, na policję. Wróciła nad ranem, zapłakana, z podbitym okiem. — Nie pytajcie — powiedziała tylko i zamknęła się w łazience.

Po tym incydencie Paweł był jeszcze bardziej nadopiekuńczy. Zosia mogła robić, co chciała. Ja czułam się coraz bardziej niewidzialna. Pewnego dnia, kiedy wróciłam z pracy, zobaczyłam, że Zosia urządziła sobie imprezę w naszym mieszkaniu. Wszędzie były butelki, papierosy, śmieci. — Co tu się dzieje?! — wykrzyczałam, a ona spojrzała na mnie z pogardą. — To nie jest twój dom — powiedziała cicho, ale dobitnie. — Jesteś tylko żoną mojego ojca.

Te słowa bolały mnie bardziej niż cokolwiek innego. Wybiegłam z mieszkania, nie wiedząc, dokąd iść. Siedziałam na ławce w parku, płakałam. Zadzwoniłam do przyjaciółki, Magdy. — Ola, musisz postawić granice — powiedziała stanowczo. — Albo Paweł stanie po twojej stronie, albo nigdy nie będziesz szczęśliwa.

Wróciłam do domu późno. Paweł czekał na mnie w kuchni. — Musimy porozmawiać — zaczął. — Tak, musimy — odpowiedziałam. — Paweł, ja nie dam rady tak żyć. Kocham cię, ale nie mogę być wiecznie na drugim planie. — Ola, ona jest moją córką. — A ja jestem twoją żoną! — krzyknęłam, czując, jak głos mi się łamie. — Czy to się kiedyś zmieni? Czy zawsze będę tylko dodatkiem do twojego życia?

Przez chwilę milczeliśmy. Widziałam w jego oczach ból, zagubienie, ale też złość. — Nie rozumiesz, Ola. Ona mnie potrzebuje. — A ja? — zapytałam cicho. — Czy ja też nie zasługuję na twoją uwagę?

Następnego dnia spakowałam kilka rzeczy i pojechałam do Magdy. Potrzebowałam czasu, żeby pomyśleć. Paweł dzwonił, pisał, błagał, żebym wróciła. Zosia nie odezwała się ani razu. Przez tydzień żyłam jak w zawieszeniu. Zastanawiałam się, czy warto walczyć o to małżeństwo, czy jestem w stanie zaakceptować, że zawsze będę na drugim miejscu.

Po tygodniu wróciłam do domu. Zosia była w swoim pokoju, Paweł czekał na mnie w kuchni. — Ola, przepraszam. Wiem, że cię zawiodłem. Ale nie potrafię wybrać między wami. — Nie musisz wybierać, Paweł. Ale musisz zrozumieć, że ja też mam swoje granice. Nie chcę być tylko tłem w twoim życiu. — Co mam zrobić? — zapytał bezradnie. — Zacznijmy od szczerej rozmowy. Wszyscy troje. Inaczej to nie ma sensu.

Wieczorem usiedliśmy razem. Zosia milczała, patrzyła w podłogę. — Wiem, że mnie nie lubisz — zaczęłam. — Ale musimy jakoś razem żyć. To jest mój dom tak samo jak twój. — Nie chcę tu być — powiedziała cicho. — Chcę wrócić do mamy. — Wiem, że ci ciężko. Ale nie jestem twoim wrogiem. — Jesteś — odpowiedziała, a w jej oczach zobaczyłam łzy. — Zabrałaś mi tatę.

To była najtrudniejsza rozmowa w moim życiu. Zosia płakała, Paweł płakał, ja płakałam. W końcu powiedziałam: — Może powinniśmy poszukać pomocy. Terapii. Dla nas wszystkich.

Nie wiem, co będzie dalej. Nie wiem, czy nasze małżeństwo przetrwa. Ale wiem jedno: nie chcę już być niewidzialna. Chcę być ważna. Czy to za dużo? Czy można kochać kogoś i jednocześnie czuć się tak bardzo samotnym? Może ktoś z was zna odpowiedź.