Być córką, być siostrą: Moje życie między obowiązkiem a prawem do szczęścia
– Znowu wychodzisz? – głos mamy przeszył ciszę kuchni jak nóż. Stałam przy drzwiach, z plecakiem na ramieniu, gotowa wyjść na spotkanie z przyjaciółmi. Wiedziałam, co zaraz usłyszę.
– Mamo, przecież mówiłam ci wczoraj, że idę do Ani. Obiecałam jej pomóc z projektem – odpowiedziałam cicho, próbując nie patrzeć jej w oczy.
– A kto pomoże twojej siostrze? – Jej głos był zimny, twardy. – Myślisz, że ona nie chciałaby mieć normalnego życia? Ale nie może. Ty możesz, więc uciekasz. Egoistka.
Zamarłam. Znowu to samo. Od kiedy u Magdy zdiagnozowano stwardnienie rozsiane, wszystko w naszym domu kręciło się wokół niej. Miała wtedy trzynaście lat, ja byłam o dwa lata starsza. Mama rzuciła pracę, tata coraz częściej nocował w delegacjach. Ja… Ja miałam być tą silną. Tą, która nie płacze, nie narzeka, nie marzy.
Pamiętam tamten dzień jak przez mgłę. Siedziałam na podłodze w łazience, słysząc przez drzwi cichy płacz Magdy i krzyk mamy: „Musisz być dzielna! Ola ci pomoże!”
Od tamtej pory bycie „dzielną” stało się moim przekleństwem. Każdego dnia wracałam ze szkoły prosto do obowiązków: rehabilitacja Magdy, gotowanie obiadu, sprzątanie. Mama była wiecznie zmęczona i rozdrażniona, tata coraz bardziej nieobecny. Czasem miałam wrażenie, że jestem niewidzialna – chyba że coś zrobiłam źle.
W liceum zaczęłam marzyć o studiach w Krakowie. Chciałam być psycholożką, pomagać ludziom takim jak my – zagubionym w chaosie choroby i rodzinnych dramatów. Kiedy powiedziałam o tym mamie, spojrzała na mnie jak na obcą osobę.
– Ty? Chcesz wyjechać? A kto zostanie z Magdą? Myślisz tylko o sobie! – Jej słowa bolały bardziej niż cokolwiek innego.
Próbowałam tłumaczyć: – Mamo, przecież mogę wracać na weekendy. To tylko trzy godziny pociągiem…
– Nie rozumiesz! – przerwała mi gwałtownie. – Ty jesteś jej siostrą! To twój obowiązek!
Obowiązek. Słowo, które ciążyło mi na sercu jak kamień. Zaczęłam się dusić w naszym domu – wśród zapachu leków i wiecznego napięcia. Magda coraz częściej patrzyła na mnie z wyrzutem.
– Ola, ty naprawdę chcesz mnie zostawić? – zapytała kiedyś cicho, gdy pomagałam jej się ubrać.
– Nie zostawiam cię… Po prostu chcę też żyć swoim życiem…
– Ja nie mogę – szepnęła i odwróciła wzrok.
Wtedy po raz pierwszy poczułam prawdziwą złość na nią. Na mamę. Na cały świat. Dlaczego ja muszę wybierać?
W końcu nadszedł dzień matury. Pisałam ją z poczuciem winy i strachu przed przyszłością. Gdy dostałam się na wymarzone studia, mama nawet nie pogratulowała mi wyniku.
– Nie licz na to, że będziemy ci pomagać finansowo – rzuciła tylko.
Spakowałam walizkę w milczeniu. Magda płakała całą noc. Tata odprowadził mnie na dworzec bez słowa.
Pierwsze miesiące w Krakowie były jak oddychanie po latach pod wodą. Poznałam ludzi, którzy nie znali mojej historii. Zaczęłam żyć dla siebie: chodziłam na wykłady, spotykałam się ze znajomymi, zakochałam się pierwszy raz w życiu.
Ale każda rozmowa telefoniczna z domu była jak powrót do klatki.
– Magda ma gorzej – powtarzała mama. – Jak możesz być szczęśliwa?
Czułam się rozdarta na pół: między lojalnością a własnymi potrzebami. W święta wracałam do domu z duszą na ramieniu. Magda była coraz słabsza, mama coraz bardziej zgorzkniała.
Pewnego wieczoru usiadłyśmy z mamą naprzeciwko siebie przy kuchennym stole.
– Mamo… Ja nie wrócę już na stałe do domu – powiedziałam drżącym głosem.
Spojrzała na mnie z pogardą:
– Jesteś taka sama jak twój ojciec. Uciekasz od odpowiedzialności.
– Nie uciekam… Po prostu chcę żyć inaczej niż ty…
Wybiegłam z domu i długo chodziłam po pustych ulicach naszego miasteczka. Czułam się winna i wolna jednocześnie.
Dziś minęło już kilka lat od tamtej rozmowy. Magda jest dorosła, mieszka z mamą i opiekunką. Ja skończyłam studia i pracuję jako psycholożka w Krakowie. Z mamą rozmawiam rzadko – nasze relacje są chłodne, pełne niedopowiedzeń i żalu.
Czasem pytam siebie: czy miałam prawo wybrać siebie? Czy egoizm to naprawdę grzech największy? A może każda córka ma prawo do własnego szczęścia?