Czekam na spokój, dostaję chaos: Opowieść o rodzinnych konfliktach i poszukiwaniu siebie

Czekam na spokój, dostaję chaos. Czekam na ciszę, a tu tylko hałas…

– Kinga, przecież prosiłam – tylko my, rodzinnie! – głos mamy, Wiesławy, odbił się echem od ścian naszej ciasnej kuchni. Stała przy kuchence, ściskając w dłoni drewnianą łyżkę tak mocno, że aż pobielały jej knykcie. Starała się mówić spokojnie, ale drżała z irytacji. Znałam ten ton aż za dobrze.

Siedziałam przy stole, przewijając bezmyślnie telefon. Nawet nie podniosłam wzroku. Moje ciemne włosy były zebrane w niedbały kok, a pod oczami miałam cienie po nieprzespanej nocy. Znowu kłótnia. Znowu pretensje. Znowu ja – ta zła, ta nieobecna, ta, która nie potrafi być „rodzinna”.

– Mamo, przecież to tylko wiadomość do Oli – mruknęłam, udając obojętność. W rzeczywistości czułam, jak narasta we mnie złość i bezsilność. Chciałam tylko chwili dla siebie, chwili ciszy, ale nawet to było niemożliwe.

– Kinga! – do kuchni wszedł tata, Andrzej. Jego głos był stanowczy, ale zmęczony. – Odłóż ten telefon i pomóż mamie. Goście zaraz przyjdą.

Goście. Znowu ciotka Halina z wiecznymi radami i kuzyn Tomek, który zawsze musi być najlepszy we wszystkim. Znowu udawanie szczęśliwej rodziny przy stole, podczas gdy każdy z nas marzy o czymś innym.

– Nie rozumiecie, że ja nie chcę tu być? – wybuchłam nagle. – Mam dość tych rodzinnych teatrzyków!

Mama spojrzała na mnie z bólem w oczach. Tata zacisnął usta. Przez chwilę w kuchni zapadła cisza – ta wymarzona cisza, ale była ciężka jak ołów.

– Kinga… – zaczęła mama łagodniej. – My tylko chcemy spędzić czas razem. Tak rzadko jesteśmy wszyscy w domu.

– Ale ja nie chcę! – przerwałam jej ostro. – Nie chcę słuchać ciotki Haliny, nie chcę udawać przed Tomkiem, że wszystko jest super! Chcę po prostu…

Zabrakło mi słów. Chciałam powiedzieć: „Chcę być sobą”, ale wiedziałam, że to zabrzmi jak kolejna nastoletnia fanaberia.

Tata westchnął ciężko i wyszedł z kuchni. Mama wróciła do mieszania zupy, ale już bez energii.

Przez chwilę siedziałam w milczeniu, patrząc na ekran telefonu. Ola napisała: „I jak tam? Żyjesz jeszcze?” Uśmiechnęłam się smutno pod nosem i odpisałam: „Rodzinny dramat level hard”.

Wiedziałam, że zaraz będę musiała wyjść do salonu i udawać przed wszystkimi, że wszystko jest w porządku. Że jestem grzeczną córką, która pomaga w kuchni i uśmiecha się do gości. Ale wewnątrz czułam się jakby ktoś rozrywał mnie na kawałki.

Pamiętam jeszcze zeszłoroczne święta. Mama płakała w łazience po kłótni z babcią o pierogi. Tata zamknął się w garażu i dłubał przy starym rowerze przez pół dnia. Ja uciekłam do pokoju i słuchałam muzyki tak głośno, że nie słyszałam własnych myśli.

Dlaczego nikt nie potrafi po prostu powiedzieć: „Jest mi źle”? Dlaczego wszyscy udają?

Nagle do kuchni weszła moja młodsza siostra, Zuzia. Miała osiem lat i wielkie oczy pełne troski.

– Kinga… czemu mama płacze? – zapytała cicho.

Poczułam ukłucie winy. Uklękłam przy niej i przytuliłam ją mocno.

– To nie twoja wina, Zuziu – szepnęłam. – Po prostu… czasem dorośli też mają trudne dni.

Zuzia spojrzała na mnie poważnie.

– Ale przecież rodzina powinna się kochać…

Zacisnęłam powieki. Tak bardzo chciałam jej to potwierdzić bez żadnych „ale”.

W salonie rozległ się dźwięk domofonu. Goście przyszli. Mama szybko otarła oczy i założyła sztuczny uśmiech. Tata wrócił z garażu i poprawił koszulę.

Wszyscy usiedliśmy przy stole. Ciotka Halina zaczęła opowiadać o swoich sukcesach w pracy, Tomek chwalił się nowym samochodem. Mama podawała jedzenie z wymuszonym entuzjazmem, tata kiwał głową do rytmu rozmowy.

A ja? Siedziałam tam fizycznie, ale myślami byłam gdzie indziej. Patrzyłam na swoją rodzinę i zastanawiałam się: czy kiedykolwiek będziemy naprawdę szczęśliwi? Czy zawsze będziemy tylko odgrywać role?

Po obiedzie wyszłam na balkon i zapaliłam papierosa – pierwszy raz od dawna. Czułam się winna, ale jednocześnie wolna przez tę krótką chwilę samotności.

Nagle usłyszałam za sobą głos taty:

– Kinga… możemy pogadać?

Odwróciłam się powoli. Tata wyglądał na starszego niż zwykle.

– Wiem, że nie jest ci łatwo – powiedział cicho. – Nam też nie jest łatwo. Ale… może spróbujemy przestać udawać? Chociaż dzisiaj?

Spojrzałam mu w oczy i zobaczyłam w nich coś nowego – zmęczenie, ale też nadzieję.

– Spróbujmy – odpowiedziałam równie cicho.

Wróciliśmy do środka razem. Mama spojrzała na nas pytająco, ale nic nie powiedziała. Zuzia uśmiechnęła się szeroko.

Może to był pierwszy krok do prawdziwej rozmowy? Może właśnie tego nam brakowało przez te wszystkie lata?

Czasem zastanawiam się: dlaczego tak trudno jest być sobą wśród najbliższych? Czy naprawdę musimy udawać nawet przed własną rodziną? A może wystarczy jeden szczery gest, żeby zacząć wszystko od nowa?