Dom, który dzieli: Historia o rodzinie, która stanęła na krawędzi
„Albo sprzedamy dom po rodzicach, albo przestaniemy być rodziną” – powiedziała Agata, patrząc mi prosto w oczy. Jej głos był zimny, twardy jak lód, a ja poczułam, jakby ktoś wylał mi kubeł lodowatej wody na głowę. Nie zdążyłam nawet odłożyć kluczy na komodę. Stałam w przedpokoju, jeszcze w płaszczu, a ona już czekała na mnie z tym swoim ultimatum. W jednym zdaniu zmieściła czterdzieści lat wspólnej historii – dzieciństwo na podwórku, niedzielne obiady z rosołem i noce spędzone razem na kanapie podczas burzy.
– Agata, nawet nie pozwolisz mi wejść do środka? – zapytałam cicho, czując jak głos mi drży.
– Nie ma o czym rozmawiać. Albo sprzedajemy dom i dzielimy się pieniędzmi, albo… – zawahała się na moment – albo nie mamy już ze sobą nic wspólnego.
Weszłam do salonu, gdzie wszystko było tak, jak zostawiła to mama. Na stole leżała jeszcze jej ulubiona serwetka w kwiaty, a na półce stały zdjęcia z naszych wakacji nad morzem. Przez chwilę miałam wrażenie, że zaraz usłyszę jej głos z kuchni: „Dziewczyny, obiad gotowy!”
– Dlaczego tak ci zależy na tej sprzedaży? – spytałam, siadając ciężko na fotelu.
Agata wzruszyła ramionami. – Bo nie stać mnie na utrzymanie tego domu. Bo nie chcę tu wracać. Bo… bo mam już swoje życie. Ty też powinnaś mieć swoje.
Poczułam ukłucie żalu. Dla mnie ten dom był czymś więcej niż tylko budynkiem. To tu uczyłam się jeździć na rowerze, tu tata uczył mnie grać w szachy, tu mama tuliła mnie po pierwszym złamanym sercu. Jak mogłam to wszystko zostawić?
– A może po prostu boisz się wspomnień? – rzuciłam ostrożnie.
Agata spojrzała na mnie z wyrzutem. – Nie mów mi, czego się boję. Ty zawsze byłaś tą sentymentalną. Ja muszę myśleć praktycznie.
Przez chwilę siedziałyśmy w ciszy. Słychać było tylko tykanie starego zegara dziadka.
– Wiesz, że nie chodzi tylko o pieniądze – powiedziałam w końcu. – Chodzi o nas. O to, co po nas zostanie.
Agata westchnęła ciężko i odwróciła wzrok. – Po nas zostaną tylko kłótnie i pretensje, jeśli tego nie załatwimy.
Pamiętam, jak jeszcze kilka miesięcy temu śmiałyśmy się razem przy kuchennym stole. Teraz każda rozmowa kończyła się awanturą. O pieniądze, o wspomnienia, o to, kto więcej pomagał rodzicom przed śmiercią.
– A co z rzeczami mamy? – zapytałam nagle. – Co z jej książkami? Z albumami?
Agata wzruszyła ramionami. – Weź sobie, co chcesz. Ja nie potrzebuję pamiątek.
Poczułam łzy pod powiekami. Dla niej to wszystko było tylko gratami do wyniesienia na śmietnik. Dla mnie – kawałkiem życia.
– Pamiętasz, jak mama mówiła: „Dom to nie mury, tylko ludzie”? – szepnęłam.
Agata spojrzała na mnie z irytacją. – Ludzie się zmieniają. Ty też powinnaś dorosnąć.
Wstałam i podeszłam do okna. Za szybą padał deszcz, a ogród wyglądał smutno i opuszczony. Przypomniałam sobie nasze dziecięce zabawy w chowanego między jabłoniami i wieczorne rozmowy przy ognisku.
– Może powinniśmy dać sobie czas – zaproponowałam cicho. – Nie musimy decydować teraz.
– Ja już zdecydowałam – odpowiedziała twardo Agata. – Albo sprzedajemy dom do końca miesiąca, albo idę do sądu.
To był cios poniżej pasa. Wiedziałam, że jest uparta, ale nie sądziłam, że posunie się aż tak daleko.
– Naprawdę chcesz rozbić rodzinę przez pieniądze? – zapytałam z rozpaczą.
– To ty ją rozbijasz! – krzyknęła nagle Agata. – Zawsze wszystko musiało być po twojemu! Mama zawsze cię faworyzowała! Ja byłam tą gorszą!
Zamilkłam zaskoczona. Nigdy nie wiedziałam, że tak myśli. Przecież mama kochała nas obie… czyżby jednak coś przeoczyłam?
– Agata… ja nie wiedziałam…
– Bo nigdy cię to nie obchodziło! – jej głos załamał się i zobaczyłam łzy w jej oczach.
Podbiegłam do niej i objęłam ją mocno. Przez chwilę płakałyśmy razem jak dzieci.
– Przepraszam… – wyszeptałam. – Może za dużo wymagam od ciebie…
– Ja też przepraszam… Po prostu… ja już nie mogę tu być…
Siedziałyśmy długo w ciszy, trzymając się za ręce jak kiedyś. Wiedziałam już, że decyzja zapadnie prędzej czy później. Ale może nie musimy tracić siebie nawzajem?
Wieczorem wyszłam z domu rodziców po raz pierwszy bez poczucia winy. Może dom to rzeczywiście tylko mury? A może to ostatnia nić łącząca nas jako rodzinę? Czy można sprzedać wspomnienia? Czy warto walczyć o coś więcej niż pieniądze? Może czasem trzeba pozwolić odejść temu, co kochamy najbardziej…