Między obowiązkiem a wolnością: Mój dramatyczny konflikt z mamą o własne życie

– Znowu się spóźniłaś z przelewem, Aniu! – głos mamy przeszył ciszę mojego mieszkania, gdy tylko odebrałam telefon. Właśnie wróciłam z pracy, zmęczona, z torbą pełną zakupów, które i tak były tylko najtańszymi produktami z promocji. – Mamo, miałam trudny tydzień, szefowa znowu kazała mi zostać po godzinach… – próbowałam tłumaczyć, ale ona już nie słuchała. – Ja nie wiem, co by się stało, gdybyś musiała sama o siebie zadbać. Ja w twoim wieku już miałam ciebie i wszystko ogarniałam! – jej głos był coraz bardziej roztrzęsiony, a ja czułam, jak w gardle rośnie mi gula.

Odłożyłam telefon i usiadłam na podłodze, bo na kanapę nie miałam siły. Znowu to samo. Każdego miesiąca, od kiedy tylko zaczęłam pracować, mama oczekuje ode mnie pieniędzy. Najpierw to było „na rachunki”, potem „na leki”, a teraz już nawet nie pyta, tylko wysyła SMS-y z kwotą. Czasem mam wrażenie, że jestem jej bankomatem, a nie córką. Ale przecież nie mogę jej zostawić – jest sama, ojciec odszedł, gdy miałam dwanaście lat. Pamiętam, jak wtedy płakała w kuchni, a ja obiecałam sobie, że nigdy jej nie zawiodę.

Ale ile można żyć dla kogoś innego?

W pracy wszyscy myślą, że jestem tą „ogarniętą”, co zawsze ma na wszystko odpowiedź. Ale nikt nie wie, że nie byłam na urlopie od trzech lat, bo każdy grosz idzie do mamy. Nawet nie pamiętam, kiedy ostatni raz kupiłam sobie coś nowego, nie mówiąc już o wyjściu do kina czy kawiarni. Moje życie to praca-dom-praca, a w domu czeka na mnie tylko samotność i wieczne poczucie winy.

– Aniu, musisz w końcu pomyśleć o sobie – mówiła mi kiedyś Magda, moja przyjaciółka. – Twoja mama jest dorosła, powinna sobie radzić. – Ale jak mam jej to powiedzieć? – pytałam wtedy, a łzy same ciekły mi po policzkach. – Ona nie ma nikogo oprócz mnie.

Dziś znowu siedzę przy komputerze i przeglądam wyciąg z konta. Zostało mi 120 zł do końca miesiąca. Mama napisała, że potrzebuje 300 na leki. Znowu będę musiała pożyczyć od Magdy. Wstyd mi, bo przecież pracuję, a ciągle nie mam na podstawowe rzeczy. W głowie słyszę głos mamy: „Gdybyś lepiej się uczyła, miałabyś lepszą pracę”.

Pamiętam, jak w liceum chciałam iść na ASP. Zawsze kochałam rysować, ale mama powiedziała, że „z tego nie wyżyję”. Kazała mi iść na ekonomię. Skończyłam studia, mam pracę w biurze, ale codziennie czuję, że duszę się w tej szarej rzeczywistości. Moje marzenia zostały gdzieś daleko, schowane w szufladzie razem z zeszytem pełnym szkiców.

Wczoraj, po kolejnej kłótni z mamą, zadzwoniła do mnie ciocia Basia. – Aniu, nie możesz tak dalej żyć. Twoja mama zawsze była wymagająca, ale to nie znaczy, że masz poświęcać całe swoje życie. – Ale ona nie rozumie… – zaczęłam, ale ciocia mi przerwała. – Musisz postawić granice. Inaczej nigdy nie będziesz szczęśliwa.

Wieczorem długo nie mogłam zasnąć. W głowie kłębiły mi się myśli. Czy naprawdę jestem złą córką, jeśli chcę mieć coś dla siebie? Czy egoizm to chcieć normalnego życia?

Rano, zanim wyszłam do pracy, zadzwoniłam do mamy. – Mamo, musimy porozmawiać. – O czym? – zapytała podejrzliwie. – O pieniądzach. Nie mogę ci już tyle wysyłać. Sama nie mam na życie. – Aha, czyli już ci się nie chce pomagać starej matce? – jej głos był pełen wyrzutu. – To nie tak… Po prostu nie daję rady. – Wiesz co, Aniu? Zawsze wiedziałam, że jak cię najbardziej będę potrzebować, to mnie zostawisz. – Rozłączyła się. Stałam przez chwilę z telefonem w ręku, czując, jak łzy napływają mi do oczu. Czy naprawdę jestem taka zła?

W pracy nie mogłam się skupić. Szefowa zwróciła mi uwagę, że jestem rozkojarzona. – Wszystko w porządku? – zapytała. – Tak, tylko… mam trochę problemów rodzinnych. – Wiesz, czasem trzeba pomyśleć o sobie. Ja też kiedyś musiałam postawić granice. – Uśmiechnęła się do mnie ciepło. Może ona też przez to przechodziła?

Po pracy poszłam na spacer do parku. Patrzyłam na ludzi, którzy śmiali się, rozmawiali, biegali z dziećmi. Zazdrościłam im tej lekkości. Ja zawsze muszę być odpowiedzialna, poważna, dorosła. Nawet jako dziecko nie mogłam być dzieckiem. Mama zawsze mówiła: „Nie mamy pieniędzy na głupoty”.

Wieczorem zadzwoniła Magda. – Aniu, chodź jutro do mnie na kolację. Pogadamy, pośmiejemy się, może obejrzymy jakiś film? – Nie wiem, czy mogę… – Zawsze tak mówisz. Zasługujesz na chwilę dla siebie. – Może masz rację – powiedziałam cicho.

Następnego dnia po pracy poszłam do Magdy. Było miło, śmiałyśmy się, jadłyśmy pizzę, oglądałyśmy stary polski film. Przez chwilę poczułam się wolna. – Widzisz, jak niewiele potrzeba do szczęścia? – zapytała Magda. – Ale potem wracam do domu i znowu wszystko wraca – odpowiedziałam. – To ty decydujesz, co wraca, a co nie. – Jej słowa długo dźwięczały mi w głowie.

W weekend pojechałam do mamy. Otworzyła mi drzwi z miną męczennicy. – Przepraszam, że cię zawiodłam – powiedziałam na wejściu. – Ale nie mogę już żyć tylko dla ciebie. – A dla kogo masz żyć? – zapytała z wyrzutem. – Dla siebie. Chcę mieć własne życie. – Ty zawsze tylko o sobie! – krzyknęła. – A kto cię wychował? Kto ci dał wszystko, co miał? – Wiem, mamo. Ale ja też mam prawo do szczęścia. – Nie rozumiesz, co to znaczy być matką. – Może nie rozumiem. Ale wiem, co to znaczy być córką, która nigdy nie jest wystarczająco dobra.

Wyszłam z jej mieszkania z ciężkim sercem. Wiedziałam, że ta rozmowa nic nie zmieniła. Ale pierwszy raz powiedziałam jej, co czuję. Może kiedyś to zrozumie.

Od tamtej pory staram się stawiać granice. Nie zawsze mi wychodzi. Czasem znowu wysyłam jej pieniądze, czasem płaczę w poduszkę, bo czuję się winna. Ale coraz częściej myślę o sobie. Zapisałam się na kurs rysunku. Poznałam ludzi, którzy mają podobne pasje. Zaczynam powoli żyć swoim życiem.

Czasem zastanawiam się, czy można być dobrą córką i jednocześnie nie rezygnować z siebie. Czy to w ogóle możliwe w naszym kraju, gdzie rodzina jest wszystkim? Czy ktoś z was też tak ma? Jak sobie z tym radzicie?